Żyję

Slow Life według Carla Honoré


photomine.blogspot.com

photomine.blogspot.com

Slow Life według Carla Honoré – czy da wprowadzić się w życie? Gdyby doba miała 48 godzin… Wreszcie byłby czas, żeby wypocząć, spotkać się z przyjaciółmi, poświęcić się pasjom i zrobić te wszystkie rzeczy, na które nie mamy czasu na co dzień. Bzdura! Żyjemy w szalonym pędzie, który wyznacza nam współczesny świat. Zaoszczędzone godziny poświęcilibyśmy najpewniej na… nadgonienie zaległości. Nie zgadzacie się? To dobrze, jest nadzieja!

Kilkuletni mędrcy

Z okazji Dnia Ojca internety obiegła historia o chłopcu, który pyta taty, ile zarabia na godzinę. Mężczyzna snuje wizje, jakie to egoistyczne jest jego dziecko, po czym musi zmierzyć się ze smutną prawdą, z którą konfrontuje go syn. Sami zobaczcie. Carl Honoré również doznał olśnienia dzięki swojemu synowi i tematowi bajek na dobranoc. Zatrzymał się, pomyślał i postanowił zbadać, jak by to było żyć wolniej. Tak powstała jego książka „Pochwała powolności. Jak zwolnić tempo i cieszyć się życiem”.

Klątwa przegapienia

Wprowadzenie do tematyki powolności Carl Honoré rozpoczyna od terminu „time-sickness”, czyli choroby niedoczasu. Amerykański lekarz Larry Dossey w 1982 roku nazwał w ten sposób obsesyjne przekonanie, że „czas ucieka, jest go za mało i trzeba pędzić coraz szybciej, aby dotrzymać kroku”.

Żyjemy bardzo szybko, naturalne jest więc, że cenimy i wprowadzamy do naszego życia coraz lepsze i bardziej innowacyjne urządzenia, które oszczędzą nasz czas. Mikrofalówka zamiast gotowania, ksero zamiast przepisywania, e-mail zamiast listu. Nikogo nie dziwi zatem zachwyt nad wynalazkiem Eeshy Khare, 18-letniej studentki z USA, dzięki któremu bateria będzie się ładować 20-30 sekund.

Nawet dzięki tym wszystkim udogodnieniom nie możemy niestety być wszędzie i doświadczyć wszystkiego. Możliwe, że nawet uruchomienie teleportów nie podołałoby temu zadaniu. Z potrzebą ciągłego bycia na bieżąco związana jest FOMO, którą ładnie nazwano chorobą przenoszoną drogą internetową. FOMO to lęk przed przegapieniem, przed tym, że coś nas może ominąć. Objawia się on kompulsywnym sprawdzaniem telefonu, poczty e-mail, Facebooka itp. Ciekawe jest, że FOMO-wcy sprawdzają, mimo że mają włączone powiadomienia o nowym SMS-ie czy wiadomości!

A co zrobić, gdy w realności ciągle omija nas coś godnego uwagi? Nazwać to klątwą! Fani serialu HIMYM na pewno pamiętają klątwę Blitza. Osobę dotkniętą klątwą omijały wszystkie „legen-wait for it-dary” wydarzenia. Wtedy pozostawało tylko powiedzieć „Aw, man!”.

Sekret sukcesu

Carl Honoré przygląda się po kolei różnym obszarom naszego życia, takim jak: jedzenie, praca, miasto, medycyna, wychowanie i seks, i krok po kroku sam sprawdza, jak to jest, gdy się wyhamuje w każdym z tych obszarów. Autor na własnym przykładzie pokazuje, że zrezygnowanie z codziennej gonitwy nie jest takie trudne. Co więcej, przynosi to wiele korzyści, bo wprowadza do życia nową jakość.

Ruch Slow Food, który opisuje, znany jest już od 1986 roku, a seks tantryczny, któremu również poświęca jeden z rozdziałów książki, ma 6 tysięcy lat tradycji! Honoré nie odkrywa więc Ameryki, ale też nie o to tu chodzi. Według mnie głównym celem „Pochwały powolności” jest pokazanie, że można żyć wolniej, lepiej, pełniej. Jesteśmy tak zagonieni, że nawet nie mamy czasu pomyśleć, że moglibyśmy żyć inaczej.

Ta książka to zmienia. Jedyne, czego potrzebujemy, to trochę odwagi, by powiedzieć „nie” szybkości. Nagle uzmysławiamy sobie, że obiad możemy zjeść w miłej atmosferze z przyjaciółmi, zamiast łapać w pośpiechu fast foody czy jeść przed monitorem komputera, a nasze dzieci nie muszą znać 3 języków w wieku 4 lat. Proste, prawda? Wynalezienie koła też wydaje się proste.

W kierunku studni
Honoré stwierdza, że poczucie, że czegoś nam w życiu brakuje, stanowi fundament globalnej tęsknoty za powolnością. Zastanówmy się, który obszar naszego życia jest zaniedbany, i do niego wprowadźmy, oczywiście pomału, trochę powolności. Wskazówki, jak zwolnić, można znaleźć oczywiście w książce, a także w wywiadzie.

A gdy już uda się wprowadzić powolność do jednego obszaru życia, okaże się, że stopniowo przeniesiemy ją także na inne. Tak to działa – szkoda nam będzie z niej nie korzystać! Ale powoli, nie wszystko naraz. Na początku dobrze jest, jeśli powolne życie dostępne jest w wachlarzu naszych „prędkości życiowych”, z którego możemy korzystać w zależności od potrzeb i sytuacji. Zabawnie widać to na przykładzie wystąpienia Carla Honoré „In praise of slowness” w TED Talks. W komentarzach pod nagraniem znajdziemy, oprócz wielu ciepłych słów, również rady dla niego, by… zwolnił.

Pamiętacie rozmowę Małego Księcia ze sprzedawcą pigułek zaspokajających pragnienie? Dzięki nim tygodniowo można było zaoszczędzić 53 minuty. „Gdybym miał pięćdziesiąt trzy minuty czasu – powiedział sobie Mały Książę – poszedłbym powolutku w kierunku studni…”. A co Wy zrobilibyście z 53 minutami?

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Żyję
Zostać offline za życia?
Żyję
Jakie jedzenie, takie życie
Żyję
Samotni w podróży
  • Andżelika Bieńkowska

    Bardzo fajny artykuł, czytało się jednym tchem!

    Moje przemyślenia na ten temat są takie: poszukujemy rzeczy, które skrócą czas wykonywania niektórych czynności a pomimo to… coraz bardziej pędzimy! Brak mikrofalówki a nawet telefonu komórkowego były kiedyś na porządku dziennym a ludzie jechali do siebie kilka dni aby porozmawiać albo wysyłali list, który docierał po jakimś czasie i nikt się nigdy nie spieszył. Więc w sumie … za CZYM gonimy? No właśnie. Za NICZYM. To chyba bardziej nawyk. I strach, że nie będziemy na czas.

    Czas, który zaoszczędziliśmy, przysłowiowe „53 minuty” często poświęcamy na głupotki, telewizję i kwejkowanie, chociaż moglibyśmy na spokojnie zjeść albo dokończyć pracę.
    Może też chodzi o to, że ilość informacji jaka jest dostępna jak suuuper wielka i próbujemy nadgonić za tym, aby być aktualnym? Na czasie? Aby wiedzieć, co się dzieje?

    Pozdrawiam ciepło 😀