Żyję

Small talk – o niczym?


(Flickr/dasfotoimaginarium/by CC)

(Flickr/dasfotoimaginarium/by CC)

Choć jestem zaciekłą przeciwniczką używania angielskich zwrotów tam, gdzie jest to zupełnie zbędne, w przypadku tytułowego zagadnienia próżno szukać dobrego i zwięzłego polskiego odpowiednika. Określenie small talk „gadką szmatką” lub „pogaduszką” nie oddaje w pełni tego, jakie zadanie owa konwersacja ma spełnić.

Small talk – może to być wypełnienie niezręcznej ciszy w towarzystwie nieznajomej osoby, przełamanie pierwszych lodów przy nawiązywaniu nowych znajomości, podtrzymywanie przyjaznych relacji ze współpracownikami czy wreszcie wstęp do rozmowy rekrutacyjnej.

Choć wiele osób zapewne stwierdzi, że jest to zwyczaj bzdurny i męczący, a do tego zalatujący przestarzałymi, sztucznymi konwenansami, to umiejętność sprawnego poprowadzenia taktownej konwersacji „o niczym” będzie miało niejednokrotnie decydujący wpływ na to, czy przymusowy towarzysz odbierze nas jako osobę otwartą i pozytywną. A jak powszechnie wiadomo, pierwsze wrażenie w niebagatelny sposób rzutuje na dalszą znajomość i sposób postrzegania przez otoczenie. W sytuacji, kiedy spotykamy kogoś pierwszy i prawdopodobnie ostatni raz w życiu, można na to śmiało machnąć ręką. Sprawa nabiera jednak zupełnie innej wagi, jeśli chcemy dobrze wypaść przed potencjalnym pracodawcą lub przed przyszłymi teściami.

Wydawać by się mogło, że umiejętność prowadzenia lekkiej, niezobowiązującej rozmowy towarzyskiej to coś, z czym człowiek się rodzi i nie sposób się tego nauczyć. To prawda, że istnieją osoby, które potrafią nawiązać okolicznościowy dialog z każdym napotkanym nieznajomym, niezależnie od jego wieku płci czy profesji. Ba!, nie tylko potrafią, ale nawet sprawia im to niekłamaną przyjemność. Z racji ich naturalnych predyspozycji, w grupie tej z pewnością znajdziemy więcej kobiet (choć oczywiście nie oznacza to, że na próżno szukać tego typu osób wśród przedstawicieli płci męskiej).

Niezależnie jednak od posiadanych cech wrodzonych, nikt chyba nie lubi momentu, w którym orientuje się, ze jego rozmówca jest wyjątkowym nudziarzem, a cały wysiłek wymyślenia tematu do pogawędki i podtrzymania rozmowy spoczywa tylko na jednej stronie. Wówczas czas wydaje się stawać w miejscu, a każda sekunda ciszy ciąży niczym młyńskie koło u szyi i powoduje narastanie poczucia skrępowania oraz dyskomfortu. Kilka praktycznych wskazówek może jednak uczynić ten moment nieco mniej traumatycznym i bolesnym.

(Flickr/sepblog/by CC)

(Flickr/sepblog/by CC)

Small talk – wybór tematu

Na pierwszy ogień idzie oczywiście problem tematu konwersacji. Można się z tego śmiać i uważać za arcybanał, ale temat pogody jest zawsze bezpieczny i najbardziej uniwersalny, bo dotyczący każdego i w każdych okolicznościach (no chyba, że ktoś mieszka w podziemnym schronie przeciwatomowym, którego nigdy nie opuszcza). Mieszkańcy Wysp Brytyjskich twierdzą nawet żartobliwie, iż dzięki wynalazkowi tematu pogody udało się przetrwać tak wielu wojowniczym nacjom na jednej ciasnej wyspie.

Jeśli przysłowiowa „rozmowa o pogodzie” wydaje się zbyt trywialnym rozwiązaniem, bezpiecznie jest nawiązać konwersację o jakimś elemencie wspólnego dla rozmówców otoczenia — może to być podana potrawa, element dekoracji itp. Dobrym zwyczajem jest nie rozpoczynanie dialogu bezpośrednio od pytania, a raczej otwartego stwierdzenia, które daje naszemu towarzyszowi czas na przygotowanie się do podjęcia dyskusji, np. „bardzo podoba mi się ten obraz na ścianie, przywołuje mi moje wspomnienia z wakacji spędzanych w dzieciństwie nad morzem”.

Taki wstęp da także pole do manewru — osoba, z którą chcemy nawiązać rozmowę, może wyrazić swoje zdanie o wspomnianym dziele, a jeśli temat sztuki jest dla niej wyjątkowo niepociągający, zawsze może odpowiedzieć coś na temat wakacji lub wspomnień z młodych lat. Oczywiście możliwych do podjęcia tematów jest mnóstwo, ale jak powiedział George Canning, były brytyjski premier, „Sztuka mówienia polega na tym, żeby mieć świadomość, o czym mówić nie można”. Zachowanie politycznej poprawności i nie poruszanie tematów nazbyt prywatnych, intymnych czy związanych z zarobkami lub osobistymi poglądami to żelazne zasady small talku.

Niestety, na bycie w pełni sobą i mówienie wprost tego, co się myśli, lepiej poczekać do momentu spotkania z dobrymi znajomymi. Naturalnie może się zdarzyć, że przy odpowiednio dużej dawcze szczęścia, nowo poznana osoba okaże się bratnią duszą i szybko obie strony poczują się ze sobą wystarczająco swobodnie, by rozmawiać nieomal o wszystkim. Wówczas jednakże taka konwersacja z pewnością przestaje być zwykłym, sztywnym small talkiem. Inne, raczej oczywiste wskazówki w zakresie niezobowiązujących i „zachowawczych” rozmów, to okazywanie autentycznego zainteresowania (ale broń Boże wścibskości), stawianie otwartych pytań, uważne i aktywne słuchanie wypowiedzi interlokutora, unikanie krytykanctwa, naturalny i nienatarczywy kontakt wzrokowy, a także zwykły, szczery uśmiech (oczywiście nie w okolicznościach, kiedy ktoś opowiada o pogrzebie współmałżonka).

Choć te wytyczne można zastosować do wielu okoliczności, w których pojawia się kontakt międzyludzki, to nabierają one kluczowego znaczenia w przypadku prób nawiązania dialogu z opornym i niedostępnym rozmówcą.

(Flickr/pedrosimoes7/by CC)

(Flickr/pedrosimoes7/by CC)

Wzbudzanie sympatii

Jeśli zależy nam na tym, by wzbudzić sympatię u naszego towarzysza w trakcie rozmowy, najlepszą metodą może być znajdywanie tego, co mamy z nim wspólnego. Ludzie z natury przejawiają pozytywne nastawienie w stosunku do osób, które z jakichś względów są do nich podobne. Nie chodzi tu oczywiście jedynie o wygląd, ale również hobby, gust filmowy czy muzyczny, miejsca na świecie, które się odwiedziło. Możliwości jest naprawdę nieskończona ilość. Jak krótko i trafnie ujął to Ezop: „Trudno o sympatię tam, gdzie nie ma podobieństwa”. Jeśli bogowie nam sprzyjają, takie podobieństwa mogą spontanicznie wyjść w trakcie rozmowy, wówczas warto pokierować temat właśnie w tym kierunku.

Jeśli chcemy nieco dopomóc losowi, przed ważnym spotkaniem, na którym spodziewamy się określonych, nieznanych nam jeszcze osób, dobrze jest po prostu zajrzeć do Internetu i zobaczyć, co o danym delikwencie możemy się dowiedzieć. Z pomocą oczywiście przychodzą nam również media społecznościowe, które są prawdziwą kopalnią udostępnianych entuzjastycznie i dobrowolnie prywatnych informacji. Tak na marginesie, czy jest jeszcze na tym świecie ktoś, kto ma dostęp do Internetu i nigdy nie googlował własnego nazwiska? Bo jest to na swój sposób przerażające, ile informacji do nas trafia do sieci bez naszego udziału czy pytania o zgodę. Warto jednocześnie mieć na uwadze, że polscy pracodawcy coraz częściej googlują aplikujących o pracę w ich firmach, dlatego to, jak prezentujemy naszą osobę w sieci, może mieć niebagatelny wpływ na rozwój kariery.

Wracając jednak do wzbudzania sympatii — jeśli chcemy komuś nieco schlebić, możemy poprosić go o radę albo wskazówki, nawet w prozaicznych kwestiach (np. wybór fryzjera czy lokalu gastronomicznego) — mile łechta to ludzkie ego i jest to łatwy sposób na zaskarbienie sobie czyjejś przychylności.

Trening czyni mistrza

Ze small talkiem jest trochę z opowiadaniem dowcipów i anegdot— jednym przychodzi zupełnie naturalnie, inni mimo wielu prób nigdy nie będą rewelacyjni i będzie im się zdarzało spalić dowcip. Podobnie jednak jak z większością czynności, praktyka pozwala na podniesienie naszych umiejętności także i w zakresie „gadania o niczym”. I nie chodzi o to, by pokochać zagadywanie nieznajomych w każdych możliwych okolicznościach , ale o to, by w razie absolutnej konieczności nie wyjść na jaskiniowca i umieć sobie pogawędzić. Choćby i o pogodzie.

[FM_form id="2"]
Żyję
Modern Talking i inni – fenomen italo i euro disco
Żyję
Płeć biologiczna w sporcie
Żyję
Polska i Kraków okiem roztańczonej Gruzinki [wywiad]