Myślę

Czy dzieci, które wyrosły w świecie cyfrowym, radzą sobie w świecie analogowym?


(Flickr/davelawler/by CC)

(Flickr/davelawler/by CC)

Na co dzień obserwuję, jak małe dzieci z mojego otoczenia świetnie radzą sobie z wszelkim nowoczesnym sprzętem komputerowym i nowymi technologiami. Mam wrażenie, że 20 lat temu żaden dzieciak tak szybko nie opanowałby sztuki obsługi współczesnych urządzeń…

Przykład idzie z góry

Skoro czytacie ten tekst, to oznacza, że macie dostęp do Internetu. Zapewne dostęp ten zapewnia Wam jedno lub kilka urządzeń: począwszy od komputera (stacjonarnego/laptopa/netbooka/innych pomniejszonych i zdziwaczonych komputerków), przez telefon (dobra – smartfona), aż po np. telewizor. Technologia towarzyszy nam na co dzień, wielu z nas nawet nie zauważa, ile mobilnych urządzeń nas otacza.

Komputery, smartphony itd. są już od dobrych kilku lat częścią naszej codzienności, naszym chlebem powszednim można by rzec. Część z nas osiągnęła już taki wiek, że po domu biegają (tudzież pełzają czy raczkują) nasze młode latorośle. One nie znają innego świata niż ten ze stałym połączeniem z Internetem, komunikatorami i portalami społecznościowymi. Dla naszych dzieci także podpatrywanie rodziców korzystających np. z tabletów czy dotykowych telefonów jest zupełnie normalne.

A wielu z nas naprawdę sporo czasu spędza przy elektronicznych gadżetach! Dzieci zatem widzą, co robią ich rodzice, i – naturalnie – chcą ich naśladować. Pozwolenie taty na pogranie sobie w coś na komórce czy tablecie to dla nich taka sama zabawa jak układanie klocków czy wyścigi autkami. Wszystko więc bierze się z potrzeby naśladowania rodziców i naturalnej chęci zabawy.

Małym dzieciom, rzecz jasna, zwykle trzeba wytłumaczyć i pokazać, że tu czy tu wybieramy coś paluszkiem, tam przesuwamy rysikiem, a jeszcze gdzie indziej naciskamy przycisk. Osobiście zaskakuje mnie, jak maluchy szybko łapią zasady działania mobilnych urządzeń. Jakby miały to we krwi! Hm…

(Flickr/williamhook/by CC)

(Flickr/williamhook/by CC)

Sprawność manualna

Kiedy ja byłam w wieku przedszkolnym w zdobywaniu sprawności manualnej pomagały proste zabawy, np. nizanie koralików, rysowanie szlaczków, przyszywanie guzika czy lepienie z plasteliny. Dziś dzieci oczywiście także korzystają (choć chyba częściej w przedszkolu, z inicjatywy wychowawców, niż w domu – prawda?) z tych sposobów, ale jakże często dajemy im do rączek nasze telefony czy inne tablety.

Trudno powiedzieć, by było to ewidentnie pójście na łatwiznę, choć czasami kuszą dwa kwadranse spokoju, który zapewnia zabawa gadżetem. Z drugiej strony należy pamiętać, że wszelkie granie czy internetowe rozrywki to zajęcia niesamowicie pochłaniające uwagę, a jednocześnie… uzależniające. Prawda, drogi internauto? 😉

Chęci małych dzieci, które z radością biorą w dłonie nasze „dorosłe” urządzenia, można jednak wykorzystać w sprytny sposób dla ich dobra. Pomyśleli o tym twórcy Tablika – czyli multimedialnej metody nauczania dla grup starszych przedszkolaków. Tablety dla dzieciaków zawierają autorski program, a w nim – bloki zadań zgodnych z podstawą programową, podzielone na pory roku i tygodnie.

Jak pokazują pierwsi mali użytkownicy, praca z tabletami, po krótkim instruktażu, nie sprawia im żadnego problemu, a staje się za to źródłem radości. Dzieci bawią się, ucząc nowych rzeczy (pisanie, zadania matematyczne, logiczne itd.).

Szybka, skuteczna nauka

Choć trudno wskazać jednoznacznie, dlaczego dzieci tak szybko uczą się obsługi nowoczesnych urządzeń, zapewne można pokusić się o próby odpowiedzi na to pytanie. Wskazałam już wyżej, że przykład idzie z góry – a więc motywacją samą w sobie jest chęć naśladowania rodziców czy innych dorosłych. Ponadto dzieci chcą się po prostu bawić, a tablet czy smartfon to dla nich atrakcyjna zabawka.

Oczywiście istotny jest także sposób funkcjonowania tych urządzeń. Ważne jest, że oddziałują na wiele zmysłów: widzimy obrazy, kształty, zdjęcia itp. (często ruchome); słyszymy dźwięki (piosenki, tło muzyczne itd.); dotykamy ekranu (palcem bądź rysikiem). Przez to wszystko łatwiej przyswajamy docierające do nas bodźce, nastawiamy się na ich odbiór, który tworzy spójny obraz całości.

Dzieciom łatwiej jest „załapać” obsługę takich urządzeń, gdy mogą ich dotykać. Wiadomo, że telewizora czy dużego ekranu do ręki nie weźmiemy, ale już zbadanie tabletu lub smartfona jest możliwe. Poza tym dotykowy ekran reagujący na nasze polecenia pozwala „współpracować” dziecku z urządzeniem.

Oczywiście wpadają w oko wyraźne kolory, grafika w wysokiej rozdzielczości i skrzętnie przygotowywane przez programistów i speców od reklam treści. Gra jest atrakcyjna wizualnie, bohaterowie zabawni, a animowany kursor aż się prosi o przesunięcie. Chcąc nie chcąc, dzieci także ulegają marketingowi i wpadają poniekąd w sieci producentów. Nasza w tym głowa, by zabawę eletronicznymi sprzętami dozować i nadzorować.

(Flickr/antichrist/by CC)

(Flickr/antichrist/by CC)

Świat analogowy dla wirtualnych dzieci

Mimo że mamy XXI wiek, na szczęście nie wszystko w świecie jest wirtualne, internetodostępne czy mobilne. Wciąż otaczają nas analogowe elementy, które trzeba poznać i oswoić, a potem z nich korzystać.

Jaki jest klucz do tego, by nasze dzieciaki umiały odnaleźć się w starej bibliotece, zrobić zakupy na targu czy skorzystać ze zwykłej papierowej mapy? No cóż, my sami po prostu musimy im to pokazać.

I choć wirtualne systemy wypożyczania, GPS-y czy supermarkety to nasze nowoczesne udogodnienia, nie da się ukryć, że strefa komputerów jeszcze nie wszędzie gości i – mam nadzieję – tak pozostanie na zawsze. Jeśli jednak i my odnajdujemy przyjemność np. w czytaniu przewodników, kupowaniu pomidorów na bazarku czy słuchaniu starych płyt na gramofonie, to i nasze dzieci nie będą kpić z takich aktywności.

Może zatem nie ma co narzekać, że nie wszystko jest łatwe, szybkie i elektroniczne? Pamiętajmy przede wszystkim, że najbardziej „analogowe” powinny być relacje międzyludzkie, zwłaszcza te w rodzinie, a także wspólne spędzanie czasu.
Nie dajmy się ogłupić – podsuwanie maluchom zabawek mobilnych na długie godziny to nie jest mądry pomysł. O wiele lepiej, z korzyścią dla obu stron, próbować stworzyć coś razem, ruszyć głową i uruchomić wyobraźnię.

Świat multimedialny ma to do siebie, że daje gotowe rozwiązania i wymaga od nas minimum aktywności. W normalnym życiu jednak wszystko wygląda zupełnie inaczej…

Czy i Wy uważacie, że musimy nadzorować dostęp małych dzieci do urządzeń multimedialnych? Czy zabawa tabletami, smartfonami itp. niesie za sobą jakieś ryzyko, czy też to raczej świetne uzupełnienie codziennej zabawy i nauki?

[FM_form id="2"]
Myślę
Zasada precedencji (pierwszeństwa)
Myślę
IQ to nie wszystko. Co wiemy o inteligencji emocjonalnej?
Myślę
Dlaczego gospodarka nie może funkcjonować bez państwa? Pierwsza część rozważań.