Żyję

Auta z PRL-u – obiekty westchnień współczesnej młodzieży


W czasach PRL-u samochody były dobrem luksusowym. Po II wojnie światowej po naszym kraju poruszała się garstka aut, ale przez kolejne lata stopniowo ich przybywało. W latach 80. zakup własnych czterech kółek był już znacznie łatwiejszy, ale wtedy ludzie nie dysponowali jeszcze odpowiednią gotówką.

Większość polskiego społeczeństwa mogła sobie pozwolić na samochód dopiero w latach 90. Bardzo mało osób miało fundusze na auta wprost z salonów, reszta była skazana na zakup egzemplarzy używanych. Ponieważ sprowadzanie pojazdów z Zachodu było wtedy dość kosztowne, ludzie kupowali to, co już na rynku było. Największym powodzeniem cieszyły się Małe i Duże Fiaty oraz Polonezy. Warszawa i Syrena były już wówczas sędziwe, a klienci chcieli mieć możliwie jak najnowsze konstrukcje.

Większość aut wyprodukowanych w PRL-u miała już swoje lata, co za tym idzie – nie grzeszyły one niezawodnością, Polacy często musieli je naprawiać. Sporadycznie pojawiające się usterki jeszcze da się wytrzymać, znacznie gorzej, jeśli auto psuje się non stop. Kiedy po latach Polacy mogli w końcu pozwolić sobie na samochód z Japonii, Francji, Włoch czy Niemiec, zrezygnowali z dawnych rodzimych konstrukcji.

Ci, którzy jeszcze kilka dekad temu użytkowali PRL-owskie pojazdy, dziś wspominają je z sentymentem, ale raczej nie zamieniliby swojego obecnego auta na taką maszynę. Prawdziwych entuzjastów starej daty zostało już niewielu, choć trzymają się dzielnie. Inni już dawno stwierdzili, że samochód musi przede wszystkim jeździć, a nie być pchany. Zresztą obecnie nikt nie ma już czasu na zajmowanie się pracami przy samochodzie, bo wszyscy zajęci są karierą zawodową.

Czy na pewno? Od kilku lat PRL-owskie relikty przeszłości zaczynają cieszyć się coraz większym powodzeniem. Ludzie oprócz nowszego auta na co dzień chcą mieć w garażu jakiegoś klasyka. Samochody produkowane w Polsce w latach 1951-1989 sprawdzają się pod tym względem niemal idealnie. Są tanie w zakupie, a części do nich kosztują grosze. Jedynym problemem jest dość wysokie spalanie. Z drugiej strony jeżdżąc od czasu do czasu Polonezem czy Warszawą, nie powinniście wpaść w kłopoty finansowe, to w końcu nie auta sportowe z silnikami V8.

Chętni na zakup takiego samochodu muszą się jednak liczyć z tym, że znalezienie zadbanego egzemplarza nie jest łatwe. Chyba że macie do wydania trochę więcej gotówki. Można też pokusić się o znalezienie czegoś może w nie najlepszym stanie, ale nadającego się do gruntownej renowacji. Satysfakcja z posiadania własnoręcznie odmłodzonego auta będzie na pewno dużo większa niż w przypadku zakupu idealnie zachowanego klasyka.

Kto najczęściej decyduje się na tego typu auta? Przede wszystkim młodzi ludzie, którzy interesują się motoryzacją i mają trochę wolnego czasu. Odpicowanym samochodem można nie tylko pojechać za miasto ze znajomymi, ale także pokazać się na ostatnio popularnych zlotach young- i oldtimerów. Takie spotkania to idealna okazja do rozmów z właścicielami podobnych aut i wymiany spostrzeżeń dotyczących eksploatacji. Największym zainteresowaniem na takich zlotach cieszą się starsi właściciele klasyków, którzy z pasją opowiadają historie i anegdoty o swoich cackach.

Patrząc na to, jak przez lata zmieniały się auta jeżdżące po naszym kraju, można stwierdzić, że te modele, które były przekleństwem starszych pokoleń, obecnie stały się atrakcyjne i pożądane. Oczywiście ci, którzy żyli w czasach PRL-u, wówczas trochę inaczej na to patrzyli. Polskie samochody, choć pełne wad, były chwalone, ale tylko dlatego, że nie było zbyt wielu alternatyw. Poza tym już samo posiadanie własnych czterech kółek zapewniało wtedy ogromny prestiż. Niestety, po upadku PRL-u polskie auta wzbudzały już tylko litość. Jednak na szczęście w ostatnim czasie odzyskały świetność dzięki zaangażowaniu i pasji młodych ludzi.

Na polskich drogach przybywa nie tylko sztuk zachowanych w oryginale, ale również egzemplarzy po tuningu. Nie są to jednak pstrokate modyfikacje, które pamiętamy sprzed kilku lat. Nikt nie zakłada do Poloneza ogromnego spojlera ani nie nakleja na Malucha naklejek z ogromnymi logotypami firm tuningowych. Dziś stawia się przede wszystkim na eleganckie duże felgi, cienkie opony i obniżone zawieszenie. Wszystkie te elementy są utrzymane w dobrym stylu, poza wyjątkami w postaci wulgarnych naklejek.

Największa zaleta rosnącej popularności polskich klasyków jest taka, że nie przerdzewieją one na osiedlowych parkingach i złomowiskach, tylko przetrwają jako żywe pomniki polskiej motoryzacji. Kolejne pokolenia powinny również mieć szansę obcowania z tymi konstrukcjami, to w końcu nasza historia, może nie najdoskonalsza, ale zawsze nasza.

[FM_form id="2"]
Żyję
Norwegia – moja bajka
Żyję
Jacek Bożek: Ekologicznie i ekonomicznie
Żyję
Polska i Kraków okiem roztańczonej Gruzinki [wywiad]
  • Planarize

    eksport pojazdów z zachodu – no kuźwa… może jeszcze imigracja za chlebem?

  • mzieliniak

    Co za bzdura: „W latach 80. zakup własnych czterech kółek był już znacznie łatwiejszy,
    ale wtedy ludzie nie dysponowali jeszcze odpowiednią gotówką.” Owszem, społeczeństwo PRL do najzamożniejszych nie należało. Problem jednak leżał nie w popycie, ale w podaży – samochodów było po prostu za mało. Zarówno tych z importu (bo inne państwa bloku sowieckiego borykały się z tym samym problemem, a kupno samochodu na Zachodzie graniczyło z cudem), jak i rynku wewnętrznego.

  • V8 power

    Ja tam wolalbym corvette juz sie wymeczylem w maluchu z rodzicami jak bylem maly, wystarczy mi tych przyjemnosci…