Korzystam

Elektronika – czy opłaca się kupować produkty made in China?


To dylemat, przed którym staje konsument za każdym razem, gdy zachodzi potrzeba kupienia czegokolwiek z szeroko rozumianej elektroniki użytkowej. Czy 42-calowy telewizor LCD firmy Technika wytrzyma dłużej niż topowy model Loeve?

Zestawiłem te dwie firmy nieprzypadkowo. Technika to marka produktów, które można kupić tylko w sieci hipermarketów Tesco. To produkt niejako z definicji z logo Tesco Value. Czyli przede wszystkim tani, najtańszy. Loeve z kolei to niemiecka firma, która stwarza pozory wyjątkowości. Jej produktów trudno szukać na półkach Media Marktu. Telewizory tej marki są dostępne dla wybrańców w specjalistycznych salonach, w których klient traktowany jest wyjątkowo – mówi się do niego po imieniu, a po zakupie jednego produktu staje się „stałym i zaufanym klientem”.
Już na pierwszy rzut oka widać dysproporcje. Nie zdziwi więc różnica w cenie tożsamych telewizorów z obu firm. Mówiąc wprost – za jeden TV Loeve można kupić… co najmniej 10 telewizorów Technika!

Podobnie sprawy mają się właściwie ze wszystkimi produktami elektronicznymi. Sławnego iPada można kupić za dwa tysiące z groszami. Inny tablet np. z firmy GoClever czy Manta, o niezłych parametrach, można kupić za 20% tej kwoty. Podobnych przykładów można mnożyć bez końca, ale zasadnicze pytanie pozostaje – co w takim razie wybrać?

Jakość

Najbardziej podejrzane wydaje się, dlaczego są takie dysproporcje w cenach poszczególnych urządzeń. Przecież to raczej niemożliwe, że znane logo na obudowie podnosi cenę automatycznie o kilkaset procent. wierzymy i chcemy wierzyć, że kupując produkt markowy dostajemy w zamian produkt lepszy i bardziej niezawodny.

I w zasadzie z elektroniką tak jest. Choć przyznać trzeba, gdy czyta się specyfikację najnowszego tabletu Manty, którego procesor ma więcej rdzeni niż niejeden jeszcze dzielnie pracujący pecet, albo telewizora Technika, który oferuje 3D najnowszej generacji, a w zestawie jest 6 par okularów gratis, że gdzieś tu chyba tkwi haczyk. Że to niemożliwe – za tak niską cenę dostać produkt o tak fantastycznej specyfikacji.

Ja może powiem co nieco z własnego doświadczenia. Jestem ryzykantem i eksperymentatorem w tej dziedzinie. Moja dewiza w tym wypadku jest chyba dość prostolinijna– jeśli nie stać mnie na iPada, to chociaż sobie kupię Mantę… Wytłumaczę to później.

Kupując produkt tani, już w momencie wyboru go na półce sklepowej albo kliknięcia „Kup teraz” na Allegro, dobrowolnie stajemy się uczestnikami gry hazardowej… Dlaczego? Zerknijmy na film poniżej:

Niestety, ale najczęściej elektronika „Made in China” jest produkowana właśnie w ten sposób, a nie przez roboty, które każdy tablet składają identycznie. Osobiście mam dość ciekawe doświadczenie z tym związane – niedawno kupowałem serię 20 tabletów. Tego samego modelu, z jednej palety. Jakie było moje zaskoczenie, gdy np. przycisk włączania w zasadzie w każdym egzemplarzu wystawał z obudowy na inną wysokość…

Typowy konsument tego nie widzi. Kupując jedną sztukę zakładamy że ten model tak właśnie wygląda, ma dokładnie takie parametry. Nie mamy skali porównawczej.

Dodam też, że z tych opisanych przeze mnie dwudziestu tabletów zaraz po rozpakowaniu do reklamacji wróciły… dwa. Z prostych rachunków wynika, że jest to 10 procent. W tym momencie zaczynam rozumieć, dlaczego „producenci”, którzy tak naprawdę tylko oklejają swym logiem produkty znalezione poprzez portal alibaba.com, zamawiają u producentów całe kontenery danego modelu.

Prawda jest taka, że produkty tanie już w momencie wyjeżdżania z fabryki w kilkudziesięciu procentach są zepsute. Firma brandująca (jak np. dobrze nam znana Manta) większość wychwyci w czasie dokładania własnego wizerunku. Ale tylko większość. Te kilka procent zawsze przecieknie na półkę sklepową…

Ryzyko zakupu „chińszczyzny” polega właśnie na tym, czy na starcie uda nam się kupić model działający. Jeśli tak, mamy szczęście. Tylko czy to koniec hazardu?

Trwałość

Na filmiku widać, w jaki sposób elektronika jest składana. Szybko i byle jak. O ile procesory czy inne podzespoły, które firmuje np. Samsung (do bardzo wielu urządzeń tanich, tzw. „noname”, podzespoły dostarcza Samsung, LG, Thomson) są niezawodne, o tyle już ich otoczenie może być wykonane po prostu niestarannie.

Stąd też trwałość GoClevera czy Larka z założenia będzie statystycznie niższa. Oczywiście wcale nie musi, ale trzeba mieć świadomość, że pewnego dnia urządzenie po prostu może przestać działać.

(Flickr/pontodeak/by CC)

(Flickr/pontodeak/by CC)

Czy to takie ważne?

I w zasadzie dochodzimy do sedna sprawy. Wiadomo, że urządzenia „Made in China” mają świetne parametry, a seryjnie oferują to, za co u topowych producentów trzeba słono dopłacać. Wiemy też, że w momencie zakupu stajemy się hazardzistami, bo nie wiemy, czy trafi nam się bubel czy nie.

Chciałbym zwrócić uwagę na jeden fakt. Obecnie pojawianie się nowości w świecie elektroniki następuje w niesamowicie szybkim tempie. Kupując produkt, który jest na rynku 3 miesiące, trzeba mieć świadomość, że za kolejne trzy będzie już przestarzały. To szaleńcza machina, która w ostatniej dekadzie nabrała nieprawdopodobnego tempa.

Sprawa, jak dla mnie, wydaje się prosta. Jakikolwiek gadżet elektroniczny się kupi, po jakimś czasie się nam nudzi. Przy obecnej ilości zabawek elektronicznych znudzenie przychodzi dość szybko. Dodatkowo napędzane jest ono marketingiem kolejnych nowości. Nawet, jeżeli powinien nam jeszcze sprawiać przyjemność, to świadomość, że na rynku jest już jego następca, po prostu demotywuje. Zapytam wprost – czy iPhone 4 od czasu premiery piątki jeszcze kogoś bawi?

Nasuwa się więc pytanie – czy po prostu opłaca się wydawać dużą kwotę (lub, nie daj Boże kupować na kredyt!) na elektronikę użytkową, która za rok będzie się nadawać do lamusa? Czy nie lepiej w tym czasie, za sumarycznie mniejszą kwotę [sic!] kupić kilka kolejnych modeli czegoś tańszego? Być ciągle na bieżąco, mieć zabawę z odkrywaniem nowych funkcji kolejnego wcielenia Smart TV w nowym odbiorniku?

Co kto lubi

To zależy od człowieka. Są osoby, którym po prostu nie zależy na pogoni za nowościami. Kupują elektronikę w jednym konkretnym celu i ma ona być w jego realizacji niezawodna. Te osoby wybiorą telewizor Loeve za 20000 zł. Bo one chcą oglądać telewizję, koniec kropka. Nie interesuje ich HD 3D 4K z okularami rozszerzającymi rzeczywistość na kolejne 15 wymiarów.

Ale są osoby, które, jeśli usłyszą o nowych 16-rdzeniowych procesorach montowanych do tabletów, to tego samego dnia chcą sprawdzić ich możliwości. A za tydzień okaże się, że w tej samej cenie można mieć już 32 rdzenie… Takim osobom zwyczajnie nie opłaca kupować się drogich zabawek. Dla nich, a ja zaliczam się do tego grona, w zupełności wystarczy tablet Manty. Wiadomo, że się za jakiś czas zepsuje. Ale to będzie tylko pretekst, żeby kupić nowy, o lepszych parametrach, który da radość aż do momentu awarii…

[FM_form id="2"]
Korzystam
Najsłynniejsze spektakle ostatnich lat w znanych krakowskich teatrach. Co ogląda się w kulturalnej stolicy Polski?
Korzystam
Kino skandynawskie. Nie zawsze mroczne historie z niedalekiej Północy
Korzystam
Pierś czy nóżka? Kurczak na stole.