Doświadczam

Medytacja – moda czy sposób na życie?


(Flickr/by CC/alicepopkorn)

(Flickr/by CC/alicepopkorn)

Reklama znanej firmy płatków śniadaniowych przedstawia kobietę siedzącą po turecku. Ma zamknięte oczy a kciukami dotyka środkowych palców każdej dłoni spoczywającej na kolanach. Medytacja jest symbolem harmonii oraz modnego stylu życia „w zgodzie ze sobą”. Czy w tym przypadku to, co modne oznacza to, co korzystne?

Wielka ulga

Przez długie stulecia byliśmy smagani biczem chrześcijańskich nakazów i zakazów. Zamiast przyjemności – cierpienie, zamiast pokoju – wojny. Wmówiono nam, że jesteśmy mrówkami w oczach Boga, bezsilnymi istotami zawieszonymi pomiędzy nieskończonością mikrokosmosu i makrokosmosu. Modnym było cierpieć i korzystnym to wcale nie było. Każdy postrzegał siebie jako chodzącą słabość a najwyższą formą ulepszenia swojej beznadziejnej sytuacji było zwrócenie się do Stwórcy z błaganiem o wybaczenie za to, że się żyje. Być może staliśmy się zbyt zmęczeni poniżaniem samych siebie. Być może nadszedł koniec ery umniejszania swojej wartości. Medytacja uczy, że sam jesteś Bogiem. To może być powód, dla którego jest modna. I to może być tym, czego bardzo potrzebuje współczesny człowiek.

W świecie różne rzeczy bywają modne. Od noszenia futrzanych czapek zimą, przez dziurawienie uszu po bycie anorektycznie szczupłym. Mody bywają więc korzystne, neutralne i szkodliwe. I chociaż w moim przypadku medytacja nie jest po prostu przelotną modą a sposobem na życie – może być tak postrzegana przez ludzi, którzy jej nie praktykują. A jeśli tylko zaczną, do czego mocno namawiam – zrozumieją dlaczego akurat w tym przypadku warto podążać za przykładem reklam i komercji. Możesz jednak przeczytać wszystkie książki i artykuły na jej temat, jednak żadna wiedza nie da ci tyle doświadczenia, co dziesięć minut w pozycji lotosu.

Dlaczego nie medytujesz

Medytacja jest genialna. Pod każdym względem. Jednak ludzie często miewają opory. Dla współczesnego człowieka samo słowo może brzmieć zbyt górnolotnie i dlatego często przeraża. Ludzie myślą, że nie potrafią tego robić. To bardzo zabawny argument – to tak, jakby powiedzieć, że nie umiesz oddychać. A przecież w medytacji nie ma kompletnie żadnej filozofii i nie trzeba być mnichem, aby poczuć jej zbawienny wpływ. O co więc chodzi? O to, aby przestać myśleć. „Ale jak to?” – tak, w ogóle nie myśleć, tak jak we śnie – ale być tego świadomym. Usiądź więc lub połóż się wygodnie i po prostu… nie myśl. Brzmi prosto, choć wcale takie nie jest.

Okej, nie chcę teraz przekonywać, że medytacja jest trudna, chociaż wcześniej zapewniałam, że jest bajecznie prosta. Chodzi o to, że dla pędzącego umysłu człowieka cywilizowanego „zatrzymanie się na chwilę” może stanowić problem. Bez obaw. Wystarczy skupienie się na własnym oddechu. Po prostu oddychaj i bądź obecny tutaj i teraz, ty i twój oddech. I nic więcej. Myśli mogą przychodzić i odchodzić. Ale ty nie jesteś nimi, więc przestań się z nimi identyfikować. Usiądź, oddychaj, nie myśl. Po chwili poczujesz harmonię, którą wcześniej mogłeś jedynie podziwiać na plakacie płatków śniadaniowych. Tym razem telewizja nie kłamie – medytacja daje szczęście, naprawdę.

Ale po co to wszystko?

Czytając jednak ten tekst ma się wrażenie, że jego autorka próbuje przekonać biednego czytelnika do robienia czegoś bez wyraźnych argumentów. Spokojnie, oto i one.

Medytacja rozluźnia twoje ciało, zmniejsza napięcie mięśniowe. Powoduje pogłębienie się oddechu, zmniejsza ilość wydzielanego hormonu stresu – kortyzolu, za to podwyższa ilość hormonów szczęścia – dopaminy, serotoniny, endorfiny. Regularne medytowanie pomoże zmniejszyć ciśnienie krwi, poziom metabolizmu, ilość kwasu mlekowego we krwi. A że w zdrowym ciele zdrowy duch to za korzyściami fizjologicznymi dreptają radośnie korzyści emocjonalne i mentalne. Stajesz się panem samego siebie – masz kontrolę nad emocjami i myślami.

Jesteś spokojniejszy i pewniejszy siebie. Twój umysł wycisza się lepiej i łatwiej jest ci się zrelaksować w sytuacjach stresowych. Jesteś wyćwiczony w skupieniu i kontroli wewnętrznego monologu – umiesz się od niego odizolować i zdecydować, czy przynosi ci korzyści. Zaczynasz zwracać uwagę na swój oddech – o którym w ogóle nie myślimy na co dzień, a jest tak ważny. Powstało mnóstwo książek o oddechu, mnóstwo szkół oddychania. Warto przypomnieć sobie, że w ogóle to robimy i zwrócić uwagę jak. Możemy wtedy kontrolować swój stan fizyczny i emocjonalny.

Marzenie o pokoju na świecie w zasięgu ręki

Jeśli to wciąż dla ciebie za mało chciałam przedstawić najciekawszą część korzyści z medytacji. Otóż okazuje się, że twoje dwadzieścia minut pokoju może przynieść pokój… całemu światu. Co dokładnie mam na myśli?

Efekt Maharishiego. Pod tą nazwą kryje się zjawisko przewidziane właśnie przez pewnego jogina Maharishiego Mahesha, który śmiało stwierdził, że jeśli jeden procent populacji danej społeczności będzie medytować wspólnie w tym samym czasie to zmniejszy się przemoc i agresja w tym miejscu. Jego słowa wzięto na poważnie i tak oto w czasie wojny izraelsko-libańskiej w latach `80 powstał Międzynarodowy Projekt Pokojowy na Bliskim Wschodzie. Ludzie nauczeni medytacji transcendentalnej w określonym miejscu i czasie medytowali wytwarzając w sobie uczucie pokoju i harmonii. Jak można się spodziewać – w trakcie trwania projektu zmniejszyła się ilość zamachów, wypadków samochodowych, przyjęć w oddziałach pogotowia za to wzrosła na przykład ilość zgłoszeń w biurze patentowym, a kiedy zaprzestano medytacji – stan okolicznej ludności powrócił do „normy”. Badania te były tak dokładne, że wkrótce ustalono iż nie potrzeba aż jednego procenta, bo wystarczy zaledwie pierwiastek kwadratowy z jednego procenta co dla całej populacji ludzkości wynosi około osiem i pół tysiąca osób. To naprawdę niewiele. Tak więc każdy z nas ma wpływ na stan, jaki posiada ludzkość osobiście, a dzięki prostej praktyce medytacji może dosłownie zmienić świat.

(Flickr/by CC/alicepopkorn)

(Flickr/by CC/alicepopkorn)

Dziesięć minut w niebie

Uważam, że żadna wymówka nie jest dobra na tyle, aby nie medytować. Ani brak czasu – by wystarczy dosłownie dziesięć minut, ani brak miejsca – bo wystarczy udać się samemu w spokojne miejsce albo skorzystać z ciszy przed snem jeśli mieszkasz w zbyt zaludnionym mieszkaniu, ani brak pieniędzy, bo nie potrzebujesz niczego, oprócz własnego ciała i skupienia, ani zdrowie – bo jeśli możesz leżeć lub siedzieć, to już możesz medytować. Medytacja na pewno ci nie zaszkodzi. Jest modna i w każdym aspekcie pozytywna. To trochę tak jak sen, który przysłowiowo leczy najszybciej. I trochę tak, jak krótki pobyt w niebie, lecz nie w marzeniach – a we własnej jaźni na jawie.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Śniadanie na trawie
Doświadczam
Weekend w mieście
Doświadczam
Pszczoła zamieniona w mieszczucha?
  • Tomasz Danielak

    Mistrzowski artykuł, uśmiałem się gdy tłumaczyłaś że medytacja jest banalnie prosta i zarazem bardzo trudna. Jesteś świetna. Gratuluje! 🙂

  • Adam

    Kobieto! do jakiego ty Kościoła nalezałaś?
    Kto CI tyle bzdur o kościele naopowiadał. Chrzescijaństwo mówi, że jestes dzieckiem Bożym a nie mrówką. Bóg Cie stworzył więc nie możesz Go przepraszać ze żyjesz (sprzeczność) – oj coś Ci się chyba pomyliło z inna religią.
    A odnośnie medytacji to szkoda, że nie znasz chrzęscijańskiej tradycji w tym zakresie (Ewagriusz z pontu, św.Bazyli Wielki, Bernard z Clervaux, mistrz Eckhart, Jan od Krzyża, Teresa z Avilla, Mnisi Pustyni Egipskiej, Merton, E.Stein, i setki innych) – jak to z Polakami: „cudze chwalicie a swego nie znacie”. Efekty jakie przynosi medytacja o których piszesz, sa uboczne w stosunku do glównego jej celu pogłębienia relacji z Bogiem.
    Ale jak nie ma Boga, to i to dobre …. Niewątpliwie masz rację pisząc o tych efektach, że są i są bardzo korzystne. Dla wielu osób może to być przydatne. Jednak nie opowiadaj bzdur że jesteś Bogiem 🙂 , – bo … nie potrafisz np. opędzić się od natrętnych myśli, które się pojawiaja w Twojej głowie i wciąż do Ciebie powracają – no chyba że znowu myślisz o jakiejś religii.
    Przykro mi, po łebkach i coś mi tu zalatuje jakąś mieszaniną kilku religii.

    • Tomasz Danielak

      Kto z was jest bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień.