Myślę

Nie będziemy tęsknić za Jackiem Nicholsonem


Jack Nicholson - Lśnienie

Jack Nicholson – Lśnienie

Hollywood bez Jacka Nicholsona? Niemożliwe! Na szczęście pogłoski o tym, że aktor ten przechodzi na emeryturę zostały szybko zdementowane. Nadal pozostają nadzieje, na kolejną genialną kreację na poziomie Jokera czy McMurphy’ego. Dlatego tęsknić za nim nie musimy. Jednak czy tak naprawdę byłoby za czym? Czy Nicholson jest aktorem bez skazy?

Sekret Nicholsona

Jaki jest sekret Jacka Nicholsona? Może to jego oczy, w których czai się albo obietnica jowialności albo ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem (nigdy nie wiadomo). A może raczej te brwi, które unoszą się nad każdą kwestią niczym ironiczny znak zapytania. Albo ten uśmiech stanowiący esencję szczerzenia się. Lub głos, który przez lata ewoluował od cienkiego tonu szyderstwa do głębokiego grzmotu, zawsze jednak precyzyjnie wycelowany aby wywołać właściwą reakcję. Prawdopodobnie chodzi o całą kombinację i… jeszcze coś, wszak wiadomo, całość stanowi więcej niż sumę części. Dość jednak, że wiele spośród ponad 60 stworzonych przez niego postaci, należy już do kanonu klasyki. Wszyscy je znamy i pamiętamy, dlatego też nie zamierzam się nimi w dalszej części zajmować. Dla odmiany rzućmy okiem na gorsze lub nie w pełni docenione role Nicholsona, bo przecież „kocha się nie za lecz pomimo że”. Czy zatem Jacka da się kochać po obejrzeniu mniej znanych obrazów, w których zagrał?

Najgorsze role Jacka N.

Na ponad czterdzieści rozmaitych nagród i drugie tyle nominacji, jeden jedyny raz Nicholsona spotkał honor nominacji do Złotej Maliny. Był to jednak honor podwójny, wszak dotyczył dwóch ról zagranych przez Jacka w 1992 roku: Harry’ego Blissa w „Kłopotach z Facetami” oraz James’a Hoffa w „Hoffa”. Co ciekawe, za tą ostatnią rolę równocześnie otrzymał nominację do Złotego Globu. Najlepszy dowód na to, że o gustach (nawet szacownego jury) nie należy dyskutować.

Skupmy się jednak na postaci Blissa, bo ona wydaje się najbardziej żenującą w całej karierze Nicholsona. Powiedzmy sobie wprost „Kłopoty z facetami” to totalny niewypał. Jack wciela się tutaj w postać przemądrzałego psiego trenera, niezbyt uczciwego, ale w gruncie rzeczy miłego faceta, a towarzyszy mu Ellen Barkin, z którą tworzą swego rodzaju romantyczny duet. Wystarczy? Cóż, Nicholson podjął dość marną próbę odgrzania swojego sarkazmu z lat 70-tych, ale w gruncie rzeczy niewiele mógł zdziałać mając tak niewiele kwestii. W zasadzie pozostało mu skupić się na swych samurajskich brwiach, które ze znużeniem wsiąkają w jego czoło. Efekt jest niestety taki, że nawet psy zagrały tu lepiej od niego, a oglądanie tego filmu jest najzwyczajniej bolesne.

Bez wątpienia kariera Nicholsona rozkwitła na dobre wraz z doskonałą rolą i równie świetnym filmem Easy Rider z 1969 roku. Film został obsypany nagrodami, a że Hollywood wbrew pozorom wcale się jakoś bardzo nie zmieniło na przestrzeni lat najlepiej świadczy fakt, że rok później posadzono Jacka ponownie na motocyklu. Najwidoczniej twórcy uznali, że to wystarczy aby stworzyć kolejny kinowy hit. W ten sposób powstał kuriozalny film „Rozróba”, w którym Nicholson gra sadystycznego przywódcę motocyklowego gangu. Zaprawdę powiadam wam, wystarczy obejrzeć trailer, aby zrozumieć jaka przepaść dzieli Bunny’ego z „Rozróby” od Georga Hansona z niedoścignionego „Easy Ridera”.

Z kolei w filmie „Krew i wino” wcielił się w rolę stojącego na krawędzi bankructwa biznesmena Alexa, który dla podratowania biznesu postanawia dokonać kradzieży wartego miliony naszyjnika. W tym sennym thrillerze kryminalnym, który jak wskazuje tytuł jest niezbyt smaczną ucztą, Jack wydaje się kompletnie pozbawiony inspiracji. Widać nawet wdzięki Jennifer Lopez nie wystarczyły, aby pobudzić aktora, który przecież sam mawiał, że nie potrafi oprzeć się kobietom. Najważniejsze jest jednak to, że na tych trzech filmach moim zdaniem kończy się lista ról, w których Nicholson się nie wysilił. A co zresztą?

Jack lepszy od filmu?

Dawniej Nicholson nie podchodził do scenariuszy z taką wybrednością, jak w ostatnich latach kiedy to z rzadka znajduje film, w którym zechce zagrać. Na marginesie, podobno cały hałas wokół przechodzenia na emeryturę jest spowodowany tym, że ostatnio Jack nie czuje pociągu do grania. Pewnie gdy znajdzie się odpowiednio pociągający scenariusz, to jeszcze wkroczy na plan. A może wystarczy Jennifer Lawrence?

Wracając jednak do jego dotychczasowego dorobku, w filmografii znajdziemy co najmniej kilka takich kiepskich filmów, o których można by rzec: „Nie wart zapamiętania, za wyjątkiem roli Nicholsona”. Zaczynając od „Za wcześnie na miłość” i „The broken land”, przez „Bezpieczne miejsce” po „Marsjanie atakują” i „Lepiej późno niż później”. Lista tego typu produkcji jest zresztą dłuższa. Dość, że często stosowany w kinematograficznym biznesie zabieg – aby za pomocą świetnego aktora zamienić beznadziejną szmirę w znośny film – z Nicholsonem się po prostu udaje. Choć zwykle przecież takie pomysły kończą się tym, że film nic nie zyskuje, natomiast aktor traci zaufanie widowni. Tymczasem „Jack wręcz rozpieszcza reżysera i scenarzystę, bo każda kwestia, którą dostanie, niezależnie od tego jak niezgrabna, czy źle napisana, w jego ustach brzmi właściwie.” – powiedział o nim ostatnio Polański i trudno się z nim nie zgodzić.

Role niedocenione

Wreszcie zauważyć trzeba, że nawet Jack Nicholson ma w swoim repertuarze kilka ról zwyczajnie niedocenionych. Zacznijmy od „Dzieci miłości”, ostatniego filmu w którym zagrał, zanim rozsławiła go rola w „Easy rider”. Jack stworzył tu postać podobną do swoich słynnych outsiderów. Mamy lata 60-te, świat hippisów, wolnej miłości i psychodelicznych eksperymentów, a Nicholson gra lidera zespołu grającego acid rock i robi to w sposób unikatowy i fantastyczny. Film wart obejrzenia choćby po to, aby zobaczyć jak Nicholson w pełni przyjmuje kino klasy B, wkładając całą energię w każdą scenę, w każdy dialog. Aż chciałoby się zobaczyć, jak współpracuje z Quentinem Tarantino.

Wróćmy jednak do filmów zrealizowanych. „Pasażer” to film znany raczej filmoznawcom ze względu na reżyserię Antonioniego. Tymczasem Nicholson jest w tym obrazie doprawdy mrocznie przejmujący. Świetnie wykreował tutaj postać wypalonego dziennikarza decydującego się porzucić stare życie i przyjąć tożsamość zmarłego kolegi. Ten obraz to zdecydowane must see dla fanów późniejszych filmów Jacka.

W latach 80-tych powstały dwa filmy, które jakoś niesłusznie zostały przeoczone przez publiczność. „Na granicy” to dramat w którym Jack wspina się na wyżyny swych aktorskich umiejętności kreując postać strażnika patrolującego granicę między Meksykiem a USA. W morzu otaczającej go korupcji musi wskrzeszać w sobie sumienie i zamiłowanie do czynów niemal rycerskich. Tymczasem w „Chwastach” Nicholson u boku Meryl Streep gra włóczącego się po biednych dzielnicach biedaka, który żyje z dnia na dzień rozpamiętując przeszłość. Spokojna akcja stanowi doskonałe tło, na którym podziwiać można doskonałą aktorską grę.

Na mojej liście niedocenionych (lub niesłusznie zapomnianych) ról Nicholsona jest jeszcze „Obietnica”, „Czarownice z Eastwick”, „Król Marvin Gardens” oraz „Infiltracja”, za którą nie dostał żadnej liczącej się nagrody. A, o mały włos zapomniałabym o „Lśnieniu”. Wiecie, że jedna z najbardziej znanych dzisiaj ról Nicholsona została bardzo chłodno przyjęta przez krytykę, a reżyser otrzymał nominację do „Złotej Maliny”? „Mając do dyspozycji wszystko, Kubrick podjął współpracę z nierównym Jackiem Nicholsonem, aby zniszczyć wszystko co było tak przerażające w bestselerze Stephena Kinga.” – warknął wówczas recenzent z Variety.

Parafrazując porzekadło można by rzec, że źle nie gra tylko ten kto nie gra wcale. Nicholsonowi też zdarzyły się wpadki, a jednak muszę to przyznać (choć pewnie narażam się na oskarżenia o gerontofilię), tak kocham go pomimo wszystkich niewybrednie zaakceptowanych i nie najlepiej odegranych ról. I tęskniłabym za nim, gdyby pogłoski o emeryturze były prawdą. Na szczęście nie muszę. A co wy o nim sądzicie? Która rola jest waszym zdaniem największą wpadką Nicholsona? Jaki film został niesłusznie zapomniany? A może uważacie, że jednak powinien przejść na emeryturę?

[FM_form id="2"]
Myślę
Cel – jak go osiągnąć?
Myślę
Klapsom „nie”!
Doświadczam
Dlaczego jeździmy na festiwale muzyczne – dla muzyki czy z innych powodów?