Korzystam

Dojrzali amanci kina – Douglas, Brosnan, Gere


Parafrazując znane powiedzenie: takich dwóch, jak ich trzech, to nie ma ani jednego. Amanci kina Michael Douglas, Pierce Brosnan i Richard Gere okres największej popularności mają już za sobą. Jednak wciąż pozostają niedoścignionymi wzorami aktorskiej (choć nie tylko) klasy dla młodszych kolegów po fachu.

Amanci – 3 x tak

W życiorysach trójki dzisiejszych bohaterów można odnaleźć sporo wspólnych mianowników, zwłaszcza na płaszczyźnie zawodowej. Nie ma między nimi dużej różnicy wieku, w Hollywood wypłynęli na szerokie wody mniej więcej w tym samym czasie. U każdego z nich bez problemu wskazać można rolę przełomową, z którą kojarzeni są w pierwszej kolejności. W końcu – nie mniej niż dzięki umiejętnościom aktorskim, znani są z nieprawdopodobnego, i zaskakująco wolno słabnącego z wiekiem, powodzenia u kobiet.

Młodzi gniewni

Ciekawe fakty w biografiach aktorów pojawiają się już na samym początku, a nawet w prologu, ich kariery na planie. Pierce Brosnan na przykład, zanim na dobre zadomowił się przed kamerą, ukończył kurs… połykacza ognia. Zdarzyło mu się nawet popisywać tą umiejętnością podczas pracy aktorskiej. Miało to miejsce podczas kręcenia jednego z odcinków serialu „Remington Steele”, emitowanego w stacji NBC w latach 80.

Dzięki wspomnianej roli, szarmanckiego oszusta udającego detektywa, Brosnan zdobył rozgłos – co pozwoliło mu na późniejszy przeskok do produkcji większego formatu.

W telewizji po raz pierwszy swoją obecność zaznaczył także Michael Douglas. Mowa tu o popularnym w latach 70. serialu „Ulice San Francisco”. Początki w zawodzie wcale nie były łatwe – aktor od najmłodszych lat zmagał się z etykietką syna sławnego ojca, gwiazdora Hollywood Kirka Douglasa. Dzięki uporowi i wytrwałości Douglasowi juniorowi udało się w końcu przekonać do siebie krytyków. I tak, w zamierzeniu drugoplanowa rola w „Ulicach…” doczekała się nawet nominacji do Złotego Globu.

A Richard Gere? No cóż, on w serialach zbytnio nie gustował. Zamiast tego wolał… założyć kapelę rockową. Ta dość szybko się rozpadła – i Gere obrał kurs na aktorstwo. Pokazał się na deskach teatru, w musicalu „Grease”, po czym otrzymał propozycję występu w filmie pełnometrażowym – dobrze przyjętym kryminale „Raport dla komisarza” z 1975 roku. Nie trzeba było długo czekać, by talent i niepospolity urok jego i pozostałej dwójki został dostrzeżony przez filmowców dysponujących nieco większymi budżetami.

Wilk z Wall Street

Mało kto wie, że Michael Douglas miał na koncie Oscara na długo przed swoimi najbardziej pamiętnymi kreacjami. Otrzymał go za działalność producencką, przy okazji prac nad filmem „Lot nad kukułczym gniazdem” z 1975 roku. Plotka głosi, ze potrzebne na realizację projektu pieniądze gromadził bite sześć lat.

Wielka chwila Douglasa jako aktora nadeszła ponad dekadę później. Ów pamiętny występ, nagrodzony statuetką Akademii, to rzecz jasna rola Gordona Gekko – wyrachowanego, pozbawionego skrupułów giełdowego rekina, w filmie Olivera Stone’a „Wall Street”. Owo wcielenie na długi czas ukształtowało wizerunek Douglasa, a także stało się wręcz figurą symboliczną – od tej pory wyobrażano sobie, że najostrzejsi gracze na nowojorskiej giełdzie wyglądają i zachowują się jak Gekko.

Po „Wall Street” Douglas starał się zrobić użytek ze swojego „zimnego”, a zarazem elektryzującego wizerunku, umiejętnie dobierając repertuar. Do jego najbardziej znanych dziś kreacji należą te o silnym podłożu erotycznym, w „Fatalnym zauroczeniu”, „W sieci”, i przede wszystkim w „Nagim instynkcie”. Co ciekawe, słynny thriller z Douglasem i Sharon Stone w rolach głównych długo odbijał się aktorowi czkawką – został bowiem nagrodzony za swój występ nominacją do Złotej Maliny.

Brosnan. Pierce Brosnan

Ciężko o bardziej efektowny przełom w karierze niż ten, jaki stał się udziałem Pierce’a Brosnana. Irlandczyk praktycznie zaraz po roli w serialu otrzymał szansę, o której marzą aktorzy o wielokrotnie większym dorobku w zawodzie – a mowa tu o roli samego agenta jej królewskiej mości, Jamesa Bonda.

Dziś niewiarygodne wydaje się to, że początkowo ofertę Brosnan musiał odrzucić. Miał bowiem zobowiązania na planie „Remington Steele”. Producenci bondowskich filmów wykazali jednak anielską cierpliwość, i po kilku latach już udało im się wciągnąć aktora w świat szybkich samochodów, pięknych kobiet i najbardziej wymyślnych gadżetów.
W oczach wielu fanów serii o agencie 007 Brosnan jawi się jako odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu. Jego aparycja, charyzma i wręcz rozsadzająca ekran dżentelmeńska klasa idealnie wpisywały się w obraz agenta znakomitego nie tylko w działaniach operacyjnych, ale również posiadającego niebywałą łatwość w nawiązywaniu bliższych relacji z kobietami.

Po przygodzie ze słynnym cyklem (w sumie Irlandczyk zagrał w 4 filmach) Brosnan do dziś nawet nie nawiązał do tamtego sukcesu – choć wciąż pozostaje aktorem cenionym. Jednym z jego głośniejszych występów był ten w filmie „Autor Widmo” w reż. Romana Polańskiego. Były Bond nieco zrywał tam ze swoim dotychczasowym wizerunkiem, na rzecz minimalistycznego, acz drapieżnego aktorstwa.

Romantyczny Ryszard

Stosunkowo długo na swój wielki przebój musiał poczekać Richard Gere. Był nim, rzecz jasna, film „Pretty Woman” z 1990 roku. Romantyczna historia biznesmena zakochanego w pannie lekkich obyczajów to dziś absolutny klasyk kina popularnego. Nie szkodzi temu nawet fakt, iż sam Gere uważa ową produkcję za… „głupią komedyjkę”.

Głupia czy nie, pozwoliła ona Gere’owi na długoletnią karierę w rom-komach i melodramatach, takich jak np. „Uciekająca panna młoda”, „Zatańcz ze mną”, czy niedawne i nadspodziewanie dochodowe „Noce w Rodanthe”. Jednakże szufladkowanie „Ryśka” w jednym rodzaju repertuaru byłoby błędem – ma on na swoim koncie pamiętne kreacje w wielu obrazach dalekich od podkoloryzowanych historii miłosnych. By nie być gołosłownym, wystarczy wymienić tytuły takie, jak „Wydział wewnętrzny”, „Lęk pierwotny”, „Szakal”, czy obsypany nagrodami musical „Chicago”.

Starsi panowie trzej

Jesienną ofensywą postanowił zaskoczyć swoich fanów Michael Douglas, wreszcie w stu procentach zdrowy (długo zmagał się z nowotworem). Z nim w obsadzie do polskich kin w końcówce roku trafią: imprezowa komedia „Last Vegas”, a także oparty na życiorysie magika o polskim pochodzeniu „Wielki Liberace”.

A co słychać u panów Gere’a i Brosnana? Chwilowo głośnych premier brak, choć nie ma żadnych wątpliwości, iż wymieniona dwójka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Bo przecież jak kończyć, to z klasą – a tej możemy być w przypadku tych nazwisk bardziej niż pewni.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Korzystam
Kreskówki nie dla dzieci. Które seriale animowane są najbardziej kontrowersyjne?
Korzystam
Samochód na wodę
Pracuję
John McAfee – wizjoner nowoczesnych technologii, który upadł na dno