Mieszkam

Ogród na dachu


(Flickr/zeldman/by CC)

(Flickr/zeldman/by CC)

Miastom na świecie grozi zagłada! Takie apokaliptyczne wizję roztaczają coraz częściej ekolodzy i specjaliści od miast. Jedno z rozwiązań, które według nich może zapobiec katastrofie, jawi się dość osobliwie – hodujmy warzywa i owoce.

Ogrody to przyszłość

W wydanej ostatnio w Polsce książce „Pokusa miejsca. Przeszłość i przyszłość miast” Joseph Rykwert, światowej sławy urbanolog polskiego pochodzenia, zastanawia się co zrobić ze współczesnymi miastami, aby nie groziła nam katastrofa zarówno finansowa, społeczna jak i ekologiczna. Jednym z rozwiązań, jakie proponuje prof. Rykwert jest rozwój rolnictwa miejskiego. Brzmi to nierealne? Przykłady wielu miast na świecie sugerują, że wcale tak nie jest. Miejskie rolnictwo od wielu lat rozwija się na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, a „nawet w Nowym Jorku – nie na Manhattanie, lecz w Queens i Flushing – istnieją dobrze prosperujące gospodarstwa rolne – pisze Rykwert – Ogólniej mówiąc, wartość pieniężna produkcji żywności w miastach amerykańskich wzrosła z 30 do 40 procent.

Zjawisko to w zróżnicowanym stopniu występuje na całym świecie: w tanzańskim Dar es Salaam, obecnie jednym z najszybciej rozwijających się miast świata, odsetek rodzin uprawiających rolę wzrósł w ostatnich latach z 18 do 67 procent, a w Moskwie w latach 1970-1991 zaobserwowano skok z 20 do 65 procent (…) W samym Londynie funkcjonuje już dwadzieścia gospodarstw”. Korzyści z takiego podejścia wydają się oczywiste. Skraca się łańcuch dostaw, przez co oszczędza się wiele energii, a więc dbamy o środowisko naturalne. Co więcej, dzięki temu warzywa i owoce są najzwyczajniej w świecie tańsze.

(Flickr/urbanists/by CC)

(Flickr/urbanists/by CC)

Zostań miejskim ogrodnikiem

Nowy Jork. Miasto, które nigdy nie śpi. Miasto, które wydaje się być antytezą tego wszystkiego, co jest utożsamiane ze wsią. A jednak. Na dachu zbudowanego w 1919 roku magazynu Brooklyn Grange czasoprzestrzeń się zakrzywia. To tu istnieje ponoć największy na świecie ogród zlokalizowany na dachu budynku. Praca nad projektem zajęła członkom biura Bromley Caldari Architects dwa lata, ale było warto. Dziś dach zabytkowego obiektu porastają dziesiątki roślin, warzywa, owoce i zioła. Wszystko jest ekologiczne. Miejscy ogrodnicy nie używają sztucznych nawozów ani chemicznych środków ochrony roślin. Plony są naturalne i cieszą się wielką popularnością wśród mieszkańców miasta, którzy mogą je tu zakupić w postaci „surowej” lub w formie przetworów.

Projekt Brooklyn Grange wywołał wśród nowojorczyków modę na podobne realizacje. Stąd też obecnie takie ogródki i poletka można znaleźć na dziesiątkach dachów w mieście. Uprawiają je różne organizacje, stowarzyszenia, a takie osoby prywatne.

(Flickr/tourismnewbrunswick/by CC)

(Flickr/tourismnewbrunswick/by CC)

Park Jadalny w Hadze

W Hadze, brytyjski artysta Nils Normann w dość nietypowy sposób połączył sztukę i naturę. Jego projekt miał być nie tylko podziwiany, ale także przynosić realne korzyści mieszkańcom. Na powierzchni 80 m2, posadzono mnóstwo warzyw i roślin. W centralnym zaś punkcie ogrodu artysta zaprojektował pawilon na narzędzia, służący również, jako punkt informacyjny (to tu można się dowiedzieć jak park funkcjonuje). Oprócz samych roślin, dookoła parku umieszczono wiele edukacyjnych materiałów, które pokazując jak działają różne ekologiczne i ogrodnicze ulepszenia dla ogrodu. Jest np. kompostująca toaleta, hodowla dżdżownic oraz oczyszczalnia wody bazująca na wierzbowych witkach.

(Flickr/urbanists/by CC)

(Flickr/urbanists/by CC)

Ogród Pani Gerolds

Było to ponoć jedno z najmodniejszych miejsc tego lata w Zurych. Ogród Pani Gerolds powstał na zdegradowanym, poprzemysłowym terenie. Do 2017 roku, kiedy ma zacząć się tu rewitalizacja i budowa nowych obiektów, władze miasta udostępniły to miejsce różnym organizacjom społecznym. Jedna z grup aktywistów założyła restaurację, klub i ogród. „Lokal” powstał ze starych kontenerów, palet i innych materiałów z recyklingu. Bezpretensjonalna część restauracyjna i klubowa z hamakami i leżakami, przenika się z miejskim ogródkiem. Wśród roślin, ziół i kwiatów można było w bujać się w hamaku, czytać książkę czy po prostu w niezobowiązujący sposób spędzać swój wolny czas. A gdy już słodkie lenistwo komuś się znudziło, mógł wziąć narzędzia i zabrać się za pielenie grządek, czy podlewanie warzyw. Na koniec, można było w końcu zjeść posiłek, przyrządzony z użyciem produktów, rosnących w otaczającym stoliki ogrodzie.

Ogrody księżniczki

Nieużytki postanowili zagospodarować także mieszkańcy Berlina. Tamtejsza organizacja Nomadisch GRUn ze społecznością lokalną i aktywistami założyli ziołowo – warzywny publiczny ogród miejski. Miejsce, które dziś pachnie ziołami, przez ponad pół wieku było nieużywaną przestrzenią, w cieniu Muru Berlińskiego i starej bocznicy kolejowej. Berlińczycy zbudowali tu mobilne grządki w starych plastikowych skrzynkach. Posadzili zioła i warzywa. Dbają o nie wspólnie. Przy okazji, relaksując się, spotykając ze znajomymi oraz ucząc dzieci postaw ekologicznych postaw. Aktywiści chcieli swoim przedsięwzięciem stworzyć przestrzeń, która promowałaby samowystarczalne życie i drogi rozwoju dla eko-mieszczuchów.

Źródło: Wikipedia Commons

Źródło: Wikipedia Commons

Polska – relikt i awangarda

Jeśli chodzi o Polskę, to od wielu lat jesteśmy w światowej awangardzie. A wszystko to dzięki rodzinnym ogrodom działkowym, bo gdzie na świecie jest prawie milion działek, które łącznie zajmują powierzchnię blisko 44 tysięcy hektarów? Oczywiście można mówić, że jest to relikt PRL-u, nieestetyczne dziwactwo, czy wrzód na ciele miast, jednak patrząc na trendy światowe można mieć nadzieję, że to one staną się gospodarczym zapleczem polskich miast. Trzeba jednak zmiany mentalność działkowców, którzy bronią swoich enklaw jak niepodległości. Ogródki działkowe są zamknięte dla postronnych mieszkańców, przez co marnowany jest wielki potencjał w nich tkwiący. Miejscy aktywiści jednak nie stoją z założonymi rękoma. Coraz częściej – korzystając z wzorców zachodnich – zagospodarowują miejskie nieużytki, tworząc tam publiczne ogródki, dostępne dla każdego, kto lubi pogrzebać sobie w ziemi, w zamian otrzymując wyhodowane przez siebie pomidory, ogórki i zioła. Smacznego!

[FM_form id="2"]
Mieszkam
Domy ikony
Mieszkam
Przestrzeń i krajobraz w północnych Chinach
Mieszkam
Barwa światła – gdzie jakie światło? Czy oświetlenie ma wpływ na samopoczucie człowieka?