Myślę

Ekonomia Bożego Narodzenia


Z punktu widzenia jednostki najbardziej chyba namacalnymi i długofalowymi skutkami grudniowego świętowania są dwa efekty: grubszy brzuch i chudszy portfel. Święta Bożego Narodzenia mają w coraz mniejszym stopniu wymiar religijno-duchowy, a w coraz większym konsumpcyjno-komercyjny.

Fenomen Bożego Narodzenia

Bardziej niż chrześcijańskim świętem Boże Narodzenie jest w obecnych czasach zjawiskiem kultury masowej – choinki stawiane są w państwach na całym świecie, niezależnie od wyznania ich mieszkańców, a piosenki świąteczne dobiegają z głośników w domach zdeklarowanych ateistów i agnostyków.

Fenomen Bożego Narodzenia jest niezwykły nie tylko z punktu widzenia kulturoznawczego; te kilka świątecznych dni, poprzedzone kilkutygodniowymi planami, przygotowaniami i zakupowymi polowaniami (przybierającymi jeszcze na intensywności i szaleństwie w okresie poświątecznych wyprzedaży), wywierają bowiem niebagatelny wpływ nie tylko na wagę i finanse mniej lub bardziej uduchowionych konsumentów, ale i na szeroko pojętą gospodarkę.

Zacznijmy od być może zaskakującego dla niektórych stwierdzenia, że oszczędzanie pieniędzy pociąga za sobą niekorzystne skutki. Jak to, rozsądne dysponowanie dochodem i odkładanie co miesiąc pewnej sumy pieniędzy na czarną godzinę jest złe? Otóż w skali całej gospodarki żmudne wysiłki rodziców, by nauczyć swoje dziecko nie tylko wydawania, ale i odkładania pieniędzy, wcale nie przynoszą wyłącznie pozytywnych następstw.

Zjawisko nazywane przez ekonomistów paradoksem oszczędności lub zapobiegliwości powoduje, że to, co w odniesieniu do jednostek uznawane jest za pożądaną cnotę, w skali całej gospodarki może pociągać za sobą skutki wysoce niewskazane. Większe oszczędności oznaczają automatycznie mniejsze wydatki, te z kolei tożsame są ze spadkiem łącznego popytu na dobra i usługi w gospodarce. Choć w szerszej, kilkunasto- czy kilkudziesięcioletniej perspektywie, oszczędności są źródłem finansowania nowych inwestycji i rozwojowych przedsięwzięć, w krótszym okresie mniejsze wydatki gospodarstw domowych przyczyniają się do spadku globalnej produkcji, co pociąga za sobą ograniczenie płac, wzrost bezrobocia i cały szereg innych niekorzystnych zjawisk społeczno-ekonomicznych.

Boże Narodzenie a ekonomia

Warto zrozumieć działanie jednego z najważniejszych mechanizmów współczesnych gospodarek, jakim jest tzw. efekt mnożnikowy. Jego działanie najłatwiej zrozumieć będzie na przykładzie. Załóżmy, że rodzina Nowaków wydaje 100 złotych na zakup drzewka świątecznego wychodowanego w lokalnej szkółce leśnej. Jej właściciel z kwoty otrzymanej od kupujących odkłada 8 zł na konto oszczędnościowe, a resztę wydaje na zakup mięsa i wędlin u pobliskiego masarza. Ten z otrzymanych 92 zl odkłada 7,36 zł, a resztę wydaje w księgarni na książkowe prezenty. I znów, prowadzący księgarnię część przychodu odkłada, a część zostawia u kolejnego sprzedawcy. Cały cykl powtarza się do momentu, kiedy łączna suma oszczędności wyniesie 100 zł. Jakie jest meritum tego bardzo uproszczonego ciągu zdarzeń? Otóż chodzi o to, że nasze pierwotnie wydane 100 zł miało tak naprawdę wiele żywotów i było wydawane wielokrotnie, tyle, że uszczuplane sukcesywnie o oszczędności (a realnej gospodarce doszłyby do tego również podatki i inne opłaty).

Mechanizm analogiczny do mnożnika kreacji pieniądza (opisywanego w jednym z poprzednim artykułów) sprawia, że dana suma powoduje dużo większy wartościowo przyrost popytu. Im mniejszą skłonnością do oszczędzania charakteryzują się nasz hodowca drzewek, masarz, właściciel księgarni i cała reszta niewspomnianych bohaterów powyższego przykładu, tym więcej wygenerują oni popytu na dobra i usługi, które miały pierwotne źródło w wydatków Nowaków. Pomijając kwestię podatków i innych opłat państwowych, jeśli każda z powyższych osób odkładałaby 8% dochodu, w wyniku działania mnożnika łączny wzrost produkcji wyniósłby aż 1250 zł. Im więcej każda z wspomnianych postaci jest skłonna oszczędzić, tym mniej zyska na wydatku Nowaków aktualna kondycja gospodarki.

Wydatki konsumpcyjne są dla gospodarki tym, czym benzyna dla samochodu lub owce dla Smoka Wawelskiego. Bez pieniędzy wydawanych codziennie przez miliony konsumentów , generujących łączny popyt na wszelkiego typu dobra i usługi, firmy nie miałyby czego produkować, a w efekcie z czego wypłacać pensji pracownikom. Pieniądz musi krążyć w gospodarce, napędzając całe gałęzie gospodarki i każde przedsiębiorstwo z osobna.

Grudniowy handel

Nawiązując ponownie do myśli bożonarodzeniowej, dla wielu firm ten okres roku i związane z nim zwyczaje są podstawą i uzasadnieniem działalności. Wymienić tu można nie tylko wspomnianą już szkółkę leśną, ale i producentów drzewek sztucznych, wszelkiej maści ozdób i lampek świątecznych, na producentach opłatków i firmach aranżujących dekoracje ulic kończąc. Dla tego typu podmiotów cała roczna sprzedaż sprowadza się do okresu przedświątecznego i bez określonych tradycji związanych z celebrowaniem Bożego Narodzenia nie miałyby w ogóle prawa bytu, a w efekcie nie zapewniałyby źródła utrzymania pracownikom, właścicielom i ich rodzinom. Również i w innych sektorach bardzo duża część sprzedaży koncentruje się w grudniu: w branży wydawniczej, zabawkarskiej, biżuteryjnej, kosmetycznej czy perfumeryjnej prezentowe zakupy świąteczne generują bardzo dużą część rocznego popytu.

W tym punkcie rozważań zasadne wydaje się pytanie, czy bez Bożego Narodzenia konsumenci wydawaliby tyle samo pieniędzy? W jednej z ankiet publikowanych przez Wall Street Journal, ponad dwie trzecie zapytanych ekonomistów odpowiedziało, że gdyby święta przestały istnieć, ludzie wydawaliby albo więcej na siebie, albo po prostu rozkładali wydatki bardziej równomiernie w skali roku. W moim odczuciu być może przewidywania te sprawdziłyby się może w odniesieniu do Amerykanów, trudno mi jednak uwierzyć w prawdziwość tej hipotezy w odniesieniu do Polaków. Z okazji świąt jesteśmy niejako stawiani pod ścianą i chcąc nie chcąc wypada wydać pieniądze na prezent nawet dla ukochanej teściowej.

Prezenty nietrafione

Prezenty mają to do siebie, że często bywają nietrafione. Tony kiczowatych ozdóbek, smrodliwych perfum i nieciekawych książek corocznie znajdują swoje miejsce pod choinką, po czym w najlepszym wypadku są poddawane prezentowemu recyklingowi, a w najgorszym są po prostu wyrzucane na śmietnik, zasilając wysypiska śmieci kolejnymi bezcelowo wyprodukowanymi przedmiotami, na które zmarnowano cenne surowce i energię. Abstrahując od przerażającej nieekologiczności produkcji nikomu niepotrzebnych przedmiotów, nietrafione prezenty są gorsze od trafionych także z punktu widzenia ekonomii. Ekonomista Joel Waldfogel określa je terminem rodem z ekonomii dobrobytu– tzw. “deadweight loss”, zbędnej straty społecznej.

To niestety dosyć powszechne zjawisko polega na spadku dobrobytu społecznego w wyniku nieoptymalnej alokacji zasobów, bardzo często zaburzonej przez nieodpowiedni system podatkowy lub nadmierną monopolizację danej branży. Dobrym przykładem z naszego rodzimego podwórka jest zniesiony dopiero niedawno obowiązek odprowadzania VATu od żywności przekazywanej jako darowizna przez sklepy na cele dobroczynne, którym w efekcie bardziej opłacało się ją poddawać utylizacji niż przekazać potrzebującym.

Wracając do naszych nietrafionych prezentów, również one przyczyniają się do spadku łącznego społecznego dobrobytu. Waldfogel argumentuje, że optymalna jest sytuacja, kiedy obdarowujący dokonuje takiego samego wyboru prezentu, jakiego dokonałby obdarowany. W przypadku takiej decyzji, prezent o wartości 50 zł będzie taką właśnie (lub nawet większą) wartość reprezentował dla nowego właściciela, więc sumarycznie nie możemy mówić o żadnej stracie. Jeśli prezent jednak okaże się nietrafiony, nie jest on wart pełnej ceny dla tego, komu został sprawiony – w skrajnym przypadku będzie to zero złotych. Różnica między tymi dwoma wartościami stanowi zatem stratę dobrobytu, której można było uniknąć nabywając bardziej odpowiedni podarunek. Morał wynikający z takiego punktu widzenia może wydawać się cyniczny, ale w oczach ekonomistów zajmujących się teoriami dobrobytu to gotówka i karty podarunkowe stanowią najbardziej optymalny wybór, szczególnie w stosunku do osób, których potrzeb i preferencji nie znamy.

Ekonomiści nie bez kozery z taką uwagą śledzą przed- i poświąteczne zakupy Polaków i reagują aprobującym kiwnięciem głowy na widok rosnących słupków, obrazujących wydatki gospodarstw domowych. Owszem, duży apetyt konsumpcyjny naszych rodaków to dobra wiadomości dla polskiej gospodarki i tego chyba możemy sobie nawzajem życzyć. Oby jednak nie było to nasze jedyne życzenie, czy to z okazji zawsze błyskawicznie mijającego Bożego Narodzenia, czy też jakiegokolwiek innego, (niegdyś) religijnego święta.

[FM_form id="2"]
Myślę
Podróże w czasie i przestrzeni. Czy fantastyka bliższa jest rzeczywistości?
Myślę
Diamenty – symbol luksusu
Doświadczam
Kampanie społeczne. Subiektywny przegląd najciekawszych perełek