Myślę

Jean-Claude Van Damme – powrót do masowej wyobraźni


Jak pokazał Jean-Claude Van Damme, czasami naprawdę wystarczy umiejętnie rozłożyć nogi, by zapewnić sobie sukces. I to niekoniecznie jeden – w przypadku Van Damme’a owa recepta sprawdziła się bowiem już dwukrotnie.

Epicki szpagat

Po raz pierwszy niepospolite wygimnastykowanie pomogło JCVD wtedy, gdy ponad dwie dekady temu zapracował na status legendy kina kopanego – o czym później. Drugi raz miał miejsce całkiem niedawno, gdy „mięśnie z Brukseli” do swojej reklamy postanowiła zaprosić firma Volvo. Efekt ciężko opisać inaczej, niż słowem „piorunujący”.

„]

Niebywale oryginalny spot szturmem zdobył najpopularniejsze serwisy internetowe. Obeznani z jego treścią byli nawet ci, którzy nigdy nie widzieli żadnego „dużego” filmu z udziałem aktora. Popularność reklamówki wywołała, poza radością PR-owców Volvo, wysyp jej przeróbek i remiksów – a nawet podchwycenie pomysłu przez inną firmę, która do szpagatu zaprosiła inną „nieco” przebrzmiałą gwiazdę ery VHS-ów.

Do dziś nie milkną plotki i pytania dotyczące sposobu nakręcenia reklamy z udziałem Van Damme’a. Czy naprawdę stał tylko na lusterkach, bez żadnych zabezpieczeń? Czy samochody faktycznie przemieszczały się do tyłu? A może to wszystko pic na wodę, fotomontaż? Tak czy inaczej, poza Volvo najwięcej korzyści z „Epic splitu” osiągnął JCVD. Skutecznie przypomniał o sobie starszej publiczności, przy okazji w znakomitym stylu przedstawiając się młodemu odbiorcy.

Kariera kickboxera

Choć dziś postrzegany jest jako atleta, Jean-Claude wcale nie miał wrodzonych predyspozycji do sportu. W szkole brakowało mu pewności siebie, a na dodatek był osobą dość niezgrabną (miał krzywe nogi). Wszystko zmieniło się, gdy los chłopca postanowił wziąć w swoje ręce jego ojciec – zapisując go na lekcje karate oraz… baletu.

Tak, tak – gdyby ktoś zastanawiał się, skąd u aktora ta niebywała lekkość ruchów, to właśnie uzyskał odpowiedź. Co ciekawe, na pewnym etapie „wtajemniczenia” Van Damme otrzymał nawet propozycję, by zająć się baletem profesjonalnie. Odmówił, wybrał próbę podboju Hollywood.

Sama decyzja o wylocie do USA wcale nie była taka oczywista. JCVD miał bowiem w rodzimej Belgii uznaną markę. Był tam znanym karateką i kickbokserem, odnosił także sukcesy w kulturystyce. Posiadał nawet własną, świetnie prosperującą, siłownię. Postanowił jednak postawić wszystko na jedną kartę, i podążyć za „amerykańskim snem”.

Jak nietrudno się z perspektywy czasu domyślić, była to decyzja trafna. Początkowo Van Damme imał się różnych prac dorywczych – jako kierowca, masażysta, a nawet dostawca pizzy. Mówi się, iż przełom nastąpił, gdy przy wejściu do restauracji wpadł przypadkowo na Menahema Golana. W środowisku ludzi powiązanych z kinem akcji (choć nie tylko) jest to postać kultowa. Podobnie jak wytwórnia, której był szefem – Cannon Films. Jej charakterystyczne logo z pewnością kojarzy każdy, kto w przeszłości posiadał magnetowid.

Gdy doszło do wspomnianego spotkania, Van Damme wiedząc, ze nie ma nic do stracenia, zaczął popisywać się przed Golanem swoimi umiejętnościami w sztukach walki. Zachwycony producent stwierdził, iż uczyni z Belga gwiazdę – i słowa dotrzymał.

Hity cannoniczne

Sukces pod banderą wytwórni Cannon przyszedł niemal natychmiast. W 1988 roku Van Damme zagrał rolę główną w filmie „Krwawy sport”, i osobiście zajął się w nim choreografią walk. Obraz z miejsca podbił serca męskiej części publiczności, i uczynił młodziana znikąd rozpoznawalnym – i to pomimo zdobytej „przy okazji” nominacji do Złotej Maliny.

Krążą plotki, iż współpraca z Cannonem – choć zaowocowała nakręceniem wielu kultowych dziś tytułów (poza „Krwawym sportem” były jeszcze m.in. „Cyborg”, „Kickboxer”, czy „Lwie serce”) – wcale nie przyniosła Van Damme’owi „kokosów”. Z powodu przedłużających się prac na planie „Krwawego sportu” Belg był zmuszony podpisywać umowy na kolejne filmy – przez co później, mimo iż jego pozycja rosła, nie miał możliwości renegocjacji stawek .

Długowieczny żołnierz

Pierwsze naprawdę poważne pieniądze pojawiły się na koncie aktora po występie w kultowym „Uniwersalnym żołnierzu” z 1992 roku. Na planie spotkały się wówczas dwie gwiazdy kina akcji lat 90. – Van Damme’owi partnerował na ekranie potężny Szwed Dolph Lundgren. Opowiadający o „podrasowanych” i zdalnie sterowanych ludzkich maszynach do zabijania film spodobał się publiczności na tyle, iż jego kolejne części powstają do dziś.

Kolejne, telewizyjne części „Unisola” były kręcone bez wspomnianej wyżej dwójki. Prawomocny sequel – już z Van Damme’m, choć bez Lundgrena – pojawił się w roku 1999, i nie odniósł spodziewanego sukcesu. JCVD dał sobie wtedy na jakiś czas spokój z cyklem.

W 2009 roku gwiazdy części pierwszej postanowiły ponownie połączyć siły, czego efektem był „Uniwersalny żołnierz: Reaktywacja”. Film osiągnął nadspodziewanie wysokie wyniki sprzedaży (ukazał się od razu na płytach DVD), a w rezultacie trzy lata później powstał „Uniwersalny żołnierz: Dzień sądu”. Poza Van Damme’m i Lundgrenem pokazał się w nim widzom świeży „narybek” kina akcji – znakomicie wyszkolony w sztukach walki Brytyjczyk Scott Adkins.

Kumpel Sly’a

Między kolejnymi częściami „Uniwersalnego…” Van Damme zdążył zagrać m.in. w filmie pt. „Uliczny wojownik” z 1994 roku. Jest to pozycja interesująca z kilku powodów. Po pierwsze, belgijski gwiazdor otrzymał za swój występ rekordowe w karierze uposażenie (7 milionów dolarów). Po drugie, była to jedna z pierwszych poważnych(?) prób przeniesienia na wielki ekran fabuły oraz postaci znanych z gry wideo. Po trzecie w końcu, film wsławił się… wyjątkowo kiepskimi recenzjami, mimo udziału uznanego w środowisku aktora Raula Julii oraz samej Kylie Minogue.
Następnie „mięśnie z Brukseli” pojawiły się jeszcze w kilku przyzwoitych produkcjach („Legionista”, „Replikant”), by wraz z początkiem XXI wieku boleśnie odczuć olbrzymi spadek popularności klasycznego kina kopanego. W rezultacie kolejne filmy z Van Damme’m wydawane były prosto na rynek DVD, z wyjątkiem roli „po starej znajomości”, u boku innych podstarzałych twardzieli w „Niezniszczalnych 2”.

Sentymentu czar

Poza planem zdarzało się naszemu gwiazdorowi głupoty mówić („Mogę zgniatać orzechy pośladkami”), a także robić (miał kłopoty z narkotykami, a podczas jednego z programów kamera wychwyciła jego… erekcję), ale jedno trzeba mu przyznać – trzyma formę. I choć na ponowne podbijanie Hollywood jest już zdecydowanie zbyt późno, to zwyczajnie fajnie było raz jeszcze zobaczyć na piedestale tę konkretną pozę, i tę konkretną twarz. Choćby w spocie reklamowym.

[FM_form id="2"]
Myślę
Jeśli nie masz czasu to może dlatego, że on nie istnieje
Myślę
Zainfekowany język polski
Myślę
Nie będziemy tęsknić za Jackiem Nicholsonem