Myślę

Homeschooling – dzikusy czy elita?


Homeschooling czyli nauczanie w domu nie jest zjawiskiem nowym i specjalnie oryginalnym. Jak głosi łacińskie przysłowie: Non scholae, sed vitae discimus – uczymy się nie dla szkoły, lecz dla życia. 

Homeschooling nie jest zjawiskiem nowym i specjalnie oryginalnym. Jest raczej swoistym powrotem do edukacji indywidualnej – domowej, na jakiej opierał się system szkolnictwa w dawnych czasach. Szanujące się (i odpowiednio uposażone) rodziny zatrudniały wprawdzie wykwalifikowanych guwernerów i nauczycieli ale forma pozostała niezmienna.

Homeschooling za granicą

Mekką takiego rodzaju edukacji są obecnie kraje anglosaskie- szacuje się że w Anglii korzysta z niej ok. 100 tys. dzieci, a w USA ok. 3 mln, co stanowi ok. 3% wszystkich uczniów. Nie wszędzie jednak jest on legalny, zakazany jest np. w Turcji czy w Niemczech gdzie głośne stały się sprawy aresztowań rodziców uprawiających ten proceder.

Głównym motywem rodziców którzy decydują się na edukacje domową nie jest jedynie troska o moralność i niewinność ich dzieci. Argument ten jest jednak podnoszony niemal zawsze, co w dobie powszechnej przemocy psychicznej i fizycznej, dostępności pornografii, wyobcowaniu młodzieży i zagubienia jej w ofercie współczesnego świata, nie powinno dziwić. Utożsamianie wszystkich domowych edukatorów z „mocherami” lub mormonami, byłoby jednak sporym stereotypem i nadużyciem. Nie tylko środowiska religijne lub jak chcieliby niektórzy ultra-religijne podejmują decyzję o nauczaniu indywidualnym.

Coraz częściej rodzice wskazują na chęć pobudzenia dziecka i zaszczepienia w nim ciekawości, dociekliwości a także rozwijania talentów i umiejętności. Twierdzą, że edukacja domowa musi być ściśle powiązana z „życiowym” poznawaniem rzeczywistości, lekcje jak najczęściej powinny odbywać się w muzeach, parkach, ogrodach botanicznych, ale także w sklepach, piekarniach, fabrykach… bo uczciwie zaangażowani opiekunowi starają się aby nauka nie nudziła ale była jak najbliżej „normalnych” spraw.

Opiekunowie zapewniają, że edukacja domowa jest bardziej efektywna, ponieważ skupia się na indywidualnym podejściu do dziecka i wykorzystaniu jego konkretnych predyspozycji. Zagrożeniem może być jednak wybiórcze przedstawianie świata przez rodziców, zakłamywanie go lub pomijanie istotnych treści które są podstawą rozwoju i świadomości człowieka.

Otwarte i sporne pozostaje pytanie o poziom nauczania dzieci uczonych przez niewykwalifikowanych nauczycieli- ciężko przecież być świetnym zarówno z matmy, polaka i przyrody, nie zasłaniać się notorycznie zwolnieniem z wuefu a dodatkowo bosko śpiewać.

Rodzice bronią się jednak twierdząc, że skoro sami „zaliczyli” edukacje szkolną to znaczy że ją opanowali i są w stanie przekazywać ją dalej. Ich praca z dziećmi jest także weryfikowana (przynajmniej w Polsce) podczas, powszechnych egzaminów sprawdzających. Muszą też posługiwać się zatwierdzonym programem.

Największa obawa dotyczy jednak tezy, iż dzieci, pozbawione kontaktu z rówieśnikami, konfrontowania swoich emocji z rzeczywistością, radzenia sobie w różnych nie zawsze bezpiecznych sytuacjach staną się, (delikatnie mówiąc) aspołeczne. Troska o ich prawidłową socjalizację jest głównym argumentem przeciwko tej metodzie. Jak bronią się homeschoolersi? Twierdzą iż zapewniają swoim dzieciom kontakt z rówieśnikami w innych formach, np. współpracując i łącząc się z innymi rodzicami i organizując wspólne wyjścia, lekcje muzealne, wizyty w firmach, laboratoriach czy posyłając dzieci na wybrane zajęcia dodatkowe, kółka, czy harcerstwo. Zapewniają, że dziecko, które korzysta z edukacji domowej, opanowuje materiał szybciej niż w szkole co daje mu więcej czasu i siły na zajęcia pozalekcyjne, będące dobrą formę socjalizacji. Przekonują, że dziecko na tym poziomie nie potrzebuje mnogości kontaktów, liczy się jakoś a nie ilość a dziecko samo może wybierać z kim chce a z kim nie chcę się przyjaźnić ( i nie musi temu komuś oddawać kanapek).

Jakie są fakty? Ostatnie amerykańskie badania wykazują, iż uczniowie pobierający naukę w domu uzyskują średnio o 37% lepsze wyniki, niż ich rówieśnicy kształcący się w zwyczajnych placówkach. W Polsce jeszcze kilka lat temu liczba rodziców, którzy kształcili swoje dzieci w domach oscylowała w granicy 25 rodzin, obecnie ponad 2tys. dzieci uczy się w ten sposób. Czas i przyszli pracodawcy ocenią, czy są to obywatelki i obywatele dobrze przygotowani do życia, działania a także współdziałania.

Zwolennicy tej metody chętnie wskazują też na znanych i cenionych nie tylko uczonych, takich jak np. Thomas Edison, Albert Einstein, a także Elijah Wood czy Jullian Assange (choć ten ostatni jest raczej dyskusyjnym przykładem), którzy wychowali się w oparciu o homeschooling.

Ciężko wyrokować jednoznacznie czy coraz popularniejsza idea homeschoolingu to jedynie groźna moda, z której korzystać będą chętnie fanatycy, rodzice ze słomianym zapałem, bez cierpliwości i realnego zaangażowania. Czy też może jest szansą na pojawienie się nowych elit, indywidualnie i pieczołowicie przygotowywanych do życia i tworzenia… Jedno jest pewne – nie może być to decyzja pochopna. Przy jej podejmowaniu trzeba wziąć pod uwagę nie tylko możliwości finansowe i organizacyjne ale także charakterologiczne, nie każdy bowiem znajdzie w sobie tyle wytrzymałości aby siedemdziesiąt osiem razy poprawiać wyraz „Przczoła”.

[FM_form id="2"]
Mieszkam
Samotność w tłumie, czyli jak wyglądają dzisiejsze relacje sąsiedzkie
Myślę
eMOCje
Myślę
Ekonomia Bożego Narodzenia