Mieszkam

Mieszkanie dla młodych


Mieszkanie dla młodych. Wiadomo, że to – gdzie i jak mieszkamy – ma ogromny wpływ na nasze życie. Zarówno zakup jak  i budowa swojego gniazdka to duże finansowe przedsięwzięcie. W szczególnie niełatwej sytuacji są osoby młode mające niskie zarobki, często borykające się z problemem znalezienia stałej pracy. Według badań przeprowadzonych przez Eurostat, aż 44% ludzi w wieku 25 – 34 mieszka ze swoimi rodzicami.

MDM – Mało? Damy Mniej

Można przypuszczać, że rząd dostrzega problem ponieważ od stycznia 2014 roku rusza nowa edycja dotacji na zakup nieruchomości. Nazwa „Mieszkanie dla Młodych” nie pozostawia wątpliwości do jakiej grupy program został skierowany. Jest to kolejna odsłona państwowej pomocy w realizacji mieszkaniowych planów Polaków, poprzedni ”Rodzina na Swoim” skończył się wraz z końcem 2012 roku.

Zasady przyznawania pomocy zostały zaostrzone, np.: kupujący mieszkanie przed końcem 2012 roku nie mógł posiadać żadnej innej nieruchomości, obecnie nie tylko nie może być właścicielem, ale nigdy wcześniej nie mógł nim być.

Programem dopłat ma zostać objęty jedynie rynek pierwotny, czyli te mieszkania i domy, których możemy stać się pierwszymi właścicielami (również domy budowane samodzielnie, wtedy w grę wchodzą ulgi podatkowe). Tą dość kontrowersyjną zmianę twórcy ustawy usprawiedliwiają chęcią ożywienia gospodarki poprzez zwiększenie ilości inwestycji. Dodatkowo obowiązują limity znane już z poprzedniego programu. Dofinansowaniem zostaną objęte jedynie te nieruchomości, których cena za metr kwadratowy będzie mieścić się w wyznaczonych widełkach.

Cena własnego „M”

Dla przykładu w Warszawie: średnia wartość metra kwadratowego na rynku pierwotnym wynosi ok. 7 tys. PLN, natomiast limit ceny wyznaczonych przez MDM wynosi obecnie 5864,7 PLN. Oznacza to, że osoba chcąca skorzystać z państwowej pomocy będzie musiała znaleźć lokum, które będzie spełniało wyznaczone warunki cenowe. Jest to jeden z bardziej jaskrawych przykładów jak może odbiegać granica dopłat od poziomu cen w atrakcyjnych lokalizacjach. Podobne różnice można zauważyć w innych dużych miastach np. w Krakowie i we Wrocławiu.

Poszukiwaczy własnego „m” z innych miast (np. Gdańsk, Katowice, Poznań, Łódź) mają więcej szczęścia: ustalony zakres wartości daje więcej pola do manewru. Pułapy kwot nie są ustalone na sztywno, więc jest szansa, że sytuacja ulegnie zmianie. Tymczasem osoby chcące skorzystać z rządowej dotacji w niektórych miastach prawdopodobnie będą miały ograniczony wybór, bowiem warunki będą spełniać jedynie lokalizacje mniej atrakcyjne, oddalone od centrum. Można przypuszczać, że nowy program będzie miał wpływ na rozrost przedmieść dużych miast.

Sceptycy zarzucają, że nowa ustawa stanowi zbyt duży ukłon w stronę deweloperów, a potencjalny beneficjent jest skazany na podmiejskie tereny.

Kolejną nowinką jest zastąpienie comiesięcznych dopłat jednorazową wpłatą na początku okresu kredytowania. Co jest dużym udogodnieniem dla osób, które nie mają wkładu własnego – od początku 2014 roku nie można wziąć kredytu na 100% wartości nieruchomości, trzeba wykazać się posiadaniem min. 5% wartości posiadłości, którą zamierzamy nabyć.

Czy jest się o co starać?

Korzystając z obliczeń wykonanych przez jednego z pośredników finansowych wychodzi, że dopłata może wynieść ok. 25 tys. zł – kwota jest zróżnicowana w zależności od wielu czynników i długo można by opisywać warianty, dlatego ograniczę się jedynie do tej wartości. Nie jest to suma powalająca, ale może wystarczyć na wkład własny i częściowe wykończenie. Jedno jest pewnie: ilość uczestników zweryfikuje atrakcyjność programu.

Rządy innych krajów również starają się pomagać obywatelom w zakupie nieruchomości. Natknęłam się na brytyjski program „Help to Buy”. Zasadniczą różnicą jest to, że państwo nie daje, a pożycza część pieniędzy. Pożyczka udzielana jest na preferencyjnych warunkach, obowiązuje dużo niższe oprocentowanie. Nie wiąże się z tyloma obostrzeniami i wyłączeniami.

Skłoniło mnie to do zastanowienia się, jaka sytuacja mieszkaniowa panuje na wyspach. Poniżej przedstawiam krótką i bardzo pobieżną analizę, która rzuca promyk światła na tą kwestię.

Średnia cena metra kwadratowego w centrum miasta w Wielkiej Brytanii w przeliczeniu to 15 000 zł, natomiast w Polsce średnia metra kwadratowego w analogicznej lokalizacji wynosi 7500 zł. Jeśli porównamy zarobki netto: Brytyjczyk przeciętnie zarabia 9120,6 zł. Natomiast średnia pensja w Polsce to 2700 zł. Wygląda na to, że mieszkańcy wysp mają dwa razy droższe mieszkania, ale zarabiają trzy razy więcej od Polaków. Dodatkowo mają ułatwiony dostęp do kredytów – średnie oprocentowanie kredytu hipotecznego jest niższe o niecałe 2% (na wyspach wynosi 4,2%, u nas 6%).

Mając świadomość, że wartości średnie nie odzwierciedlają w pełni rzeczywistości – wszystkie wartości do obliczeń pobrałam z jednego źródła, aby przynajmniej mieć pewność, że liczby zostały uzyskane tą samą metodą.

Na tle krajów wysokorozwiniętych nasza sytuacja mieszkaniowa nie wygląda najlepiej, ale porównywanie podobnie jak gdybanie, na dłuższą metę traci sens. Mamy program dopłat, który został mocno okrojony, ale przynajmniej istnieje. Co pewne: inicjatywa pomocy w realizacji mieszkaniowych planów jest godna pochwały. Kierunek jest jak najbardziej słuszny, a kształt oceńcie sami.

[FM_form id="2"]
Mieszkam
Konkurs architektoniczny na koncepcję osiedla? Dlaczego nie!
Mieszkam
Miasta planowane i miasta ogrody w kraju nad Wisłą
Mieszkam
Balkon – prywatna przestrzeń na publicznym widoku
  • ahmad

    to normalne, że polski rząd zrobi wszystko aby „dać mniej” 😉 taki mam socjal.