Myślę

Znikające pszczoły


Teorie spiskowe często dotyczą naprawdę wielkich spraw tego świata. Rządów, manipulacji ludźmi, kontaktami pozaziemskimi czy broni jądrowej. Czy w tej tematyce odnajdziemy zwykłe, pracowite pszczoły? Tak – szkodą dla nich.

Zapracowane robotnice

Wielu z nas, zapewne, ignoruje zacne pszczoły. Kojarzy je z infantylną Mają, w najlepszym wypadku myśli o nich w kontekście dobrego miodku dokładanego do herbaty podczas przeziębienia. Tymczasem rodzina pszczela to organizm nie tylko zapracowany do granic możliwości, ale wprost genialny!

Jasny podział zadań, posłuszeństwo wobec królowej, zachwycająca organizacja pracy i biologiczne uwarunkowania budowy, orientacji w terenie itd. pszczół spowodowały, że ludzie od wieków darzą szacunkiem te owady. Pszczoła miodna została zaangażowana do służby ludziom już 4 tysiące lat temu. Obecnie 1/3 upraw światowych jest zapylana przez te owady. Bez pracowitych pszczółek nie mielibyśmy tylu owoców, warzyw czy zbóż.

Oczywiście współcześni ludzie zdają sobie sprawę z roli i znaczenia tych owadów w paski, w XX wieku więc zaczęli je bez skrupułów wykorzystywać. Rodziny pszczół zwożone są niczym niewolnicy m.in. w Kalifornii, by w zbyt ciężkich dla siebie warunkach zapylać migdałowce. Podobne praktyki mają miejsce w innych regionach Ameryki, a także w Europie.
Pszczoły głosu nie mają. Nie zaprotestują. Co więcej – nie przestaną nagle wykonywać swojej pracy, bo lenistwo lub bunt nie leżą w ich naturze. Pracują więc w kiepskich warunkach i… zapracowują się na śmierć.

Pszczoły – pierwsze kryzysy

Już na początku XX wieku z niewiadomych przyczyn pojawiało się nagłe zjawisko masowego znikania pszczół. „American Bee Journal” z 1918 i 1919 podawał informacje o pierwszych tego typu wydarzeniach. W 1965 r. ogłoszono, że znikanie pszczół nie wiąże się z brakiem pożywienia, ponieważ w opuszczonych ulach znaleziono spore zapasy miodu. Ale pszczół nie było.
Przez lata spore ubytki pszczół w koloniach odnotowywane były sporadycznie. Straty aż do lat 90. XX wieku nie przekraczały 20%. Zjawisko nie było wówczas jeszcze specjalnie znane i dyskutowane. Zwykle też jakoś się je dało wytłumaczyć: ktoś podał dane o chorobach pszczół; budowano nowe autostrady i przedmieścia; stosowano środki chemiczne. Wszystko jednak było wciąż pod jakąś kontrolą.

Prawdziwy kryzys w USA i Kanadzie nastąpił dopiero w latach 2006 i 2007. I od tego czasu zjawisku masowego ginięcia pszczół (ang. Collony Collapse Disorder, CCD) zaczęto się baczniej przyglądać.

Prawdziwy pogrom pszczół

Na przełomie roku 2006 i 2007 pszczelarze w Ameryce donosili o niepokojących nie na żarty utratach pszczół (u niektórych nawet na poziomie 90%, co oczywiście uniemożliwiało hodowcom dalszy miodowy biznses). Katastrofa pszczela polegała na tym, że niemal z dnia na dzień ule pustoszały. Znikały dorosłe pszczoły, pozostawała tylko królowa i młode okazy. Czyli rodzina nie mogła spełniać już swoich zadań. Nie miał kto pracować, nie miał kto żywić.

W tym samym czasie i nieco później (w 2008 r.) kryzys dosięgnął też niektóre kraje europejskie, m.in. Włochy, Belgię, Francję czy Hiszpanię. Wreszcie i polscy naukowcy zaczęli dostrzegać CCD w naszym kraju (zob. teksty Krzysztofa Buczka w „Annales UMCS, Medicina Veterinaria” z 2009 r.).

Pszczelarze, środowiska naukowe, a nawet zwykli miłośnicy pszczół i miodu dopiero teraz zaczęli na poważnie przyglądać się temu zjawisku, które już zabrało z łąk i uli miliardy pszczół. Od kilku lat pojawiają się rozmaite teorie dotyczące przyczyn masowego znikania pszczół.

Możliwe źródła

Pomysłów i hipotez jest całe mnóstwo. Trzeba jednak pamiętać, że nie każdy pszczeli kryzys jest już CCD. Aby mówić o tym zjawisku, muszą wystąpić wspólnie następujące elementy:

  • obecność czerwiu w opuszczonych ulach,
  • obecność zapasów pożywienia (które nie jest od razu rabowane przez inne rodziny ani atakowane przez pasożyty),
  • obecność królowej (tak, tak, kapitan nie opuszcza tonącego statku).

Naukowcy głowią się nad przyczynami tych gwałtownie przebiegających zjawisk. Obecnie uważa się, że źródeł kryzysu może być wiele. Zaliczamy do nich różne wirusy, zatrucia pestycydami, długotrwały stres (w tym spowodowany masowym ociepleniem), urbanizację, spadek odporności owadów.

Wracając do wstępu – niektórzy w tych czynnikach upatrują się teorii spiskowych. Wyniszczenie pszczół, choć wydaje się, że będzie mieć katastrofalne skutki dla całego ekosystemu, może komuś być na rękę. Nie wiadomo, o co chodzi? Czyli zapewne chodzi o pieniądze. Tak w każdym razie twierdzą zwolennicy hipotezy, że pewna grupa osób chce zarobić na wyginięciu pszczół. Komu się to może opłacić, skoro pszczoły są tak niezbędne? Ano komuś, kto „uratuje świat” w razie zniknięcia tych owadów…

Badania i nowe propozycje

Niejakim dowodem na to, że temat jest chwytliwy i popularny, jest fakt, że o zjawisku szeroko rozpisuje się nawet polska Wikipedia. Podaje szereg możliwych przyczyn masowego ginięcia pszczół.

Naprawdę istotne jest jednak to, że biolodzy z całego świata próbują coś z tym problemem zrobić. Wciąż prowadzą badania nad przyczynami, wykonują testy i eksperymentują. Wyszło na jaw wiele faktów, z których wiele każe bić się w piersi stosującym zabójcze dla pszczół pestycydy, które osłabiają odporność owadów. W efekcie łatwiej o atak grzybów i roztoczy. A stąd już krok do CCD.

Nie ma jeszcze gotowej recepty na zjawisko masowego wymierania pszczół. Naukowcy zaczęli więc pracować nad propozycjami z innej beczki. Czyżby część z nich pogodziła się (a może nawet więcej niż pogodziła?) z tym, że pszczoły prędzej czy później znikną z powierzchni naszej planety? Oczywiście tak podejrzliwe pytania zawsze pozostaną bez odpowiedzi, ale warto przyjrzeć się pewnym nowym pomysłom.

Profesor Rob Wood z Uniwersytetu Harvarda zaproponował maleńkie roboty zamiast prawdziwych owadów. Projekt niemałą kwotą wsparty został przez amerykański rząd. Nad robotami pracują też naukowcy z Australii. Podobne pomysły pojawiają się też na polskim podwórku – mam na myśli projekty dr. Rafała Dalewskiego z Politechniki Warszawskiej.

Głównym założeniem takich projektów jest stworzenie sztucznego roju zdolnego w kontrolowany sposób zapylać rośliny. Oczywiście prace nad takimi innowacyjnymi wynalazkami nie są łatwe, a wizjonerzy borykają się z licznymi problemami, głównie technicznymi. Potrzeba bowiem sprytnego sposobu zasilania „pszczółek”, tak by nie wpłynął znacząco na ich gabaryty. Ponadto roboty muszą w pewnym sensie „inteligentnie” pracować na danym terenie. No i oczywiście robić wszystko to, co robią prawdziwe pszczoły, by na końcu żmudnej pracy powstał miodek.

Jak widać, prototypy już są, i to całkiem zgrabne:

Spisek?

Panikarzom i zwolennikom teorii spiskowych błyszczą oczy, gdy mowa o masowym wymieraniu pszczół. Oczywiście łatwo podejrzewać, że za tym zjawiskiem stoi ktoś ważny – np. koncern. Myślę jednak, że takie spekulacje są zdecydowanie przesadne, zwłaszcza że we współczesnym zanieczyszczonym świecie nie tylko pszczoły walczą (i nieraz przegrywają) o przetrwanie.

A czy Waszym zdaniem świat nauki powinien bardziej starać się znaleźć sposoby na ocalenie zbyt umęczonych w XXI wieku pszczół, czy też zdecydowanie próbować stworzyć coś w zastępstwie kuzynek pszczółki Mai? Jaka jest Wasza opinia na temat szerzącej się robotyzacji?

[FM_form id="2"]
Myślę
Siedem architektonicznych cudów świata
Myślę
Uwaga. Toksyczna relacja.
Myślę
Homeschooling – dzikusy czy elita?