Myślę

Historia brody


(Flickr/pagedooley/by CC)

(Flickr/pagedooley/by CC)

Historia brody jest tak długa, jak historia ludzkości. Szybko przestała służyć do ochrony przed zimnem i przerodziła się w atrybut. Mogła oznaczać przynależność do kasty kapłańskiej, grupy sprawującej władzę, czy grona artystów. 

W starożytnej Grecji i Rzymie broda była atrybutem filozofów i retorów. W sztuce kultur Mezopotamii mężczyźni byli przedstawiani ze starannie plecionymi, długimi brodami. Zarost cieszył się bowiem wielkim szacunkiem w społeczeństwach starożytnego Bliskiego Wschodu. Broda była symbolem statusu społecznego; wielka, ufryzowana oznaczała przynależność do elit. Ucięcie jej komuś było równoznaczne z pohańbieniem i mogło nawet doprowadzić do wojny. U starożytnych Egipcjan wąska, długa broda stała się jednym z symboli władzy faraona. Ci jednak, zamiast zapuszczać zarost, nosili jego atrapy. Robiły tak nawet kobiety faraonowie.

U starożytnych Greków zarost był oznaką dorosłości, wkroczenia w życie publiczne. Rewolucji w tej sferze dokonał Aleksander Wielki. Nakazał on swojemu wojsku golić się, ponieważ broda była słabym punktem w walce – przeciwnik mógł bowiem za nią po prostu ciągnąć. Zarost ma ogromne znaczenie w religiach i wierzeniach całego świata. Z brodami, ciężkimi i gęstymi, krótkimi i kręconymi, wyobrażani są: Indra, Zeus, Posejdon, Ozyrys, Herakles, a także judeo-chrześcijański Jahwe −Bóg Ojciec, a z bardziej „nowoczesną” oczywiście Jezus Chrystus.

W świecie żydowskim zarost jest znakiem przynależności do wspólnoty religijnej i kulturowej. Ortodoksyjni żydzi noszą pejsy i brody, ponieważ tak nakazał im Bóg. Również w kulturze islamu broda jest niezwykle ważna. Prorok Mahomet nakazał jej noszenie, aby muzułmanie odróżniali się od Ludzi Księgi (żydów i chrześcijan) oraz politeistów. Podczas reżimu talibów w Afganistanie golenie bród było surowo zabronione.

(Flickr/Giovanni/by CC)

(Flickr/Giovanni/by CC)

W średniowieczu, podobnie jak w starożytności, broda wiązała się z najwyższymi funkcjami w państwie. Przydomki związane z zarostem nosiło wielu władców, na przykład książę Henryk I Brodaty czy niemiecki cesarz Fryderyk I Barbarossa (rudobrody). W późniejszych wiekach broda straciła na znaczeniu, zaczęto kojarzyć ją negatywnie, jako oznakę dzikości, barbarzyństwa, zacofania. W „Dziadach” Adama Mickiewicza Piotr I powiedział: „Rosyję zeuropejczyć mogę, obetnę suknie, ogolę brody”. Postęp nie szedł więc w parze z zarostem, w ośrodkach kultury coraz rzadziej spotykało się „zapuszczone” twarze.

Pod koniec XIX wieku nastąpił przełom i brody znów przeżywały prawdziwy renesans. Noszono długie i krótkie, wypielęgnowane lub niestrzyżone, a przymiotnik brodaty był utożsamiany z męskością. Brodaczami byli m.in. Abraham Lincoln, Charles Dickens czy Karol Darwin. Noszenie brody może też być znakiem, który poprzedza gwałtowne zmiany. Jedni zaczynają nosić zarost w opozycji do tych, którzy brody nie nosili, i odwrotnie, dlatego jest ona silnie zakorzenionym w kulturze symbolem rewolucji, oporu.

Na Kubie stała się znakiem rozpoznawczym partyzantów, nosili ją Che Guevara i Fidel Castro. Ten drugi wspominał, że zapuścił ją, bo nie było żyletek, a skoro nosił brodę on i legendarny Che, to nic dziwnego, że z czasem stała się ona symbolem rewolucjonistów. W Polsce w latach 80. XX wieku pojawiła się „broda opozycyjna”. I to nie tylko, jako element maskujący stosowany przez działaczy poszukiwanych po wprowadzeniu stanu wojennego. We współczesnym świecie polityki, wąsów i bród nie ma prawie wcale. W Polsce i tak trzymały się dobrze, ale i u nas, zwłaszcza w ostatnich latach, widać spadek ich popularności. Dla wyborców zarost może być znakiem nieszczerości. Styliści i fryzjerzy to potwierdzają i podkreślają, że podobnie jak w świecie polityki, tak i w świecie biznesu i odradza się jego noszenie.

W kulturze masowej brody wracają i są modne przede wszystkim wśród młodych mężczyzn. Zresztą bujne brody podchwyciły także marki modowe i w kampaniach jesienno-zimowych mogliśmy oglądać brodaczy. Trend ten nie ominął także polskich projektantów. Dlaczego mężczyźni je noszą? Wielu − bo nie lubi się golić. Inni uważają, że noszenie brody to wyraz solidarności plemników, podkreślanie swojej płci przez coś niedostępnego dla kobiet. Broda to dla nich po prostu atrybut męskości. Dla wielu jest to też sposób na zaakcentowanie swojej indywidualności, wyróżnienie się z tłumu.

(Flickr/Elisa Moro/by CC)

(Flickr/Elisa Moro/by CC)

Współczesna popularność brody ma też inne, bardzo proste wytłumaczenie. Moda cyklicznie, co kilkanaście lat, zatacza koło, wracają trendy, które już kiedyś były. Brody w stylu drwala czy marynarza zakrywające całą twarz nie zniknęły, ale w ostatnim czasie kojarzono je głównie ze starszymi panami, a przecież w latach 80. XX wieku były częste u młodych mężczyzn (nie tylko tych poszukiwanych). Później znacznie się zmniejszyły, pokrywały tylko podbródek. Powrót wielkiej brody jest więc po prostu kolejnym cyklem w modzie. Jednak gdy moda na brody upowszechni się, zgolą je, gdyż ich noszenie będzie wręcz obrzydliwe, bo mainstreamowe.

Nie wierzymy już, że w brodach siedzi mądrość, czy jakieś nadprzyrodzone pierwiastki. Złośliwy gładkolicy powie, że siedzą w niej głównie bakterie… . Coś, to „coś” jednak musi w niej być, skoro wraca.

[FM_form id="2"]
Myślę
Najlepsze budynki świata
Myślę
Prognoza pogody
Myślę
Zasady ubioru i stroje biznesowe – zasady ogólne
  • mjanko

    ja tam nie wiem co w brodzie siedzi, ale po prostu ją lubię. dużo lepiej się człowiek czuje niż z taką „gołą” twarzą… tylko trzeba pamiętać żeby brodę pielęgnować, ja podcinam trymerem by philips żeby się odpowiednio prezentowała

  • Sonic ZoltaR

    kiedyś lubiłem posiadać zarost, szczególnie w szkole średniej i na studiach, z wiekiem mi przeszło (:

  • Mad

    Nic tak nie dodaje panom męskości jak zadbany, dobrze utrzymany zarost:)