Korzystam

Telefon z Androidem może wiele


(Flickr/jdhancock/by CC)

(Flickr/jdhancock/by CC)

Co piąty człowiek na świecie ma już smartfona. Analizy rynku pokazują, że z tej oszałamiającej liczby ponad miliarda inteligentnych urządzeń około 80% ma zainstalowanego na pokładzie Androida. Co można z niego wycisnąć?

Telefon z Androidem – statystyki

Oficjalnie Androida można doposażać w nowe programy, instalując je ze sklepu Google Play. Jest to serwis założony w 2012 roku jako odpowiedź na naturalne potrzeby użytkowników Androida. Obecnie w Google Play znajduje się ponad milion różnych aplikacji, które w sumie pobrano już… przeszło 50 miliardów razy.

Statystyki są nieubłagane: z roku na rok liczba urządzeń opartych na darmowym systemie operacyjnym giganta z Mountain View rośnie, procent po procencie wydzierając rynek Apple’owi. Geneza tej tendencji jest dość oczywista – system jest darmowy. To powoduje, że instaluje się go w zasadzie na wszystkim: od smartfonów, przez tablety, na lodówkach i kuchenkach kończąc. Sięgają po niego egzotyczni producenci sprzętu za dolara. Urządzenia dają siłę napędową także rynkowi aplikacji.

Targ rozmaitości

Programy dostępne w Google Play są tworzone przez użytkowników. Za kilkadziesiąt dolarów w zasadzie każdy może umieścić w sklepie swoją aplikację, darmową bądź płatną. Polscy twórcy softu dla zielonego robocika zyskali taką możliwość 12 kwietnia 2012 roku. Szeroka dostępność powoduje, że w sklepie można znaleźć w zasadzie wszystko. Ograniczeniem jest jedynie wyobraźnia dewelopera (twórcy aplikacji). Oto lista programów, które moim zdaniem zasługują na chwilę uwagi, albo z racji swej faktycznej użyteczności, albo też z powodu kompletnego bezsensu istnienia.

Smartfon to nie tylko… smartfon

Przez ostatnie lata zdążyliśmy się już przyzwyczaić do tego, że telefon komórkowy przestał być tylko telefonem. Od pewnego czasu standardem jest, że zastępuje nam w dużej mierze komputer: można przeglądać na nim Internet, odbierać i wysyłać pocztę, grać w gry, lajkować na Facebooku. Do tego jest niezłym aparatem fotograficznym, kamerą, odtwarzaczem mp3 i filmów, a także nawigacją samochodową. I w zasadzie większość użytkowników w tym momencie zamknie listę funkcji swego smartfona. A przecież wystarczy chwilę poszperać w Google Play…

… by znaleźć dewelopera aplikacji – firmę Smart Tools co. Ta grupa maniaków tworzy aplikacje, które wyciskają ze smartfona wszystko, co się da. Programy tej firmy w głównej mierze bazują na podzespołach, w które większość smartfonów jest wyposażona, np. g-sensor, akcelerometr, miernik pola magnetycznego, lampa błyskowa, obiektyw aparatu, mikrofon. Z istnienia części z nich przeciętny użytkownik nawet nie zdaje sobie sprawy.

Z ciekawszych aplikacji udostępnianych przez Smart Tools co., w większości za darmo, chciałbym zwrócić uwagę na wykrywacz metali. Aplikacja bazuje na wbudowanym w telefon mierniku pola magnetycznego, który standardowo jest wykorzystywany podczas szukania zasięgu. Dzięki niemu z powodzeniem jesteśmy w stanie wykryć np. przewody biegnące w ścianie.

Ten sam czujnik jest używany w innej aplikacji – kompasie. Dodatkowym atutem tej aplikacji jest tło z kamerki, które pozwala na dokładne określenie kierunków świata w okolicy. W porównaniu z innymi tego typu programami ten działa całkiem sprawnie wna moim telefonie.

Smart Tools co. wyprodukowało jeszcze jedną bardzo przydatną dla mnie appkę – dalmierz. Wykorzystując wbudowany aparat oraz podstawowe informacjei z trygonometrii, jesteśmy w stanie z przyzwoitą dokładnością zmierzyć odległość oraz gabaryty przedmiotów w naszym otoczeniu. Do prawidłowego działania program wymaga odpowiedniej kalibracji, ale po poświęceniu kilku minut na naukę można posługiwać się nim całkiem szybko i sprawnie.

Kolejna ciekawa aplikacja, która czasem się przydaje, to pulsometr. W tej grupie można znaleźć sporo różnych odmian, ja używam Instant Heart Rate. Idea działania i pomiaru pulsu jest bardzo intrygująca. Należy przyłożyć palec do obiektywu aparatu tak, aby zasłonić opuszkiem cały obiektyw oraz lampę błyskową wbudowaną przy obiektywie. Podczas pomiaru lampa zaświeca się na stałe, a matryca światłoczuła aparatu mierzy częstość, z jaką pulsuje światło do niej docierające. Te zmiany światła wynikają z ilości przetłaczanej przez naczynia krwi, która pochłania w mniejszym bądź większym stopniu światło pochodzące z flesza. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że program działa i daje powtarzalne, realne wyniki.

W grupie aplikacji przydatnych chciałbym umieścić jeszcze jedną, której jednak działania nie udało mi się do końca przetestować i potwierdzić. Ponieważ została ona stworzona przez studentów AGH z Krakowa, mniemam, że powinna działać prawidłowo. To Radiation Alarm autorstwa Rafała Kozika. Nazwa powinna mówić wszystko: to nic innego jak wykrywacz promieniowania.

Idea działania jest jeszcze ciekawsza niż w przypadku pulsometru, choć wykorzystuje ten sam element smartfona – aparat. A konkretnie jego matrycę światłoczułą. Matryca ta jest czuła nie tylko na światło widzialne, ale też na promieniowanie jonizujące. Pojawi się ono na obrazie rejestrowanym przez matrycę w postaci kropek. Ich wielkość pozwoli określić, z jakim typem promieniowania mamy do czynienia. Działanie programu wymaga dość czasochłonnej kalibracji, ale podobno efekty są całkiem zadowalające.

Zdziwniej i zdziwniej

Zagłębiając się coraz dalej w krainę czarów Androida, możemy napotkać takie aplikacje, że będziemy się zastanawiać, czy to my jesteśmy nienormalni, czy ich twórcy…

W konwencji ”ostatnich stron Internetu” w Google Play można znaleźć kilka aplikacji… bezużytecznych. Useless Apps, bo jest ich kilka, nie robią nic. Jedynym ich celem jest wyświetlenie białego ekranu albo informacji o bezużyteczności. Wydaje mi się, że ich autorami kierowała jedynie chęć zaistnienia w sieci. Niestety, nie dam im tej satysfakcji, dlatego nie linkuję żadnej z nich…

Skoro schodzimy do Hadesu głupoty, to nie mogę nie wspomnieć o PoopLog. Nazwa wiele mówiąca: to nic innego jak bardzo dokładnie zrobiony terminarz… wypróżnień. Oczywiście do uzupełniania wszystkie informacje w pełnym kolorycie. Muszę jednak przyznać, że warstwa graficzna aplikacji przypadła mi do gustu.

Gdyby ktoś bardzo chciał zapełniać powyższy terminarz wpisami, a miał pewne problemy natury biologicznej, z pomocą przyjdą mu oczywiście inne aplikacje. Jednak z powodu wątpliwego podłoża naukowego nie wymienię ich nazw. Zdradzę tylko tyle, że ze smartfona można emitować fale o odpowiedniej częstotliwości, które pobudzą do działania, mówiąc wprost, jelita. Od razu mówię: nie próbowałem i nie zamierzam.
Było głupio, to jeszcze musi być strasznie. I tu z pomocą przychodzi Ghost Radar. Z opisu aplikacji wynika, że w celu wykrycia ducha w naszym otoczeniu smartfon wykorzysta wszystkie dostępne środki. Jakie? Nie do końca wiadomo. Niemniej jednak, gdy na odczycie pojawi się nam kropka tuż za plecami, a akurat przypadkiem przeciąg w pokoju połaskocze nas po włosach, może się zrobić ciekawie.

Czy to już koniec?

Wymieniłem kilka aplikacji, dzięki którym obcowanie ze smartfonem może stać się ciekawsze. W Google Play można znaleźć właściwie wszystko – okazuje się, że nasza wyobraźnia nie jest aż tak rozbudowana. Wpisując nawet najgłupsze hasło w wyszukiwarce, można oczekiwać, że sklep Google uraczy nas jeszcze głupszymi wynikami, niż się spodziewaliśmy. I chyba o to chodzi, bo przecież nie można korzystać tylko z maila i grać w Angry Birds, prawda?

[FM_form id="2"]
Korzystam
Terry Pratchett i jego Świat Dysku – lekka fantastyka czy coś więcej?
Korzystam
Rower, basen i kije
Korzystam
Andrzej Stasiuk, czyli bilet w jedną stronę do niezwykłego świata