Doświadczam

Przedszkole – czas rozłąki


Żłobek, przedszkole, rozłąka z dzieckiem. Kto boi się bardziej? Rodzic czy dziecko?

Przedszkole – pierwsza rozłąka

Przedszkole – mały ręcznik z wieszaczkiem, strój gimnastyczny (koszulka, skarpetki antypoślizgowe, spodenki), piżamka i mała kołdra lub kocyk, poduszeczka, zapasowe ubranie w płóciennym worku, chusteczki do nosa. Wszystkie rzeczy podpisane! I co? Że to niby już? Mój Aniołek, Kruszynka i Geniusz idzie sam, bezbronny do OBCYCH? W NIEZNANE?

Czas rozstania z dzieckiem, które osiągnęło już odpowiedni wiek do rozpoczęcia pierwszego etapu swojej edukacji, jest wielkim wyzwaniem. Dzieci tkwią zazwyczaj w komfortowej nieświadomości, ponieważ ich możliwości zrozumienia tego, co ma niebawem nastąpić, mają charakter często życzeniowy i idylliczny. To rodzice pierwsi doświadczają rozterek i niepokojów związanych z mającą przyjść rozłąką.

Targają nami uczucia ambiwalentne: z jednej strony duma i satysfakcja wynikające z faktu, że daliśmy radę, dotrwaliśmy do tej chwili, kiedy możemy pozwolić naszemu Szczęściu na funkcjonowanie wśród obcych ludzi i rówieśników, bez nas. I jakkolwiek by na to patrzeć, jest to swoiste uwolnienie, odzyskanie oddechu, czasu – czy to na powrót do pracy, czy na zajęcie się młodszym rodzeństwem, lub na rozwijanie tego, co musieliśmy zostawić, skupiając się nieustannie na młodym człowieku. Ożywcza jest też myśl, że nie będziemy już sami w naszej codziennej pracy i trosce o jak najlepszy rozwój naszego dziecka, że nie tylko my musimy myśleć o plastelinie, jesiennych liściach, myciu zębów, jedzeniu, siusianiu, zakładaniu rajstop (szatańskie tekstylia!), pokazywaniu, tłumaczeniu, objaśnianiu, odpowiadaniu i pocieszaniu. Zupełnie inną kwestią jest, że jesteśmy absolutnie pewni, iż wszystkie wyżej wymienione i inne związane z naszym dzieckiem czynności wykonalibyśmy najlepiej. Ba, doskonale i jedynie słusznie.

Oswoić lęki

Lęk przed powierzeniem dziecka innym, obcym osobom może przyprawiać o zimny pot. Przecież to ja wiem, co lubi moje dziecko, czego się boi i jak trzeba je traktować. Znam każdą minkę, włosek i rozterkę. A teraz nie będzie już natychmiastowej reakcji i naginania krzywej kosmosu do pragnień mojego potomka. Niby wiemy, że wszystkim to się przyda, że każde dziecko musi zetknąć się w pewnym momencie z brutalną rzeczywistością, innymi, czasem okrutnymi dziećmi, gorącą zupą z rozgotowanym makaronem, opiekunką udającą, że nie widzi jego rozpaczy, wstydem, że nie zdążyło do łazienki i przede wszystkim (co odnotowujemy ze szczególną, mroczną rozkoszą) tęsknotą za nami!

Ale my jesteśmy dorośli, mamy swoje poradniki, koleżanki i ciocie, możemy sobie to przetłumaczyć, obgadać, wypocić na siłce i odreagować  w wirze pracy lub na jakimś forum. To wokół naszego dziecka świat radykalnie się zmienia. To, co znało, w czym czuło się bezpiecznie i swobodnie – przemija. Fascynacja tym, co nowe, kolorowe i inne, mija dość szybko i młody człowiek uświadamia sobie, że „fajnie, fajnie… plac zabaw pod nosem jest kozacki, mała kuchenka i garnki też, ale wtedy miałem jednak wygodniej, milej, no i przede wszystkim była mama!”.

Jak to rozegrać, żeby nie zlekceważyć uczuć dziecka, nie podsycając w nim niszczącego smutku lub stresu? Nic nowego: pomocny okaże się czas! Każdy z nas, i dziecko, i rodzic, musi przeżyć swój okres żałoby po tym, co odeszło, po niekiedy trudnym, ale niewinnym i słodkim okresie wczesnego dzieciństwa. Ważne jest też, aby nie przenosić swoich lęków czy obaw na dziecko. To, że dziecko jeszcze słabo mówi, wciąga się (niemal do nieprzytomności) w zabawę i ignoruje nasze prośby i błagania, nie oznacza, że jest głuche lub głupie. Słyszy doskonale i rozumie lepiej niż się wam wydaje, szczególnie jeśli kwestie żywotnie dotyczą jego i Was. A wtedy, gdy wyczuje (bezbłędnie i natychmiast), że zaczyna dziać się coś niedobrego, jego radary płoną z czerwoności i wysiłku. Wasze rozkoszne: „Nienawidziłem przedszkola – codziennie wymiotowałem w łazience, a pani krzyczała na mnie od rana do wieczora!” może trwale wpłynąć na jego sposób widzenia tego, co dla niego gotujecie.

Rozmawiajmy

Najważniejsza  jest rozmowa. Temat rozłąki trzeba poruszyć dużo wcześniej, dając dziecku kilka miesięcy na oswojenie się z mającym nadejść wydarzeniem. Warto podeprzeć się literaturą źródłową, np. „Żyrafa Aldona idzie do przedszkola”, „Przedszkole – obrazki dla maluchów”, „Pora do przedszkola” czy frapujące „Zuzia idzie do przedszkola”. To lektura dla dzieciaków, nie dla Was, ale czytać trzeba razem. Czytać i opowiadać, tłumaczyć i wytwarzać (nawet wbrew sobie) atmosferę radosnego oczekiwania. Pokazywać, że to, co czeka na dziecko, to fajna przygoda, okazja do spotkania innych dzieci. (Uwaga: potrzeby społeczne małych dzieci są jednak ograniczone i zazwyczaj egoistyczno-powierzchowne. Osoby, które trwale interesują dziecko, to mama, tata, może czasem brat lub babcia. Na tym koniec. Rozwój i asymilacja międzyludzka zaczynają mieć większe znaczenie dopiero u dzieci starszych).

Niezłym pomysłem może być wspólne przygotowywanie się do pójścia do przedszkola, kupowanie potrzebnych przyborów, podpisywanie ich, wizyta w placówce (okropne słowo). Jednak to, co najistotniejsze, to nieustanne, ale spokojne zapewnianie dziecka o swoim wsparciu i obecności. Ten podstawowy i najważniejszy filar poczucia bezpieczeństwa nie powinien zostać naruszony niezależnie od mającej nadejść zmiany.

Jeśli jednak smutek i napięcie towarzyszące dziecku, które poszło do żłobka lub przedszkola, będą narastały, trzeba reagować. Nie wierzcie w komunały typu ”popłacze kilka miesięcy i się przyzwyczai”. Przecież to  najbliższa wam istota, która odczuwa silniej, niż jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Żadna praca, kredyt, zobowiązania czy teorie nie usprawiedliwiają zgody na nieszczęście (nie smuteczek czy potrzebny, kształtujący lekki stres) naszego dziecka. Czyli: radośnie, ale czujnie!

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Rok 2014 w architekturze
Doświadczam
Jedzący inaczej
Doświadczam
Złombol, czyli PRL-owskim złomem przez świat. Moda na wozy z PRL-u?