Korzystam

O pieluchach ekologicznie


W Europie widok pieluch jednorazowych na półkach w sklepach to codzienność. Podobnie jest w USA czy wielu innych krajach. Czy zastanawiamy się jednak, jak owe „jednorazówki” wpływają na kondycję naszej planety?

Fizjologiczne ilości nielogiczne

Popularne pieluchy jednorazowe to problem na skalę światową. Jako zdobycz cywilizacji wielu z nas wydają się nieodzownym elementem krajobrazu zwanego „małe dziecko w rodzinie”. W pieluszkę trafia już pierwsza kupka, czyli czarna smółka, ale do pieluchy trafiają także odchody dwu- czy trzylatków. Okazuje się, że statystycznie dziecko przez ten okres zużywa od sześciu do ośmiu tysięcy pieluch. Kupa pieluch!
Skalę problemu naświetlają dane z USA. Otóż tam rocznie na wysypiska trafia 30 miliardów (!!!) jednorazówek, co daje 3,5 miliona ton śmieci, które… nie rozkładają się. Niestety, mimo całkiem przyjaznej naturze, fizjologicznej i naturalnej zawartości, same pieluchy to połączenie plastiku, bawełny i polimerów. Połączenie zabójcze, bo nowoczesne pieluchy (a więc „pampersy” zawierające wkład z poliakrylanu sodu) rozkładają się nawet pół wieku (400 do 500 lat).

Oczywiście nieprzyjemna zawartość pieluszek nie znika ot tak. Wciągnięte przez hipernowoczesne, zapewniające uczucie suchości i w ogóle megakomfortu wkłady, efekty wypróżnień bobasów przedostają się na wysypiskach do gleby, do rzek. A wraz z nimi bakterie i wirusy.
W naszych polskich realiach pieluszki to także kłopot organizacyjny. Wiele młodych rodzin wie, jaką objętość mają pieluszki z kilku dni. I ile zajmują miejsca w koszu! Segregowane zgodnie z wytycznymi w danym regionie Polski, stanowią całkiem spory odsetek „balastu” czy „odpadów mokrych”. Nie tylko płacimy za „pampersy” w momencie ich zakupu (nawiasem mówiąc, koszt okresu pieluchowania jednego dziecka to ok. 3000 zł…), ale też w ramach opłaty za wywóz śmieci.

Wielorazowy wybór

Coraz popularniejszą, a do tego modną i eko, alternatywą dla „pampersów” są pieluchy wielorazowe. O ich rodzajach, typach, zastosowaniu wielu rodziców wie naprawdę wszystko. Tym stawiającym pierwsze kroki w krainie wielorazówek z pomocą przychodzą specjalistyczne sklepy internetowe (np. krainapieluszek.pl, dudusie.com), serwisy parentingowe (np. dziecisawazne.pl) czy nawet… blogi! Szybko można dowiedzieć się, czym jest otulacz, czy wkład bambusowy nadaje się dla mojego dziecka, a może lepiej wybrać kieszonki PUL…

Nie wgłębiając się w tajniki wielorazowego pieluchowania, warto zaznaczyć, że pieluchy wielorazowe mają wielu zwolenników. Mimo że wiążą się ze sporym wydatkiem (jedna pielucha to kilkadziesiąt złotych), wykorzystywane są wielokrotnie, także dla kolejnych dzieci, więc nakład się zwraca. Trzeba jednak powiedzieć sobie szczerze, że dla wielu rodziców konieczność specjalnego przechowywania zużytych pieluch (które czekają na pranie), a potem prania i rozwieszania (nie można ich suszyć na kaloryferze) – nie jest zbyt zachęcająca.

Jest jeszcze trzecia opcja, ale najbardziej kosztowna. Można bowiem wybrać nowy typ pieluch jednorazowych, tzw. pieluchy biodegradowalne. Nie pojawia się w nich sztuczny, chemiczny wkład, tylko naturalne składniki. Na polskim rynku godne polecenia (i w dobrej cenie!) są ekologiczne pieluszki Greenty.

Pieluchowanie z czterech stron świata

Mimo że na naszej szerokości geograficznej używanie pieluszek to standard i norma, warto sobie uświadomić, że taki stan rzeczy wcale nie jest charakterystyczny we wszystkich częściach świata. Oczywiście w naszym klimacie coś koniecznie trzeba dać na pupę dziecku przez 3/4 roku. W zasadzie jedynie czas lata (gdy pogoda nie zawodzi) jest okresem, gdy maluch może być ubrany naprawdę cienko.

Tymczasem w krajach o klimacie cieplejszym niż nasz, rodzice od wieków radzą sobie na inne sposoby. Dobrym przykładem są Chiny, w których najpopularniejszą metodą utrzymywania przez maluszki czystości jest zakładanie im przez rodziców kai dang ku – tradycyjnych spodenek z rozcięciem w kroku. Oczywiście załatwianie potrzeb fizjologicznych nie może u maluchów czekać, zatem dzieciaki załatwiają się bardzo często w miejscach publicznych. I tu pojawia się problem, bowiem dzieci wcale wcześniej nie uczą się komunikowania swoich potrzeb, one po prostu dzięki szybkiej reakcji rodziców robią, co trzeba, bez udziału pieluchy. A to już może być trudne do zaakceptowania (dla zainteresowanych krótka relacja o tym chińskim zwyczaju na blogu Emma w podróży).

Pieluchowy zawrót głowy

Bliżej natury wydają się być np. Senegalczycy czy mieszkańcy innych części Afryki. W dzikich zakątkach tego kontynentu matki często spokojnie, (np. szumem, kołysaniem) zachęcają dziecko do wypróżnienia się. Dbają, by próby podejmowane były w odpowiednich momentach (np. po jedzeniu, po śnie), w naturalnym rytmie dziecka. Nic na siłę, ale z drugiej strony – zachęty, by maluch jak najszybciej zrozumiał, że wypróżnianie da się kontrolować.
Podobny tok myślenia mają rodzice starający się przekazać (intuicyjnie) dziecku, że „siusiu” i „kupka” to coś, o czym można uprzedzić. W Japonii czy Wietnamie nawet niemowlęta wysadzane są bardzo regularnie, by jak najwcześniej wdrożyć im nawyk korzystania z nocnika. W naszym kręgu kulturowym nazywa się tę metodę Naturalną Higieną Niemowląt, czyli wychowaniem bez pieluch. Sposób dla odważnych i wytrwałych, ale ponoć często przynosi efekty…

A czy Wy zastanawialiście się kiedyś, czy pieluchy jednorazowe faktycznie mogą mieć negatywne odbicie na kondycji naszej planety? A może bliższe są Wam (czy to w praktyce, czy jeszcze w teorii) inne rozwiązania związane z utrzymaniem higieny maluchów?

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Ekologia czy ekoterroryzm? Marketingowy wytrych otwiera nasze portfele
Korzystam
Oświetlenie w domu – czy tylko fachowiec będzie umiał wymienić żarówkę?
Korzystam
Kupuj prosto od rolnika