Doświadczam

Filozofia off-road: więcej błota!


Fot. Flickr/<a href="https://www.flickr.com/photos/55947840@N00/9095220348/">rvcroffi</a>/Lic. <a href="https://creativecommons.org/licenses/by/2.0/">CC</a> BY-SA

Fot. Flickr/rvcroffi/Lic. CC BY-SA

Off-road to ogromna frajda. Są tacy, którzy, jeśli w weekend nie utopią swojego samochodu, względnie nie przeczołgają go po okolicznych błotach, chłoszcząc gałęziami, nie będą czuli z nim żadnej więzi. 

Więcej błota!

Spędzić miłe popołudnie na czułym polerowaniu swojego BMW? Wierzę, że może być dla kogoś źródłem radości. Sprawdzić jego możliwości, mając za widownię stołeczną drogówkę? Hmm, nierozsądne i ryzykowne. Ktoś się spełni, odbywając klimatyczną podróż do Kazimierza swoim zabytkowym kabrioletem. Może być frajda. Ja wybieram błoto i ekstremalne przyjemności. Offroad to moja bajka: spaliny, ryk silnika, brud, liny, wyciągarki, kłopoty, dachowania, zakazy wjazdu, brody (te rzeczne, a nie hipsterskie), piach, góry, doły, zerwane mosty (te w podwoziu, a nie na rzece Kwai), rysy, łamanie drzewek, ryzyko oraz bezlitosny pochłaniacz czasu i kasy.

A jednak. Opowiem Wam o tym, jak to jest, gdy skonana po trudnym tygodniu wypełnionym niewyspaniem, katarkami, przedszkolami, zakupami, smuteczkami, praniami i mijaniem się z Lubym, wsiadam do mojego samochodu. Siedzę wysoko i czuję się taka ważna. Nie boję się, że szybszy i bardziej seksowny Lancer w ostatniej chwili wciśnie się przede mnie na trasie. Nie będzie przecież ryzykował tego, że mogę w porę nie zatrzymać moich 2,5 ton stali przed jego niebieskim lakierem.

Pierwsza wiem, że zmienia się już światło, ponadto dzieci widzą wszystko, a na polnych drogach mogą jeszcze więcej, wystawiając główki przez szyberdach. Cieszy też świadomość, że gdyby, nie daj Boże, coś się stało, to mamy o niebo większe szanse niż Yarisy, Mondziaki, czy Ceed’y.

Cóż, wstyd się przyznać, ale sporo satysfakcji sprawiają mi kierowane w moją stronę pełne powątpiewania spojrzenia, kryjące myśl: „Taka mała i jeszcze z taką ilością dziecięcych fotelików, pcha taki wielki czołg?!”. Bo to proszę Państwa czołg, a nie ugładzony suvik (z całym szacunkiem) jest moim bohaterem.

W drogę…

Blisko lub daleko, samemu lub ekipą, bliscy bądź dalecy znajomi: pan z warsztatu, były właściciel samochodu, wujek, sąsiad, brat. Pola, lasy, rowy, łąki, zagajniki, skarpy, urwiska, żwirowiska, kopalnie, stawy, drogi nieutwardzone, leśne nieużytki, jary, rzeczki, trawki, sianka i/lub szosy.

Wyzwania i zadania. Sprawdzenie się oraz poznanie możliwości i umiejętności. Swoich i maszyny. Przesuwanie granicy lęku tak, aby nie spaść za szlaban głupoty. Bycie razem. Adrenalina i endorfina. Wspólne doświadczenia. Kolejne plany. Pomieszanie strachu i niezłej podniety. Pozdrawianie się na drodze. Ognisko. Fizyczne zmęczenie i ubrudzenie. Uwielbiam!

Czasem myślę sobie, ile rzeczy mogłabym w tym czasie zrobić, załatwić. Ile kasy pochłaniają benzyna, usterki i całkiem poważne naprawy. Jesteśmy amatorami i przedszkolakami w tej dziedzinie, ale i tak – patetycznie mówiąc – kupno takiego auta zmieniło nasze życie. Pojawiły się realne marzenia o podróżach, nowe plany i cele. Mamy co wspominać i o czym nieustannie rozmawiać. Często widziane łosie, sarny, puste polany i wilgotne starorzecza inspirują do dalszych podróżniczych wyzwań.

4×4 sensem życia

Bywa że jazda 4×4 to filozofia i sens życia. Niektórych kręci też tzw. subkultura terenowa, czyli branie udziału w każdym rajdzie czy wyprawie, o jakiej usłyszą. Internet pełen jest filmików z wyjazdów, przepraw i wypraw. W całej Polsce organizowanych jest mnóstwo, często świetnych i dobrze przygotowanych rajdów i konkurencji. Każde województwo, ba, czasem nawet gmina ma swój klub. Formalny bądź nie. Odbywają się mistrzostwa na wszystkich możliwych poziomach, terenach i sprzętach. Hardcorowe i rodzinne. Dla kobiet i dzieci. Tematycznymi zlotami i zjazdami można by wypełnić cały kalendarz. Powstają nowe szkoły organizujące jazdy w terenie, a także wyprawy, również zagraniczne. Wydawane są pisma o ww. tematyce. My jednak nie jesteśmy fanatykami, a ilość kredytów skutecznie ogranicza nasze dalsze inwestycje. Już teraz widzimy, że w to hobby (pasję? zajawkę? fun?) można władować nieograniczoną ilość szmalu. Sky is the limit!

Jest z czego czerpać i się uczyć. Ale nie tylko o to chodzi. Możesz być nawet aspołecznym samotnikiem (choć drugi samochód – kompan z działającą wyciągarką – to pożądany towarzysz każdej podróży) i pobawić się w ten sposób. Potrzebny jest kierowca, auto i ochota.

W zamian otrzymujemy możliwość wjechania tam, gdzie inni nie mogą, bo się zakopią lub nie odważą (lub też będą na tyle grzeczni, aby przestrzegać zakazów wjazdu do lasu). Wolność korzystania i eksplorowania świata, niezależność i świadomość panowania nad naprawdę potężnymi mocami – silnika.

A wózek dziecięcy (też terenowy) wkładam do bagażnika bez składania! To też off-road!

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Doświadczam
"Gotowe na wszystko", "Revenge", "Dallas". Nowoczesne opery mydlane są świetne!
Doświadczam
Warzywobranie w Warszawie, czyli gdzie zjeść roślinny obiad w stolicy.
Doświadczam
Warszawa od ciekawej strony
  • Olga Malk

    mój mąż uwielbia takie wycieczki, ostatnio znajomy zabrał go i naszego syna na taką wycieczkę ale starym land cruiserem. syn teraz wierci mi dziurę w brzuchu abym się zgodziła na zakup takiego samochodu, ale widzę że warto 😉