Żyję

Savoir-vivre – czy w obecnych czasach istnieje etykieta?


Fot. Flickr/<a href="https://www.flickr.com/photos/40899823@N02/8138951967/">plantronicsgermany</a>/Lic. <a href="https://creativecommons.org/licenses/by-nd/2.0/">CC</a> BY-SA

Fot. Flickr/plantronicsgermany/Lic. CC BY-SA

Obyczajowość w ostatnich latach przechodzi ogromne zmiany. Gdzie się podziały dobre maniery? Savoir-vivre? A może w świecie XXI wieku nie ma już czasu na etykietę?

Savoir-vivre, czyli etykieta

Samo słowo „etykieta” pochodzi z francuskiego etiquette i początkowo oznaczało małą ściągę z etykiety dworskiej, noszoną przez zapobiegawcze osoby. Rozwój życia towarzyskiego i jego sformalizowanie w okresie absolutyzmu francuskiego (czyli w XVI wieku), wymagało odpowiedniego zachowania na dworze. Nieznajomość zasad obyczajowych tego okresu mogła drogo kosztować, wykluczenie z towarzystwa było najłagodniejszą karą.

Początkowo dobre maniery dotyczyły wyłącznie sytuacji oficjalnych, jednak normy ewoluowały wraz ze zmieniającymi się okolicznościami, układami międzyludzkimi, sytuacjami społecznymi i politycznymi. Savoir-vivre (z francuskiego dosłownie „znajomość życia”) w każdej epoce tak naprawdę oznacza co innego.

Mimo różnic w obyczajach i zachowywanych normach na przestrzeni wieków, warto uświadomić sobie, że tak naprawdę ciągle skupiamy się na określonych aspektach naszych zachowań. Ludzie kulturalni powinni bowiem kierować się zasadami dotyczącymi: kontaktów-komunikacji (nie tylko osobistej), wyglądu i prezencji (poza własnym domem), form towarzyskich, przygotowywania i spożywania posiłków oraz zachowania się w specyficznych sytuacjach.

Korzystając bądź nie z „etykiety”, chcąc nie chcąc, sami etykietujemy innych… Normy społeczne, mimo przemian i liberalizacji, wymagają od nas – członków społeczeństwa – pewnych zachowań. O ile niewielkie odbieganie od tych norm może być uznane za niegroźne dziwactwo, o tyle jawne sprzeciwianie się im, gwałcenie tych zasad, zwykle prowadzi do wykluczenia.

Sprawy honorowe a pęd życia

Fot. Flickr/<a href="https://www.flickr.com/photos/17813892@N00/6839151911/">Mr.Thomas</a>/Lic. <a href="https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/">CC</a> BY-SA

Fot. Flickr/Mr.Thomas/Lic. CC BY-SA

Aż do okresu przedwojennego całowanie kobiet (ale wyłącznie mężatek!) w rękę należało do obowiązków dżentelmena. Ba! Niezachowanie tego obyczaju mogło doprowadzić do sprawy honorowej między mężem ośmieszonej kobiety a nieeleganckim kawalerem. Bywało, że takie niesnaski kończyły się nawet pojedynkiem. Po II wojnie całowanie w rękę wciąż było na topie. Obecnie – odbierane jest raczej jako relikt, względnie szarmanckość starszych panów wyrażająca szacunek dla kobiet.

To tylko pierwszy lepszy przykład obrazujący, że reguły grzecznościowe w ostatnim wieku (a zwłaszcza bardzo współcześnie) uległy wielkim przemianom. Oczywiście zauważalną tendencją jest liberalizacja obyczajów. Mniejszy podział na klasy społeczne (wiążący się z rozwojem techniki, kapitalizmem, równouprawnieniem itp.) zmniejszył także przepaść międzyludzką, w pewnym sensie – zbliżył ludzi. W tej okoliczności niepotrzebny stał się szereg odpowiednio dopasowanych form grzecznościowych. Obecnie „dzień dobry” przy powitaniu czy „z wyrazami szacunku” na końcu e-maila wystarczą – czy to w relacji z przełożonym, czy ze sprzedawcą na Allegro…

W zasadzie sam temat korespondencji elektronicznej jest obecnie szeroko dyskutowany w kręgach językoznawczych i wśród wrażliwszych językowo użytkowników internetu. Wywołana swego czasu przez Michała Rusinka burza dotycząca słowa powitalnego w e-mailu miała swój sens, choć tak naprawdę nie ma o co kruszyć kopii. Przypomnijmy, Rusinek jako sekretarz zmarłej Wisławy Szymborskiej ogłosił publicznie, że nie odpowiada na listy elektroniczne rozpoczynające się od słowa „witam”. Jego deklaracja wywołała różne reakcje. Z jednej strony zrozumienie i poparcie (jako że „witam” wskazuje na brak równorzędności między korespondentami i samo w sobie jest dość sztuczne – nikt tak nie mówi w realu, nikt tak nie pisał w oficjalnych pismach), z drugiej – wyśmianie (argumentem jest poprawność formy „witam” i jej dopuszczalność w korespondencji).

Każdy w takiej kwestii może mieć osobiste zdanie. Należy jednak pamiętać, że to właśnie zasady savoir-vivre’u nakazują nam zachować dobry smak i umiar. Zatem wyrazu „witam” lepiej nie używać w oficjalnej korespondencji, zwłaszcza z przełożonymi. Takie powitanie może zostać uznane za zuchwalstwo bądź brak wyczucia.

Tempo życia wywołuje zmiany obyczajowości. Póki jednak zastanawiamy się, co uchodzi, a co nie – nie jest jeszcze tak źle! Wydaje się, że kultura osobista i umiejętność odpowiedniego zachowania się w każdej sytuacji wciąż jeszcze są wartościami bardzo cenionymi. Mimo lansowania w mediach przez różne „gwiazdy” wielkiej swobody, ignorancji dla autorytetów, daleko posuniętego indywidualizmu – nasza codzienność wcale nie jest taka „modern”. W pracy, biznesie, sprawach urzędowych czy towarzyskich, ale lekko sformalizowanych – wciąż obowiązują liczne reguły, które warto znać.

Praca u podstaw

Fot. Flickr/<a href="https://www.flickr.com/photos/35765599@N00/573748521/">Jon's pics</a>/Lic. <a href="https://creativecommons.org/licenses/by/2.0/">CC</a> BY-SA

Fot. Flickr/Jon’s pics/Lic. CC BY-SA

W dzisiejszym świecie namawianie do zakupu podręcznika dobrych zasad i wpajania tychże dzieciom nie ma większego sensu. Zachowania przy stole czy w miejscach publicznych najlepiej uczy się własnym przykładem. Szacunek dla starszych, umiejętność poprawnej komunikacji czy schludny wygląd – to wciąż cechy i umiejętności, które wynosi się z domu.

Mam wrażenie, że bon-ton mimo wielkich zmian i mniejszego sformalizowania jest wciąż żywy. Oczywiście wiele zależy od danego środowiska – inne zasady obowiązują na osiedlach pracowniczych pod miastem, inne w np. centrum kultury w dużym mieście. Wciąż jednak umiejętność zastosowania odpowiednich zasad w sytuacjach codziennych świadczy o kulturze osobistej człowieka. A z tą – nie tylko w XXI wieku, ale i dawniej – bywa(ło) różnie.

Jeśli jednak nie wiemy, jak zachować się w danej okoliczności, z pomocą przychodzą różne źródła. Po pierwsze – warto zapytać innej osoby, najlepiej starszej, o nienagannych manierach – co sama by zrobiła. Po drugie – świetnym źródłem są szkolenia Polskiej Akademii Protokołu i Etykiety. Jej dyrektor, Adam Jarczyński, udziela też świetnych rad mężczyznom na łamach miesięcznika Logo. W kwestiach językowych warto zwrócić się do poradni językowej PWN. Kto szuka, ten znajdzie! A czy Wy uważacie, że XXI wiek to wciąż czas dobrych manier, które warto znać?

Jolanta Honkisz

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Żyję
Skacz i kręć, czyli hula hop i skakanka w akcji
Żyję
Związki na odległość – czy mają szansę na przetrwanie?
Żyję
Andrzej Bobkowski – chuligan wolności