Doświadczam

Podróż z dzieckiem


Źródło: http://thefamilywithoutborders.com/

Źródło: http://thefamilywithoutborders.com/

Niektórzy rodzice zapominają na kilka lat o swoich marzeniach dotyczących podróży, inni realizują marzenia nadal – i decydują się na podróż w towarzystwie dziecka. Da się?Biedronka, Rossmann, teściowie, place zabaw, klubiki dziecięce, kebab, lodziarnie. Znajomi z dziećmi, weekend u prababci, wesele kolegi (będziecie dumni, gdy dotrwacie do oczepin). A co z prawdziwymi podróżami? Nie z wyjazdem-prezentacją nowego członka rodziny wśród jej dalszych gałęzi. Podróżowanie z dzieckiem – czy warto podejmować się takich wyzwań?

Kiedy rodzi się dziecko, świat rodziców wzbogaca się o nowe doznania, ale otaczająca ich przestrzeń na jakiś czas nieco się kurczy. Z czasem nasze horyzonty, znów się poszerzają. I pozwalamy sobie choćby na podróż z dzieckiem. Nie wszyscy.  Choćbyście nie wiem jak się starali, napinali i planowali, podróże z małym dzieckiem nigdy nie będą takie jak te bez takiego…mmhmhm…balastu. Nie będziecie mogli się wysypiać, korzystać z lokalnych trunków, zarywać nocy, podejmować spontanicznych decyzji, brać udziału w ekstremalnych wyzwaniach i romantycznych kolacyjkach przy sprzyjającej faunie i florze. Będzie inaczej. Czy gorzej?

Podróż z dzieckiem czyli wspólne poznawanie świata

Największy atut takich wyjazdów to możliwość bycia razem ze swoim dzieckiem i możliwość patrzenia na odkrywany z zachwytem świat jego oczami. Sam zaczniesz inaczej, na nowo patrzeć na krowę, zboże, biedronkę, kupę konia, rzeczkę, rynnę i gofry. Gdy uświadomimy sobie w jak ciężkim szoku musi być nasze dziecko, gdy pierwszy raz zobaczy na żywo wielką, ruszającą się i wydającą dźwięki krowę, będziemy spragnieni dostarczać mu nowych wrażeń. Po prostu od nowa, razem poznawać świat.

Wyjazdy z dzieckiem, lub – o zgrozo – z dziećmi, to wyzwanie. Można iść na totalny żywioł, ale prędzej czy później fakt, że nie zapakowaliście wystarczającej ilości rajstop, czopków przeciwgorączkowych lub ciasteczek orkiszowych, będziecie odczuwać na własnej skórze. Po prostu trzeba wiedzieć, że dziecko to podróżny specjalnej troski. Na każdym etapie swojego życia innej troski. Wbrew pozorom podróżowanie z bardzo małymi dziećmi jest względnie proste. Gdy nie jest już noworodkiem, a jeszcze dużo śpi, przemieszczanie się z nim odbywa się zazwyczaj w ciszy i spokoju. Wtedy można planować dłuższe odcinki jazdy, a nawet lotu. Jeśli mama takiego dzieciaczka może karmić piersią, odpada Wam cały problem kulinarny. Jedzenie macie na żądanie, podgrzane, sterylne i rozkosznie uspokajające. Bez mycia, noszenia, wyparzania i podgrzewania.
Poza tym gigantyczny plus dziecka małego to jego brak mobilności. Możecie mieć względną pewność, że maluch jest cały czas w zasięgu waszej uwagi.

Okres przejściowy, czyli pierwsze sześć miesięcy życia dziecka to trudny czas. Dziecko coraz mniej śpi, jest bardzo ciekawe świata, a jeszcze nie umie chodzić. Owszem może pełzać, ale nie każde podłoże do tego się nadaje. Nie wszystkie dzieci lubią też dłuższą jazdę wózkiem. Trzeba więc je nosić, poskramiać, gdy się wyrywa, cierpliwie pokazywać świat, nieustannie zajmować czymś. Dawać mu nowe rzeczy do rączki, tłumaczyć, pozwalać gryźć, ssać i krzyczeć. I mleczko na posiłek już nie wystarczy, choć nie może jeszcze jeść tego, co my.

Gdy nasza latorośl ma około dwóch lat, zazwyczaj chodzi, mówi, zaczyna być samodzielna. Nieco łatwiej się razem przemieszczać, choć zazwyczaj azymut dziecka jest przeciwny do naszego. Łatwiej dwulatka ubrać (bo stoi a nie leży), nakarmić, wysadzić i zainteresować czymś, bo jest jeszcze bardzo chłonne nowych miejsc i wrażeń. Zwraca uwagę na najprostsze, będące akurat w zasięgu wzroku rzeczy; jednakowy zachwyt mogą wzbudzić: zamek, rzeka, kaczka, patyk i frytki. Trzeba jednak pamiętać o wyczerpaniu emocjonalnym dziecka, bo to fizyczne jest naturalniejsze i pewnie zdrowsze. Ale właśnie nadmiar bodźców może być bardzo męczący dla dziecka. Dwie godziny zabawy „na kulkach” w sali zabaw to dla niego tak duży wysiłek jak dla nas gokarty, park linowy, kolejka shotów i zakupy w Arkadii. Śmiertelny wysiłek. Można się zastanowić czy naprawdę to najlepsza z możliwych rozrywek, którą możemy mu zapewnić. Czasami można z takiej formy spędzenia czasu skorzystać, na szczęście świat oferuje dużo ciekawszych atrakcji niż plastik i pot współbawiących się.

Możemy się na to wkurzać, frustrować i święcie oburzać, ale to do dziecka trzeba dostosować nasz wyjazd. Ono ma więcej ograniczeń i specyficznych potrzeb, zarówno fizycznych jak i emocjonalnych. Szanując to, pozbawiamy się wielu stresujących sytuacji, gdy coś, co miało być miłe i przyjemne, staje się koszmarem. Ale, ale… dziecięcemu terrorowi i egocentryzmowi mówimy stanowcze: raczej nie! Jestem ja i jest ojciec dziecka! Które swoją drogą dużo zyska, ucząc się, że każdy ma jakieś potrzeby, rodzice również. Jest też rodzeństwo! Trzeba się postarać, aby każdy był zadowolony, choć bywa, że nie zawsze da się osiągnąć idealny kompromis.

Czas płynie szybko i nagle z żalem zauważamy, że nasz berbeć jest znudzonym nastolatkiem. Przede mną jeszcze wyprawa po złote runo wiadomości jak sprawić, abym nie stała się jej/jego wrogiem, więc nie będę się wymądrzać. Też byłam nastolatką i pamiętam, że doceniałam, kiedy rodzice brali pod uwagę moje opinie i zainteresowania. Muszę jednak przyznać, że z perspektywy czasu większość „przymuszeń” do wzięcia w czymś udziału, zobaczenia, zwiedzenia miało na mnie w efekcie dobry wpływ, co więcej – sama robię to samo z stosunku do moich dzieci.

Podróżować można wszędzie: do miasta, na wieś, do rodziny, na all inclusive, dookoła świata, w góry, nad morze, do lasu, do muzeum, pałaców, na kajaki, konie.. Trudno stwierdzić co jest lepsze, aktywny spływ czy leniwe opalanko na Krecie. Oczywiście najlepiej byłoby skorzystać z obu propozycji. Bo postawienie tylko na jeden model wypoczynku zabiera radość z pozostałych, a może też spowodować znudzenie i w przyszłości niechęć do wspólnych wyjazdów.

Inspiracji można szukać na pasjonujących blogach o podróżujących rodzicach, którzy chętnie opisują, gdzie byli, co widzieli i zwiedzili razem ze swoimi dziećmi. Można skorzystać z ich fachowych porad: co polecają zabrać ze sobą w podróż, jak technicznie ją zaplanować, gdzie nie jechać, a gdzie pojawić się trzeba koniecznie. Odważyli się jechać w świat z maluchem i zachęcają do własnych eksploracji. Moim marzeniem jest, aby moje dziecko nie mogło doczekać się kolejnych wspólnych wyjazdów, a kiedyś w przyszłości wspominało je jako kształtujące jego wybitny charakter i ponadprzeciętne zdolności.

 

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Turcja – kosz przysmaków świata
Doświadczam
Niespodzianki i nostalgie znalezione na pchlich targach
Doświadczam
Kulinarni celebryci