Korzystam

Smartwatch – kolejna bezsensowna zabawka?


Tablety, smartfony, phablety, netbooki… teraz kolej na androidowe zegarki. Pod koniec tego roku prawdopodobnie nastąpi boom na nowoczesne zegarki, które będą w stanie zaskoczyć nas swoimi możliwościami. Czym jest smartwatch?

Wygląda na to, że Casio czy Adriatica zostaną odesłane do lamusa. Czasy komputerów zajmujących połowę biurka minęły bezpowrotnie. Do niedawna wydawało się, że smartfon to szczyt miniaturyzacji urządzeń posiadających system operacyjny. Nic bardziej mylnego. Rok 2014 to prawdziwy wysyp urządzeń jeszcze mniejszych i coraz bardziej podręcznych.

Czym jest smartwatch?

Nowa grupa urządzeń na rynku elektroniki konsumenckiej to nie do końca autonomiczne urządzenia, pozwalające na taką pracę, jaką znamy m.in. ze smartfonów. Inteligentne zegarki to niejako „przedłużenie” smartfona czy tableta – pozwalają bowiem na podgląd tego, co się na tych urządzeniach dzieje, bez wyjmowania ich z kieszeni czy torby. Smartwatch to w dużym uproszczeniu zdalny, bezprzewodowy i miniaturowy wyświetlacz.

Inteligentny zegarek pełni oczywiście swą pierwotną funkcję, czyli pokazywanie czasu, daty itp. Daje jednak dużo więcej. Przede wszystkim najważniejszym jego zadaniem jest ciągły podgląd wiadomości przychodzących na smartfona – czy to smsów, czy maili. Prócz tego jest w stanie informować nas o najnowszych wpisach z profili społecznościowych – Facebook czy Twitter pozostają dosłownie pod ręką.

Producenci poszli nawet o krok dalej. Wchodząc w specyfikację pierwszego lepszego smartwatcha, dowiemy się, że posiada on: akcelerometr, krokomierz, kompas, nawet miniaparat fotograficzny… To wszystko w znacznym stopniu wpływa na funkcjonalność inteligentnych zegarków, które mogą się przydać podczas uprawiania sportu czy podróżowania.

Wydawałoby się, że androidowe cacka zasługują wyłącznie na zachwyt – jest jednak mały problem – większość obecnie dostępnych zegarków na rynku wymaga konkretnych urządzeń. Smartwatch Samsunga nie skomunikuje się ze słuchawką LG, mimo że działają na tym samym systemie operacyjnym. Wyjątkiem są mocno podejrzane produkty ”made in China”, które za niewiele ponad 100 złotych oferują pełną kompatybilność ze wszystkim, co na rynku istnieje. Nie zdziwiłbym się, gdybym zobaczył w specyfikacji, że obsłuży Amigę 500…

Reklama dźwignią handlu

Przeglądając oferty sprzedaży w sieci, dochodzę jednak do jednego wniosku – marketingowcy chyba jeszcze nie do końca odkryli, do czego inteligentne zegarki są zdolne. Opisy w sklepach internetowych są skąpe, podają tylko ich podstawowe parametry. Od czasu do czasu pojawiają się pojedyncze slogany w stylu „Zadbaj o zdrowie dzięki pulsometrowi”, albo „Korzystaj z odporności na kurz i wodę”.

Technologia osiągnęła takie stadium, że miniaturyzacja wyświetlacza, baterii i całej elektroniki nie jest żadną przeszkodą. Można zatem zbudować coś dużo mniejszego od smartfona, co będzie miało jakąś funkcjonalność. Trzeba jeszcze znaleźć niszę rynkową, którą będzie się dało nowym produktem zapełnić. Na przykład inteligentnymi zegarkami. I tu dostrzegam potężną lukę w marketingu niezłych firm (Apple czy Samsung), które chyba nie mają pomysłu, jak ów produkt sprzedać.

Bo oto istnieje coś fajnego, co każdemu gadżeciarzowi wyda się interesujące. Zegarek z Androidem lub iOS’em – to przecież brzmi świetnie. Do tego wyświetlacz OLED, najlepiej wygięty. Wszystko zapakowane w ładną, dizajnerską obudowę. Wydaje się, że smartwatch to strzał w dziesiątkę (albo raczej kieszeń konsumenta). Pojawia się jednak zasadnicze pytanie – do czego mi to potrzebne?

Teoretycznie wiadomo – smartwatch powinien zaoszczędzić czas i zapewnić wygodę. Tylko czy na pewno tak się dzieje? Czy mając takie cudo na ręku, nie będziemy mimo to odruchowo sięgać do kieszeni po telefon? A jeśli zapomnimy wieczorem naładować baterie w zegarku, to czy nie spowoduje to nazajutrz efektu odwrotnego do zamierzonego?

Rychły koniec?

O ile istnienia tabletów początkowo też nie mogłem zrozumieć, ale po stosunkowo krótkim czasie nie potrafię bez nich żyć, o tyle idei smartwatcha chyba nie kupuję w całości. Być może urządzenia te w jakiś sposób zdobędą rynek, ale przy obecnym poziomie reklamy i marketingu nie wróżę im wielkiego sukcesu.

Rażące jest to, że urządzenia te zostały wciśnięte na rynek siłą. Nie są realną odpowiedzią na realne potrzeby konsumenta. Jeżeli ktoś ma nowiutkiego iPhona to przecież ma go po to, żeby się nim pochwalić (mówię tu oczywiście o potencjalnych klientach inteligentnych zegarków, czyli „gadżeciażach”). W świecie gadżetów z logo nadgryzionego jabłka czy zielonego robocika nie ma więc miejsca dla iWatcha czy Moto360.

Obecnie trwający wyścig zbrojeń w zakresie smartwatchy, który najlepiej było widać na tegorocznej edycji targów IFA, to bardziej kwestia prestiżu niż wizja przyszłości elektroniki użytkowej. Podobnie było dwa lata temu z ekranami OLED w telewizorach, pięć lat temu (czy może już dawniej?) z technologią 3D. Rynek obnażył i zweryfikował przerost formy nad treścią – 3D właściwie już nie istnieje, OLED-y pozostały tylko w smartfonach. Obawiam się, że podobny los czeka inteligentne zegarki. Czy mam rację? Czas pokaże.

 

[FM_form id="2"]
Korzystam
Jak wybrać konto osobiste?
Korzystam
Kuchta czy kobieta wyzwolona?
Korzystam
Jakie potrzeby społeczeństwa zaspokajają seriale?