Myślę

Zakupy na arenie konkurencji


Dawniej zdobywanie niezbędnych do przeżycia przedmiotów ograniczało się do polowania, wciąż jednak mamy wiele wspólnego z naszymi praprzodkami. Czasami znamiona prawdziwej walki dostrzec można w zwykłych zakupach. 

Genów nie da się oszukać

Psychologowie ewolucyjni, z dr. Geoffreyem Millerem (amerykańskie naukowiec z University of New Mexico) na czele, od lat zastanawiają się nad tym, co pcha ludzi ku konsumpcjonizmowi. Według wyników ich badań współczesne zachowania ludzi mają swoje korzenie w prehistorii, gdy ludzie kształtowali dopiero swoje podstawowe cechy. Jak wiadomo – by przetrwać, musieli umieć zdobyć pożywienie, zapewnić sobie jako takie bezpieczeństwo oraz rozmnażać się. Wiele ich zachowań miało zatem na celu przypodobanie się płci przeciwnej.

W czasach, gdy w pary dobierano się na nieco innych zasadach niż dzisiaj, i tak kluczowe znaczenie miały zarówno cechy fizyczne (atrakcyjność), jak i możliwość pochwalenia się osiągnięciami, takimi jak dobre wyniki na polowaniu, tężyzna i siła fizyczna (ważna w walce). Trzeba było pokonać konkurentów, pokazać, że się jest lepszym od innych. Zdaniem psychologów taka potrzeba przetrwała do dzisiaj.

Oczywiste jest jednak, że realia uległy diametralnej zmianie. Już nie musimy posiłku czy odzienia zdobywać podczas polowania. A więc gdzie, jak? Otóż – kupujemy je! Książka „Spent” autorstwa wspomnianego już dr. Millera ukazuje dokonywanie zakupów jako współczesną arenę konkurencji. Nabyte przez nas przedmioty i usługi odzwierciedlają (nie tylko płci przeciwnej, ale i całemu społeczeństwu) nasz status, zamożność – atrakcyjność. Zgodnie z tą ewolucyjną teorią konsumpcjonizm jest niejako wpisany w nasze geny, choć obecnie robienie zakupów zakrawa czasem na parodię.

Superpromocje, zachęty, pokusy…

Rynek napędza klientów, klienci napędzają rynek. Machina się kręci, nabiera zawrotnego tempa np. przed świętami, zwalnia w okresie urlopowym (wtedy jednak szaleństwo konsumpcji dopada regiony wypoczynkowe). Świat kręci się wokół pieniądza, kapitalizm pozwala nam mieć dostęp do wszelkich uciech, a zwykły, szary Kowalski jakoś próbuje się w tym wszystkim odnaleźć. O ile ma trochę oleju w głowie, o tyle próbuje zachować dystans; planuje wydatki; nie ulega wszystkim pokusom; czerpie radość nie tylko z tego, co da się kupić.

Kupowanie jest jednak nieuniknione. Niektórym przypomina dynamiczne polowanie, dla innych jest leniwą rozrywką. Badania zlecone kilka lat temu przez operatora kart Visa wyszczególniły kilka typów zachowań w trakcie zakupów. Typologia oparła się na porównaniu do znanych nam zachowań czy temperamentów zwierzęcych. Okazuje się, że najczęściej zachowujemy się (a dokładniej – Brytyjczycy, wśród których przeprowadzano testy) jak gepardy. Z zawrotną szybkością dokonujemy zakupów (najchętniej w pojedynkę), polujemy na okazje, na resztę nie starcza nam sił.

Na arenie spotykamy gepardy, lwy, zebry i słonie…

Alternatywą dla zakupowych samotników są „lwy” – osoby kupujące strategicznie, w grupie, ale niekoniecznie długo. Więcej czasu poświęcają na kupowanie tzw. guźćce, wyszukując powoli atrakcyjne oferty. Nieśpieszne tempo wykazują zebry (w tej grupie jest najwięcej kobiet). Ludzie w typie pawiana są impulsywni, ulegają emocjom, a tym samym korzystają z promocji i okazji cenowych. Jedynie 9% osób to „słonie”, które na spokojnie kupują tylko to, co zaplanowały.
Oczywiście nasze temperamenty oraz stopień przywiązywania uwagi do dóbr doczesnych mają kluczowe znaczenie w powyższej kwalifikacji. W czasie przedświątecznych zakupów także włącza się w nas społeczny instynkt stadny. Pędzimy tam, gdzie tłum (bo na pewno coś ciekawego tam można dostać), robimy górę zakupów (na zapas!), oblegamy zatłoczone parkingi i centra handlowe w godzinach szczytu… Z drugiej strony, zgodnie z teorią ewolucyjną, walczymy z konkurencją o najlepsze kąski – i to właśnie wtedy dochodzi do najbardziej żenujących scen wyrywania sobie towarów z rąk…

Konsumpcjonizm – diagnoza i leczenie

Ogólnie można powiedzieć, że konsumpcjonizm, walka o najlepsze okazje, otaczanie się z różnych powodów zbyt wieloma przedmiotami to pewnego typu choroba społeczna. Oczywiście cierpimy na nią w różnym stopniu, inne są też „objawy” u mężczyzn, a inne u kobiet (ale podobno i tak stereotypowe).
Jest jednak kilka sposobów na ograniczenie destrukcyjnego zakuposzału. Przede wszystkim od zakupów i „nagłych, wielkich potrzeb” trzeba się zdystansować, czyli najprościej dać sobie np. kilka dni na przemyślenie, czy faktycznie dana rzecz jest nam potrzebna. A może mamy coś podobnego, ale starego, zapomnianego? Warto to odnowić – pieniądze zostaną w portfelu, a my spędzimy czas kreatywnie. Nie wszystko też trzeba mieć nowe! Niby serwisy aukcyjne z rzeczami używanymi kwitną, ale wciąż wielu z nas nie wyobraża sobie zakupów w „second hand” – niesłusznie. Idąc tym tropem, naprawdę warto pożyczać. Nie tylko książki z biblioteki, ale też sukienkę na wesele od przyjaciółki, namiot od znajomych, ubranka dla niemowlaka od siostry…

Warto też pamiętać, że naprawdę mało osób zwraca uwagę na oryginalność produktów. Większość mężczyzn nie zauważy, a więc i nie doceni, firmowej torebki czy butów za kilka stów. Lepiej już postawić na coś tańszego, choć dobrej jakości. Wyzbywając się zakuponałogów, dobrze także nie być pożeraczem nowinek technologicznych, które w pierwszych miesiącach kosztują krocie, a potem – dużo, dużo mniej.

Ograniczanie konsumpcjonizmu to droga długa i często niewygodna. Oczywiście nie chodzi o ascezę, ale o zdrowy umiar. Wpadając w sidła zakupów, naprawdę możemy stracić rozum. A wraz z nim – ciężko zarobione pieniądze.

 

[FM_form id="2"]
Myślę
Zrozumieć Davida Lyncha
Mieszkam
Samotność w tłumie, czyli jak wyglądają dzisiejsze relacje sąsiedzkie
Myślę
Przekaz podprogowy – prawda czy mit?