Żyję

Bajki dla dzieci


Pewnie każdej młodej mamie i młodemu tacie zdarza się czasami – zazwyczaj w chwili, gdy muszą zrobić coś bez stałej asysty swego potomka – włączyć bajkę, z nadzieją na chwilę względnego spokoju. Czy jest w tym coś złego?

Tak, tak, wiem – jesteście odpowiedzialni i planowaliście kształtować wrażliwość waszych pociech wyłącznie w skansenach i na publicznych obronach prac doktorskich. Może tylko troszkę przesadzam… Ale czy pokusa chwilowego uwolnienia się spod czujnej kontroli dziedzica to grzech? Przecież nie jest fanaberią zachcianka zrobienia zupy bez przyrośniętego malca na biodrze lub umalowania się bez konieczności wsadzania trzódki do wanny. Poza tym durny czas spędzony przed ekranem nie musi być stracony, szkodliwy. Jakieś bajki są z pewnością źródłem wielu bodźców, które mogą wpłynąć pobudzająco na rozwój dziecka. Na koniec – przecież sami uwielbiacie oglądać filmy. I nie ma to nic wspólnego z odważną decyzją pozbycia się telewizora. Żyjemy w dobie Internetu i dla wielu młodych rodziców taki przeżytek nie jest potrzebny, tak samo jak Trudne Sprawy.

Jakie bajki wybrać?

Niezwykle istotną kwestią przy wyborze bajek, bo na nich tym razem się skupimy, jest uświadomienie sobie w jakim wieku jest nasze dziecko. Jak bowiem pokazuje doświadczenie, większość rodziców nie widzi nic niewłaściwego w tym, że dwuletni berbeć ogląda Spidermena czy Violettę. Tymczasem kreskówka ta lub serial może być brutalnym gwałtem na jego psychice. Oczywiście z czasem dziecko przestaje się bać i nie komunikuje nam , że oglądanie takiej makabry krzywdzi je, przerasta i rozdrażnia. Nie mam nic przeciwko Superbohatrerom i dobrej akcji, ale w odpowiednim czasie i miejscu.

Źródło: fotoszoko.blox.pl

Źródło: fotoszoko.blox.pl

W normalnych warunkach, ekstremalnym przeżyciem dla dwuletniego dziecka byłoby obserwowanie gdakających kur, ślubu księżnej Kate czy jadącego pociągu. Mnogość akcji, bodźców, emocji i, nie bójmy się tego słowa, agresji występującej w większości cartoonsów, jest zabójcza. To tak, jakbyśmy sobie ni stąd ni zowąd zafundowali maratonik Piły, przeplatanej filmami Larsa von Triera i Roberta Rodriqueza. Pomijam fanatyków. Sprawa jest prosta, dziecko to człowiek, który dopiero kształtuje swoje emocje. Dopiero się uczy, że nie wypada wyrywać zabawek innym dzieciom i zdejmować majtek przy obcych, a co dopiero wgryzać się w intrygi, romansiki i wojny fikcyjnych postaci. Im prościej tym lepiej, im normalniej i spokojniej, tym i nam będzie lżej po zakończeniu seansu.

Klasyka widza nieletniegoBaj

Spróbuję zaproponować kilka tytułów – może zresztą rozwiniecie tę listę? Postawmy na klasykę. Bolek i Lolek, Reksio, Przygody Misia Uszatka, Niezwykła Podróż Baltazara Gąbki, Pomysłowy Dobromir, Przygody Koziołka Matołka czy ostatni hit – Parauszek – nigdy nie zawiodą. Bohaterowie są mili, ale nie nudni, ich przygody ciekawe, ale nie szokujące. Obraz nie jest krzykliwy, postaci nie są hałaśliwe, a ich nadrzędnym celem nie jest sprawienie innej osobie przykrości.

Świnka Peppa (fenomen, który zrozumieją i zaakceptują tylko rodzice, którzy „przejdą” przez ten etap), Szczęśliwa Lokomotywa vel Parowóz Tomek, Małpka Gorge. Trzy Małe Kotki oraz niezawodny Strażak Sam to zagraniczne przeboje eksportowe filmów dla dzieci.
Ruchome obrazy wpływają na dzieci tak samo jak na nas: śmieszą, wzruszają, straszą, uczą, inspirują… tylko znacznie intensywniej.

 

[FM_form id="2"]
Żyję
Koniec mody na brody – nadchodzą księcioseksualni!
Żyję
Jacek Bożek: Ekologicznie i ekonomicznie
Żyję
Studenci z prowincji przyjeżdżają do Krakowa i tu pozostają