Doświadczam

Broda nie tylko dla hipstera


 

(flickr/by CC/macnz2000)

(flickr/by CC/macnz2000)

Dziś już nie tylko popi, Święty Mikołaj czy rockmani z ZZ TOP mogą pochwalić się bujnym zarostem. Broda weszła na dobre do mainstreamu, ba, nawet na salony. Wielu aktorów na czerwonym dywanie prezentuje solidnie owłosione twarze, dżentelmeni reklamujący eleganckie garnitury, modele na wybiegu też odstawili żyletki. Zastanawialiśmy się już kiedyś, co w brodzie siedzi, dziś temat powraca w nowej odsłonie.

Broda dla komandosa

Powstał nawet Tactical Beard Owners Club zrzeszający około tysiąca żołnierzy, operatorów sił specjalnych i przedstawicieli służb mundurowych. Historia klubu zaczęła się ponad dziesięć lat temu od misji w Afganistanie. Tam „zielone berety” przestały się golić, próbując przystosować się do panujących warunków kulturowych. Po prostu dla Afgańczyków facet bez brody był niepoważny, niegodny rozmowy. A „specjalsi” odróżniali się w ten sposób od zwykłych trepów, którzy golić się muszą.

Wedle popularnych memów mężczyzna z brodą wie, gdzie jest najbliższa góra, perfekcyjnie posługuje się siekierą, a żeby spróbować miodu, po prostu żuje pszczoły. Broda – niektórym pozornie dodaje siły, innym mądrości, a większości podobno gwarantuje powodzenie u kobiet. Aleksandra Woldańska-Płocińska w książce „Co dwie brody to nie jedna” opisuje reakcje poddanych cara Piotra Pierwszego na nakaz golenia bród: Bóg pozwolił mężczyźnie zapuścić brodę, aby widząc tę piękną ozdobę, pozbawiona jej kobieta podziwiała swego męża, była pokorna i uległa. A sięgając do nauk biologicznych, owłosienie twarzy to u mężczyzn trzeciorzędowa cecha płciowa. No i zdecydowanie najbardziej widoczna. U kobiet w grupie takich cech są piersi. Jeśli obie te cechy działają podobnie na każdą z płci, to mówimy tu o dużych siłach. Jakby człowiek się nie bronił – to natura. Naturalną koleją rzeczy jest też fakt, że te włosy na gębie po prostu rosną. Można z tym walczyć, ale po co?

(Flickr/by CC/giopuo)

(Flickr/by CC/giopuo)

Każda broda jest dobra, jednak zadbana jest lepsza. W zasadzie jak wszystko na świecie. Zapuszczanie brody można podzielić na stadia – pierwsze to tygodniowy zarost, potem jest etap marynarza/drwala, po trzech miesiącach już zaczynasz przypominać jeńca wojennego, by w końcu dzieci mogły wołać za Tobą „Patrz, czarodziej!”. Długość brody oczywiście ma tu znaczenie, ale ważny jest też jej kształt i ogólny stan.

Broda dla dżentelmena

Zarost można pielęgnować samemu, ale wychodzi to mniej więcej jak własnoręczne strzyżenie, czyli średnio. Można się też udać do jednego z eleganckich barbershopów, gdzie poza tradycyjnymi usługami, wykwalifikowana załoga fryzjerów wymodeluje też zarost. Wydawałoby się to prostą robotą, ale w tym wydaniu już nosi znamiona sztuki. Nierzadko golibroda pobierał naukę za granicą u mistrzów grzebienia i brzytwy, którzy pod uwagę biorą każdy włosek, przycinając go z dokładnością co do milimetra. Odpowiednio ostrzyżona głowa i wymodelowana broda potrafią zdziałać tyle, co makijaż u kobiet. Zmieniają rysy twarzy, podkreślają, co mają podkreślić, bywa, że z leśnego dziada robią dżentelmena.

Ceny za samą brodę zaczynają się już od 60 złotych, jednak kompleksowa usługa wyniesie już ponad 150 złociszy. Dla płci pięknej to podobno żaden wydatek, ale spróbuj przekonać brodacza, że jednak powinien raz na pół roku przeznaczyć równowartość trzech zgrzewek piwa na fryzjera. Można do tego podejść z innej strony – gdy już raz profesjonalista nada owłosieniu pożądany kształt, ostrzyżony osobnik może próbować to odwzorować w domu. Jak się znudzi albo nie wyjdzie – znów do barbera. Poza usługami w takim przybytku można też dostać całą gamę kosmetyków do włosów. Olejek nadający blask włosom, pomadę do wąsisk, szampon do brody, grzebyki i mnóstwo innych klamotów, które kusząc stylowymi opakowaniami, wydają się niezbędne. A może brodzie wystarczy tylko odrobina miłości?

(flickr/by CC/pimgeerts)

(flickr/by CC/pimgeerts)

Na pewno nie zaszkodzi, tak samo jak codzienne mycie i czesanie. Ale dobrze wiedzieć, że są też rozwiązania dla poszukujących odrobiny luksusu. No i jest gdzie przepuścić pieniądze zaoszczędzone na maszynkach, piance i balsamie po goleniu. Żeby efekt był pełniejszy, można zostawić zarost samopas na dłuższy czas i udać się do fryzjera dopiero w momencie, kiedy obcy ludzie zaczną proponować bułkę, a ochrona sklepowa będzie śledzić każdy krok. Myślę, że nawet najemnik zakapior, członek klubu posiadacza taktycznej brody, po rocznym pobycie na pustyni, chętnie odświeży wizerunek i uda się do golibrody.

Mało kto o tym mówi, ale posiadacze zarostu są od gołowąsów zdecydowanie mniej narażeni na znalezienie pod choinką świątecznego zestawu po goleniu. No i wszyscy mówią do nich per Pan.

 

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Steve Wheen – człowiek, który zakłada ogródki w dziurach drogowych
Doświadczam
Kalina Jędrusik – dama polskiego kina
Doświadczam
Stres powoduje wrzody żołądka? Prawda czy mit?