Doświadczam

Polskie horrory i Marek Piestrak


Polskie kino nie kojarzy się z horrorem. Kino grozy w rodzimej kinematografii traktowane jest z przymrużeniem oka. Warto jednak się z nim zapoznać, bo może to być niezła rozrywka na zimowe wieczory.

Edukację najlepiej zacząć od twórczości Marka Piestraka, najbardziej znanego i docenianego polskiego twórcy tego gatunku. Ukończył on wydział reżyserii w łódzkiej filmówce. Współpracował z tak ważnymi osobistościami polskiego kina jak Tadeusz Konwicki czy Krzysztof Kieślowski a na planie „Dziecka Rosemary” Romana Polańskiego odbył praktykę.

Ten reżyser zafascynowany amerykańskim kinem rozrywkowym, odważył się sięgnąć po filmy gatunkowe, w czasie, kiedy w kraju dominowało kino moralnego niepokoju. Filmowy świat Piestraka to: sataniści, wilkołaki, żywe trupy, detektywi, gumowe węże. Co prawda zdarzali się w polskim kinie inni twórcy sięgający po kino grozy czy sci-fi, ale tylko on realizował i jedno, i drugie. Nazywany jest polskim Edem Woodem, co nie jest do końca sprawiedliwe. Wszelkie niedociągnięcia, siermiężność i kiczowatość jego produkcji wynikają często nie z braków warsztatowych, ale z realiów w jakich filmy powstawały. Trzeba podkreślić, że wiele jego obrazów odniosła naprawdę duży sukces komercyjny.

Swego czasu był uwielbiany przez publiczność polską, ale także czeską i rosyjską. Jego filmy dawały namiastkę zachodnich produkcji i rozrywkę, jakiej brakowało w kinematografii PRL-u. Jedyny zarzut, dość jednak poważny, jaki naprawdę można postawić Piestrakowi, to, że nie potrafił prowadzić aktorów. W jego filmach często była naprawdę dobra obsada, niezły scenariusz, a mimo to postaci były drewniane i zupełnie bez życia, nawet wtedy, kiedy nie były to trupy. Oczywiście dziś wiele tricków z „Klątwy doliny węży” czy „Powrotu wilczycy” trąci myszką i bardziej bawi niż straszy, jednak nie można tym filmom odmówić klimatu i swego rodzaju naiwnego wdzięku. Oto kilka propozycji.

Wilczyca

Najpopularniejszy horror Marka Piestraka z 1982 roku. Akcja toczy się gdzieś w XIX-wiecznej Polsce. Maryna, po odtrąceniu przez męża sprzedała duszę diabłu i zaczęła parać się magią. Umierając przeklina mężczyznę, a po śmierci prześladuje go pod postacią wilka. „Wilczyca” to klasyczny horror z mgłami, grobowcami, kołkami osikowymi, wyjącym w oddali wilkiem i innymi atrybutami gatunku. Akcja filmu jest bardzo nierówna, momentami ciągnie się niemiłosiernie, momentami całkiem zgrabnie przyspiesza. Jednak dla atmosfery filmów grozy w starym stylu, warto obejrzeć ten klasyk.

Powrót Wilczycy

Zrealizowany w 1990 roku film jest kontynuacją „Wilczycy”. Kamil, poeta i dekadent używa życia, romansuje i potajemnie narkotyzuje się. Nad pałacem jego kuzynów, Ziembalskich, przechodzi gwałtowna burza, podczas której zostaje rozbity grób rodzinny. Służący przynosi do pałacu dziwną czaszkę znalezioną w grobie. Kamil przyjeżdża do rodziny z nowo poślubioną Krystyną. Nocą kobietę atakuje wilkołak… Sam początek „Powrotu Wilczycy” ma kilka momentów, które zapowiadają dość ciekawą fabułę. Niestety od pojawienia się na ekranie wilkołaka, który przypomina raczej nieudaną podróbkę King Konga, z każdą kolejną sceną jest coraz gorzej. Filmu nie ratują nawet Leon Niemczyk, Jerzy Zelnik czy Henryk Bista w epizodycznej roli szalonego lekarza. Bonusem może być młodziutka Joanna Trzepiecińska, oczywiście jeśli ktoś jest fanem jej wdzięków.

Łza księcia ciemności

Inflanty, XVII wiek. Sekta czcicieli Szatana ma mu złożyć w ofierze młodą kobietę. Polscy żołnierze przerywają ceremonię, zabierają bursztynowy pierścień satanistów – łzę księcia ciemności. Jesień 1939 roku., do Tallina przyjeżdża młoda pisarka Joanna Karwicka. Jej wydawca baron Preimann współpracuje z hitlerowskimi Niemcami i chce wykorzystać kobietę do odnalezienia pierścienia, który miałby umocnić potęgę Rzeszy. Zaniepokojony zniknięciem Karwickiej detektyw hotelowy Gunnar rozpoczyna prywatne śledztwo. W tym filmie jest wszystko, a nawet więcej, bo pojawia się sporo golizny, którą Piestrak, w połączeniu z lekkimi wątkami erotycznymi, chętnie wykorzystywał w swoich filmach.

Klątwa Doliny Węży

Scenariusz „Klątwy…” oparto na opowiadaniu „Hobby dr. Travena” Wiesława Górnickiego (pseudonim Robert Stratton). Bohaterowie filmu: komandos Bernard Traven, profesor Sorbony Jan Tarnas i dziennikarka Christine Jaubert z pomocą tajemniczego manuskryptu, poszukują Doliny Węży, położonej gdzieś w Wietnamie. Docierają do komnaty z grobowcem, w którym kryją się pozostałości pozaziemskiej cywilizacji. „Klątwa Doliny Węży” to Indiana Jones na miarę PRL-u – gumowe potwory, posągi strzelające laserami, niezbyt udane połączenie grozy i sci-fi. Nie bez przyczyny to właśnie od tego filmu wzięła się nazwa polskich nagród filmowych dla najgorszych produkcji, czyli „Węży”. Produkcja swoim czasie zbierała milionową publikę a obecnie jest ulubioną pozycją miłośników złych filmów.

Lokis. Rękopis profesora Wittembacha

Ostatnia propozycja nie jest produkcją Piestraka, ale Janusza Majewskiego. Film z 1970 roku uznawany jest za pierwszy polski, poważny horror, a może film grozy. Pastor Wittembach, profesor etnologii, wyrusza na Żmudź, by prowadzić tam badania naukowe. Przebywa w gościnie u hrabiego Michała Szemiota, dotrzymuje towarzystwa doktor Froeber, odpowiedzialny za leczenie hrabiego, a także jego matki. 30 lat wcześniej kobietę zaatakował olbrzymi niedźwiedź zwany Lokisem. Po tym wydarzeniu postradała zmysły.. W 9 miesięcy później urodziła Michała, a jej stan się pogorszył. Zgodnie z podaniami ludowymi, człowiek urodzony przez kobietę zaatakowaną przez Lokisa, zmienia się co jakiś czas w niedźwiedzia i w szale atakuje ludzi. Froeber bagatelizuje jednak te przesądy, uważając, że jest w stanie wyleczyć kobietę, stosując swoje, drastyczne metody terapeutyczne.

 

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Joga jako droga do samopoznania
Doświadczam
Jak ludzie leczą kaca w różnych miejscach świata i po jakich trunkach
Doświadczam
Magia Dolnego Śląska