Korzystam

Kapele retro


Kowbojki dudnią na deskach, szerokie nogawki dzwonów falują z każdym krokiem, chude ciałka są opięte skórzanymi lub dżinsowymi kamizelami, a wszystko zwieńczone mieszaniną długich włosów i jeszcze dłuższych bród.  Na scenie – kapela retro!

To retro nie tonie

Na obskurnym ale klimatycznym podwórku młodzież ‒ zwłaszcza ta starsza ‒ ciśnie się do drzwi klubiku. Żaden tam super lokal, można wypić piwo i posłuchać muzyki na żywo. Chodzi raczej o to jakiej muzyki. Na malutką scenę wchodzi trzech kolesi, którzy wyszli prosto z teleportera, albo zostali obudzeni po dłuuugiej hibernacji. Chewbacca mógłby im pozazdrościć zarostu. Tak wygląda niemieckie trio Kadavar. Stylówa na sto procent, a jak tam z graniem? Już z pierwszymi dźwiękami można dojść do wniosku, że grają tak jak wyglądają, czyli jak na lata 70-czadowo. Ale zaraz, przecież mamy XXl wiek, panowie powinni już być dziadkami. To te niemieckie hibernatory tak dobrze działają? Nic z tego, kapela powstała w 2010 roku, a w Polsce pojawiła się pierwszy raz w 2012 roku, na zaproszenie Agaty Rutkowskiej z agencji koncertowej Ceremony Booking. A minionej jesieni zagrała po raz kolejny na zaproszenie PW Events.

To nie pierwszy raz, kiedy trio przeniosło publiczność koncertową w lata 70-te. Wcześniej zaprosiło fantastyczny zespół Brutus z Norwegii, Flying Eyes z USA, czy coraz bardziej popularne szwedzkie Blues Pills. Ponadto w 2013 roku na Off Festiwalu grał brytyjski Uncle Acid and the Deadbeats. Wszystkie te kapele z różnych stron świata grają w podobnym klimacie, jak ich protoplaści, czyli Black Sabbath, Deep Purple czy Led Zeppelin. Można to nazywać czymś w okolicach retro psychodelicznego hard rocka pomieszanego z bluesem czy stonerem. Nieważne, chodzi o to, żeby były gitary, a nóżka latała. A lata, bo ta muza gra nieprzerwanie od 1968 roku, kiedy Ozzy i Paige wygrywali pierwsze kawałki.

Muzyka retro

Wyjątkowo mocno tego typu grupy trzymają się w krajach skandynawskich. Może to wynika z tego, że w szkołach większą wagę przykłada się do nauki muzyki niż religii, a młode zespoły mogą liczyć na sporą pomoc finansową płynącą z domów kultury, na przykład w postaci grantu na nagranie płyty. Agata nadal nie może wyjść z zachwytu po wizycie w szwedzkim mieście Orebro, skąd wywodzą się m.in. Truckfighters, Whitchraft czy połowa formacji Graveyard i punkowy Millencolin. Duch hard rocka jest namacalny na każdym kroku, mówi. Mnóstwo kapel, koncertów, wspólnie jamujących brodatych muzyków ledwie widocznych spoza gęstego dymu. W Niemczech tego typu klimat był podciągnięty pod szersze określenie: krautrock. Pod tą nazwą kryje się zarówno elektroniczny Kraftwerk jak i rozmaite posthipisowskie psychodeliczne gitarowe odjazdy. Nieprzerwanie od 1968 na przełomie lipca i sierpnia, co roku, jest organizowany Burg Herzberg festiwal. Na scenie i pod nią bawią się zarówno dinozaury, jak i młodsze towarzystwo.

A co u nas? A no niewiele. Ograniczony dostęp do zagranicznych nagrań jak i to, że według Agaty Rutkowskiej po prostu nie czuliśmy tej muzy, spowodowały, że nie ma u nas wielu wykonawców czy imprez w tym nurcie. Obecnie w Dolinie Charlotty organizowany jest co roku koncert dla ojców albo już i dziadków ‒ Festiwal Legend Rocka. W zeszłym roku grał tam Jethro Tull i Bob Dylan, w tym roku potwierdzony jest ZZ Top i po raz kolejny Santana.

Weterani powiedzą, że to są właśnie ojcowie tej muzy, a dzieciaki tylko kalkują i powtarzają to, co już wymyślono czterdzieści lat temu. Jasne, prawie wszystko już było, ale warto posłuchać tych młodych retro kapel. Tu nie ma miejsca na niepotrzebną szopkę. Koncerty są proste, bez wielkiej oprawy świetlnej. Tak jak i muzyka, ale już trzy osoby są w stanie uczciwie zagrać. Specjalnie kupują stare wzmacniacze i głośniki, żeby nadać dziełom starsze brzmienie, a albumy wydają na wracających do łask winylach. I uwierzcie mi – występ takiej grupy jak Kadavar naprawdę może przenieść w czasie. Na chwilę zapomniałem o telefonie komórkowym i zacząłem sprawdzać, czy aby mi nie urosły włosy, a spodnie nie rozszerzyły się na dole.

Bądźcie czujni, może i w Waszej okolicy wylądują wprost z innej czasoprzestrzeni muzycy w starym ogórku. Jako że nie należą do mainstreamu, gorąco polecam na własną rękę odkrywać coraz to nowsze kapelki i śledzić newsy koncertowe. Ceremony Booking, jak i inne agencje koncertowe, nie śpi, także najazd brodaczy z gitarami jest możliwy w każdej chwili. W tym roku obowiązkową pozycją jest koncert Red Fang i Turbowolf. Za sprawą chłopaków z Knockout Productions kapelki zagrają w kraju aż dwa razy ‒ 26 kwietnia we wrocławskim Alibi i dzień później w krakowskiej Fabryce. Stay tuned.

 

[FM_form id="2"]
Korzystam
Auto mam i naprawiam sam, czyli ile komputera jest w aucie
Korzystam
Torba, plecak czy pokrowiec – w czym nosić laptopa?
Korzystam
Wyobraźnia ludzka bez ograniczeń. Nietypowe sporty z całego świata