Doświadczam

Gdzie na piwo?


Jasne pełne ‒ najpopularniejsze piwo w Polsce, piana na dwa palce, gazu mniej więcej tyle, ile kupujemy od Rosjan i niezmienne 5,5 % mocy. Jedno do obiadu, dwa do filmu, sześć podczas meczu, a dwanaście do grilla. 

Bar wielobrowar

Najlepiej butelkowe, bo to z puszki gorzej smakuje. Kluczowy jest też stosunek zawartości alkoholu do ceny. Nierzadko procenty mocy bywają mylone z ilością ekstraktu, dlatego w zdaniu: „Bierzemy Mocarza, 12 voltów, to musi sieknąć” odnaleźć można dwa błędy. Jeden merytoryczny ‒ vol. na etykietach pochodzi z angielskiego volume, czyli objętość i wskazuje na zawartość alkoholu, a z prądem ma jedynie tyle wspólnego, że niebezpiecznie używany też może porazić. Oczywiście, bywają piwa o mocy 12% i wyższej. Jeśli zatem chodzi o liczby na etykietach, to ta wyższa zawsze będzie wskazywać ekstrakt, którego ilość wpływa na głębię i nasycenie smaku, a ta niższa będzie określała jaką moc ma dany napój. Żeby było jasne ‒ nie namawiam do pijaństwa i proszę o rozwagę. Zresztą każde kolejne smakuje tak samo…

Piwo – rodzaje

Poza podziałem na słabe/mocne nawet amator potrafi rozróżnić piwo jasne od ciemnego. Chociaż najczęściej dopiero po przelaniu go do szkła bezbarwnego. W Polsce nigdy nie było mocnej gałęzi ciemnych browarów, przez co wszystko, co ma inny niż złoty kolor, bywa kojarzone ze słabo pijalnym porterem. Na szczęście od paru lat ta sytuacja się zmienia, i nie dość, że mamy dostęp do zagranicznych warek, to dodatkowo rodzimi producenci też próbują swoich sił w innych gatunkach niż pilzner czy lager.

Pojawiły się zagraniczne nazwy, obok kiedyś zasłyszanego, ale czy stout są bocki, radlery IPY, PIPY. Półki sklepowe uginają się pod coraz to wymyślniejszymi mieszankami z browarów rzemieślniczych i regionalnych a w modnych multitapach można osuszyć kufel każdego z ponad kilkudziesięciu piw z całego świata.

Nazwa jak widać zapożyczona, my moglibyśmy używać określenia bar wielobrowar, chociaż to brzmi trochę jak dąb Bartek albo Darz Bór! W każdym razie chodzi o miejsce, dokładniej knajpę, gdzie można spróbować wielu rodzajów piwa zarówno z zagranicznych jak i polskich małych browarów. W całym kraju w większych miastach można znaleźć taki lokal. W Krakowie to „Omerta”, „Strefa Piwa” i „House of Beer”, Wrocław może się pochwalić „Zakładem Usług Piwnych” i „Kontynuacją”, zaś na północy polecana jest gdańska „ Degustatornia” i gdyńskie „Kandelabry”. Znane warszawskie puby to „Kufle i Kapsle”, „Piw Paw”, gdzie nigdy nie ma miejsca, „Cuda na Kiju” – mekka hipsterskiej młodzieży (w tym, jak zauważył mój kolega, również i dziewcząt ), nowo otwarty „Hopsters” i moja ulubiona, choć całkowicie pozbawiona klimatu, „Chmielarnia”. Oczywiście w każdym z tych przybytków można coś wrzucić na ząb, ale podstawowa działalność to lanie piwka.

O ile wybór lanych oscyluje od sześciu do szesnastu, to w butelkach jest tego trzy razy więcej. Ceny zaczynają się od ośmiu, by dojść nawet do pięćdziesięciu złotych za flakonik chmielowego specjału. Beczki podpinane do kranów są zmieniane dosyć często i można czasem trafić na ciekawy napój, choćby nowozelandzki specjał, którego jedyną w Europie beczkę, knajpa zamawia akurat dla swoich klientów.


Jeśli masz wątpliwość lub chcesz się dowiedzieć które piwo jak smakuje, po prostu idź do takiego przybytku. Nie będę się rozpisywał na temat niuansów smakowych poszczególnych gatunków piwa, każdy ma przecież inne preferencje smakowe, które mogą się zmieniać w różnych okolicznościach.
Warto jednak spróbować czegoś nowego, poznać nowe smaki, wyjść poza koncernowe wytwory.

Z pierwszą wizytą mnogość „bronków” po prostu przytłacza, ale po to jest fachowa obsługa, żeby wszystko opisać i wyjaśnić. A jeśli nie uda się wam uzyskać odpowiedzi na pytanie jak smakuje i czym jest to, co leją, proponuję zmienić bar. Na dobry początek można samemu dowiedzieć się o taki parametr jak pijalność. To barmani wiedzą na pewno. Jeśli jest wysoka oznacza to, że można w siebie wlać więcej niż pół litra, nie siada na żołądku i nie paraliżuje kubeczków smakowych. Warto poznać też taki parametr jak IBU. Jest to określenie skali gorzkości, skrót od International Bittering Units. Przeważnie osiąga dwucyfrowy wymiar, jednak już powyżej 40 robi się naprawdę gorzko. Średnia wartość to około 20 IBU.

Z taką wiedzą – o mocy, ilości ekstraktu, kolorze i goryczce śmiało można już wybrać piwo, które będzie wam smakowało. Potem już będzie tylko lepiej. Po zapoznaniu się z podstawowymi smakami i rodzajami przyjdzie czas na eksperymenty, które oczywiście nie doprowadzą do żadnego nieszczęścia. Chyba, że się zamówi włoskie piwo na wodzie morskiej… Ale nadal jedyną stratą będzie parę(naście) złotych, a doświadczenie zostanie na całe życie.

 

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Do lasu z lornetką
Doświadczam
Dlaczego jeździmy na festiwale muzyczne – dla muzyki czy z innych powodów?
Doświadczam
Zygzakiem Przez Świat- gościnnie na FiGeneration