Myślę

Komputery do zadań specjalnych


Spora skrzynka zajmująca miejsce pod biurkiem, szumiąca jednostajnie i mrugająca diodami. Czy ktoś z was używa jeszcze takiego komputera? Komputer nieodmiennie kojarzy mi się z „pecetem”. 

Krótka historia peceta

Historia komputera to nieodmiennie historia miniaturyzacji. Pierwsze maszyny liczące, które można określić mianem komputera, zajmowały przestrzeń sporego mieszkania, a ich zapotrzebowanie na energię zaspokajała niewielka elektrownia. Chyba najbardziej znanym przykładem jest ENIAC – potwór o wadze 27 ton, zajmujący powierzchnię 140 metrów kwadratowych…
Kolejnym etapem, przynajmniej w rozwoju polskiej informatyki, była Odra. Seria komputerów produkowanych we Wrocławiu od lat 50-tych XX wieku, praktycznie bezawaryjnych. Ostatnie sprzęty tego typu użytkowane przez PKP zostały wycofane z eksploatacji… w 2010 roku.

Powyżej przypomniane wynalazki były bezpośrednimi przodkami komputerów klasy PC, czyli osobistych, biurkowych maszyn liczących. Pierwsze tego typu maszyny pojawiły się w latach 70-tych. Konstrukcje takich firm, jak IBM czy Xerox nie były szeroko dostępne dla zwykłych użytkowników. Tak naprawdę komputer stał się urządzeniem „osobistym” dopiero na początku lat 80-tych. Jak można się domyślać, palmę pierwszeństwa dzierżą firmy Apple oraz IBM.


Ze względów geopolitycznych komputery w naszym kraju pojawiły się dopiero dekadę później. Początek lat 90-tych to prawdziwa rewolucja komputerowa w naszym kraju. W coraz większej ilości domów zaczęły się pojawiać mityczne już „cztery-osiem-sześć”, podpięte do maksymalnie 15-calowych monitorów, najczęściej jeszcze monochromatycznych.

Od tego czasu minęło ćwierć wieku. W naszych domach gościły właśnie takie typowe, skrzynkowe komputery PC. Tak naprawdę dopiero ostatnia dekada dała przeciętnemu Kowalskiemu laptopa, tablet i smartfon.

Jeśli się dobrze rozejrzymy, to w każdym domu znajdziemy obecnie kilka, jeśli nie kilkanaście komputerów. Najprostszy kilkuletni telefon komórkowy swymi parametrami bije na głowę pecety sprzed nastu lat.

Czy zatem w obecnym świecie jest jeszcze miejsce na klasycznego peceta? Świat przyspieszył, praca wykonywana jest w biegu, niejednokrotnie zdalnie, z domu, czy nawet z podróży. Najczęściej potrzebujemy ciągłego dostępu do poczty elektronicznej czy Twittera. Większość zadań wykonuje się obecnie z poziomu smartfona i tabletu. A jeśli już siadamy przy biurku, to najczęściej przed ekranem laptopa czy mniejszego netbooka.

PC do zadań specjalnych

Nie ma się co oszukiwać – komputery biurkowe zeszły na dalszy plan. Widać to dobrze na przykładzie badań przeprowadzanych corocznie przez firmę IDC. Porównanie wyników z ostatnich dwóch lat pokazuje spadek sprzedaży pecetów na poziomie 5-6 procent w skali roku. Wyniki trzyletnich prognoz potwierdzają dalszy trend spadkowy.
Patrząc na sytuację z drugiej strony, to po wnikliwej analizie danych firmy Gartner, obrazujących sprzedaż tabletów, widać, że rokrocznie wzrasta ona o kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt procent.

Jasno więc widać obecną tendencję rynkową – świat staje się smart, mobilny, i ogólnie „fit”. Czy zatem stare, dobre, szumiące skrzynki, odejdą do lamusa?

Niekoniecznie. O ile gry komputerowe powoli przenoszą się na konsole, o tyle specjalistyczne oprogramowanie używane w firmach, pozostaje na platformach biurkowych. Pecety mają wciąż pewną przewagę nad innymi mobilnymi konstrukcjami dzięki wydajności, a także możliwości rozbudowy lub modyfikacji.

Raz kupiony laptop po kilu latach już nie będzie w stanie obsłużyć najnowszego oprogramowania. Wymiana procesora czy karty graficznej w takim sprzęcie jest praktycznie niewykonalna – laptopy są obliczone na konkretny cykl życia, maksymalnie kilka lat.

Komputer stacjonarny daje możliwość użytkowania go przez dłuższy okres czasu. Wymiana procesora, dołożenie pamięci, dysku, kart rozszerzeń pozwala na ciągłe podążanie za najnowszymi rozwiązaniami. Dlatego też w pewnych specjalnych zastosowaniach pecety pozostaną.

Osobiście nie wyobrażam sobie projektowania np. w AutoCadzie czy Corelu na laptopie. O tabletach w tym momencie w ogóle nie rozmawiamy. Komputer stacjonarny jest po prostu wygodny. Daje możliwość podpięcia kilku monitorów, manipulatora, dowolnej klawiatury i w zasadzie wszystkiego, o czym sobie zamarzymy. Zasilacz wystarczy bez problemu na obsłużenie nawet dziesięciu dysków twardych, czy ośmiu urządzeń podpiętych jednocześnie do USB. Pecet jest rozwojowy pod każdym względem.

Jest jeszcze jeden argument przemawiający za komputerem stacjonarnym – cena. Porównując „skrzynkę” i laptopa w identycznej konfiguracji, nietrudno zauważyć sporą różnicę ceną cenie, oczywiście na korzyść komputera stacjonarnego. W tym przypadku widać, że za mobilność się płaci.

Co kto lubi

Oczywiście każdy dokonuje własnego wyboru w zależności od potrzeb. Ja tylko chciałem pokazać, że nie tylko laptopami i tabletami świat obecnie stoi. Komputery stacjonarne istnieją i prawdopodobnie jeszcze długo istnieć będą. Ja sam używam wszystkich możliwych konstrukcji – komputera stacjonarnego, laptopa, netbooka, tabletów oraz smartfona. I jeśli mam do wykonania konkretną pracę, to zawsze wybieram komputer stacjonarny. Jeśli mam ochotę na, nazwijmy to wprost: głupoty, jakimi dla mnie jest facebook, twitter, czy demotywatory, to zawsze wybiorę coś bardziej mobilnego. Moim zdaniem te urządzenia nie nadają się do niczego więcej. Przynajmniej na obecnym etapie rozwoju. Są to zabawki, które są nam wciskane niejako na siłę (kup abonament, a dostaniesz smartfona i dwa tablety „jedynie” za 200 złotych miesięcznie…).

 

[FM_form id="2"]
Myślę
Najtrudniejszy język świata
Myślę
Φ albo złoty podział, czyli piękno i harmonia opisane liczbami
Myślę
Jestem węchowcem