Doświadczam

Selfie ‒ czy wszyscy jesteśmy ekshibicjonistami?


selfie

Zdominowały portale społecznościowe, a zawodowych fotografów przyprawiają o mdłości. Autoportrety robione „z ręki” to jeden z charakterystycznych elementów naszych czasów. Czym jest, skąd się wzięło i dlaczego jest tak popularne to nieszczęsne selfie?

Co oznacza „selfie” chyba nikomu tłumaczyć nie trzeba. Mimo że słowo to znalazło się w słowniku Oxford dopiero w 2013 roku, wielu osobom wydaje się, że selfie jest stałym elementem nowoczesnego świata. Jak donosi Wikipedia, jest to rodzaj fotografii autoportretowej, zazwyczaj wykonywanej z trzymanego w dłoni aparatu. O popularności tego typu zdjęć zdecydowały dwa czynniki – rozwój elektroniki użytkowej oraz internetu.

Aparaty, wszędzie aparaty…

Przede wszystkim miniaturyzacja i dostępność elektroniki sprzyjają rewolucji, jaka dokonuje się na naszych oczach. Każdy, właściwie za darmo, otrzymuje różnorodne sprzęty elektroniczne, które wykorzystać może w dowolny sposób. Kupując pierwszy lepszy telefon komórkowy, który nie bez powodu częściej jest nazywany smartfonem, użytkownik otrzymuje w pakiecie zestaw wielu urządzeń, które jeszcze dwadzieścia lat temu zajmowałyby niemałą walizkę. Smartfon to (obok klasycznego telefonu) także nawigacja, odtwarzacz muzyki, komputer do internetu i gier, a także niezłej jakości aparat fotograficzny.

Większość telefonów posiada dwa wbudowane aparaty – jeden o niebotycznych parametrach z tyłu obudowy oraz drugi, słabszy, z przodu nad ekranem. Wprowadzenie tych drugich początkowo tłumaczył fakt usługi wideorozmów w sieciach komórkowych – aby widzieć rozmówcę i jednocześnie być przez niego widzianym. Usługa w dalszym ciągu jest dostępna w sieciach, ale czy kiedykolwiek ktoś w ten sposób rozmawiał?

Jest też inna teoria wyjaśniająca obecność małych aparacików z przodu telefonu. Podobno przez te aparaty rząd i korporacje są w stanie podglądać nasze życie codzienne. Czy to prawda, czy nie, fakty są takie, że przedni aparat najczęściej używany jest tylko i wyłącznie do strzelania sobie „słit-foci z rąsi”.

Początki selfie

Nie zawsze jednak było tak kolorowo. Początki autoportretowania to rok… 1900 [sic!]. Wtedy to na rynku pojawił się Kodak Brownie – pierwszy przenośny aparat fotograficzny. I już wtedy ludzie chcieli sami sobie cykać fotki. Nie było to jednak takie proste – najczęściej w tym celu wykorzystywano lustro. Jednym z pierwszych selfie jest autoportret rosyjskiej Wielkiej Księżnej Anastazji Nikołajewnej, która w 1914 roku, mając wówczas trzynaście lat, zrobiła sobie autoportret Kodakiem Brownie, używając w tym celu właśnie lustra.

Wikipedia Commons

Wikipedia Commons

A skoro już selfie jest zrobione, co dalej? Wywołujemy, wkładamy do albumu i przed zaśnięciem oglądamy swoje wystudiowane miny? Chyba nie tędy droga. I tu z pomocą przychodzi nam wynalazek ostatnich lat, bez którego większość nie wyobraża sobie życia – portale społecznościowe. Twory, które niejednokrotnie całkowicie zdominowały życie, zwłaszcza młodych osób. Absolutnie nie jestem wrogiem facebooków czy twitterów – sam używam i używać zamierzam. Tylko czasami, przewijając bezmyślnie przy kawie kolejne wpisy i posty nachodzi mnie myśl – po co to?

Ja facebooka i tweetera używam bardziej jako dzienników – mam „zalajkowane” strony, które mnie interesują i wrzucają ciekawe newsy. Jednak obserwując „dzisiejszą młodzież” dochodzę do wniosku, że dla tych młodych ludzi facebook jest jednak czymś zupełnie innym.
Tak jak napisałem w tytule – mam wrażenie, że „twarzoksiążka” służy wielu osobom jako medium ich skrywanego ekshibicjonizmu. Dokumentowanie zdjęciami każdej czynności życiowej, każdej nowej fryzury, każdego wyjazdu (nawet na działkę do babci) i późniejsze śledzenie polubień i komentarzy. Przyznam, że nie rozumiem tego. Za każdym razem nasuwa mi się jedno pytanie – po co?

A już najdziwniejszą dla mnie odmianą tego ekshibicjonizmu jest dla mnie selfie. Widać, że nie tylko mnie to zjawisko dziwi i szokuje. Badacze korporacyjni z całego świata dostrzegli fenomen i próbują podejść do niego od wielu stron. Przytaczane przez nich liczby szokują. Od 2010 roku widać rosnącą popularność tego typu fotek. Samo określenie „selfie” w 2012 roku znalazło się w topie dziesięciu najmodniejszych słów świata (cokolwiek to znaczy…). W 2013 roku z kolei przeprowadzono badanie, które pokazało, że przeszło dwie trzecie kobiet w wieku 18 – 35 lat na facebooka wrzuca właściwie tylko zdjęcia typu selfie.

Prawda czy mit?

Dla mnie najbardziej interesujące są jednak wyniki badań Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, które w czerwcu 2014 roku ogłosiło, że robienie sobie zdjęć z ręki jest zaburzeniem psychicznym! Co więcej, naukowcy ujęli je w klasyfikacji chorób psychicznych, a także podzielili na trzy rodzaje: Borderline, Acute oraz Chronic selfies.

Pogranicznicy, czyli Borderline, to osoby, które fotografują się minimum 3 razy dziennie, ale nie publikują zdjęć w sieci. Odmiana „ostra” oddaje się swemu fetyszowi tyle samo razy dziennie, ale dzieli się wszystkimi swymi dziełami ze światem. Najgorzej jest z chronicznymi selfiarzami, ponieważ zdjęcia robią sobie w zasadzie ciągle, a publikują je minimum sześć razy na dobę.

Powyższa informacja brzmi trochę dziwnie i tak właśnie miała brzmieć. Jest ona bowiem żartem medialnym, ale jej celem było zwrócenie uwagi na problem, który właściwie powinien być zdiagnozowany. Dotychczas zjawisko eksplorowane jest wyłącznie przez działy marketingu firm, ale już z tych badań wyłania się nieciekawy obraz.

Narcyzm jest zaburzeniem psychicznym. Podobnie jak ekshibicjonizm. A fotografie typu selfie w jawny sposób dostarczają pożywki obu wyżej wymienionym. Z tego kolejny raz wyłania się dość smutna refleksja na temat człowieka we współczesnym świecie.

Selfie powiązane są z potrzebą akceptacji społecznej. Ludzie wrzucając tego typu zdjęcia są zazwyczaj po prostu samotni. Facebook tak naprawdę tworzy pokolenie ludzi całkowicie osamotnionych, żyjących każdy we własnym świecie, którzy mają fałszywe poczucie funkcjonowania w społeczności. A selfies są tylko smutnym potwierdzeniem tego faktu.

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Moda na odchudzanie – kiedy się zaczęła i jakie przyjmuje dziś formy
Doświadczam
Złote lata radia. Czy minęły i jaka przyszłość czeka to medium?
Doświadczam
Taniec – pasja i sposób na życie