Myślę

Zrozumieć Davida Lyncha


David Lynch

David Lynch

Nie trzeba rozumieć fabuły, by bez reszty zatopić się w sztuce filmowej. Dowodem na to są filmy Davida Lyncha. Czy rozgłos towarzyszący twórczości reżysera jest adekwatny do jego eksperymentowania z kinem?

Kim jest David Lynch?

Dla niewtajemniczonych dwa słowa wstępu. David Lynch to amerykański reżyser filmowy, urodzony w 1946 roku w Montanie. Debiutował w wieku dwudziestu lat krótkometrażowym obrazem „Sześciu mężczyzn, którym robi się niedobrze”. Jego pierwszym pełnometrażowym filmem była „Głowa do wycierania” z 1977 roku. Już same tytuły świadczą o tym, że jego twórczość nie wpisuje się w typowy hollywoodzki mainstream.

Jak podaje Wikipedia, David Lynch „jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych i charakterystycznych amerykańskich reżyserów filmowych”. Przez wielu nazywany jest Salvadorem Dali sztuki filmowej, czy Picassem dziesiątej muzy. Przez lata konsekwentnie trzyma się raz obranej ścieżki kina surrealistycznego, kompletnie odrealnionego. Jego produkcje zdecydowanie nie są przebojami kinowymi. Wręcz przeciwnie – „Głowa do wycierania” czy „Człowiek Słoń” nieodmiennie kojarzą się z niszowymi, zapyziałymi kinami i seansami w godzinach późnowieczornych. Skąd zatem zrodził się fenomen Lyncha?

Twórca „kultowy”

Przede wszystkim w przypadku tego reżysera, idealnie zadziałał mechanizm określany mianem twórcy kultowego. W każdej dziedzinie twórczości, oprócz mainstreamu, sączy się wąska strużka alternatywy. W tym przypadku ta idea zadziałała – skoro wszyscy fascynują się masowo produkowanymi w Hollywoodzie lekkimi komedyjkami czy romansidłami, to off musi zainteresować się czymś zupełnie odwrotnym. Lynch wpasował się tu idealnie. Jego obrazy nie są lekkie, nie są przewidywalne, nie są łatwe w odbiorze.

Poddajmy analizie debiut pełnometrażowy, czyli „Głowę do wycierania”. Historia Harrego Spencera, młodego, typowego mieszkańca przemysłowej mieściny. Fabuła teoretycznie hollywoodzka – Harry pewnego dnia poznaje dziewczynę, mają dziecko, mieszkają razem, jedzą razem posiłki. Ale Lynch przedstawia sytuację zgoła inaczej. Przede wszystkim sam Harry – już na pierwszy rzut oka nie wygląda normalnie. Jego fryzura w pierwszej chwili śmieszy. Ale to jedyny uśmiech, na jaki możemy sobie pozwolić w trakcie seansu. Harry z Mary X mają dziecko – to okropny mutant, na którego ciężko patrzeć. Inne absurdy można wyliczać bez końca. Wszystkiemu wtóruje specyficzna ścieżka dźwiękowa – to ciągły hałas, szum i stukanie industrialnego tła.

Wszystko to sprawia, że właściwie nie ma się ochoty tego filmu oglądać. Napięcie budowane przez tło dźwiękowe, specyfikę prowadzenia kamery i sam obraz sprawiają, że siedzi się przykutym do fotela i z fascynacją patrzy się na ten antyfilm. Zdecydowanie nie jest to kino na lekkie wiosenne popołudnie. Ten film przeraża, ale nie jak przeinwestowany horror z fabryki marzeń.

Można powiedzieć, że „Eraserhead” był przedsmakiem i zapowiedzią tego, co Lynch będzie serwował swym fanom przez kolejne dziesięciolecia. Co istotne, w twórczości reżysera przewijają się produkcje, które przedostały się do szerszego grona odbiorców. Któż nie zna „Twin Peaks”? „Kto zabił Laurę Palmer?” – to pytanie wyryło się złotymi zgłoskami w historii kinematografii. Pierwsze wspomnienie to typowy serial z wątkiem detektywistycznym. Ale jeśli przypomnimy sobie dokładniej, to przywołamy wspomnienie napięcia i niepokoju. Ścieżkę dźwiękową chyba zna każdy. Jej autorem jest stały współpracownik Davida Lyncha – Angelo Badalamenti. I to w dużej mierze on odpowiada za budowanie charakterystycznego klimatu w filmach Lyncha.

Lynch się pogubił?

Reżyser od zawsze eksperymentował z kinem. Dobrymi przykładami mogą być choćby dwa kolejne dzieła – „Diuna” oraz „Prosta historia”. Ten pierwszy, to dość klasyczna ekranizacja kultowej powieści, która sprawiła, że nazwisko Lynch stało się mocno rozpoznawalne w świecie. „Prosta historia” to z kolei film zupełnie normalny! Gdyby nie nazwisko reżysera w czołówce nikt nie skojarzyłby go z tą produkcją.

O filmach Lyncha można pisać dużo. Każdy jest odrębnym tworem, który należy analizować oddzielnie, w oderwaniu od pozostałych. Można wręcz odnieść wrażenie, że w pewnym momencie autor lekko się pogubił w eksperymentach. Jednak ostatnie lata pokazują, że zdecydowanie wraca do formy. Co mam namyśli, pisząc forma?

Przede wszystkim surrealizm i niepokój. To znaki rozpoznawcze poetyki Lyncha. Wybierając się na jego film z grubsza wiem, na co mogę liczyć. Pomieszanie rzeczywistości z fikcją i snem, a to wszystko podszyte niesamowitym klimatem nerwowości i wyczekiwania.

Co autor miał na myśli?

Wracając do pytania zawartego w tytule – czy filmy Lyncha są zrozumiałe dla kogokolwiek? Jako odpowiedź zadam kolejne pytanie – a czy mają być zrozumiałe? Czy z jego twórczością nie jest tak, że nastawiona jest głównie na odczucia? Nie każdy film musi być opowiedzianą historią. Nie zawsze scenariusz jest istotny. Zazwyczaj opowiadana historia jest tkanką filmu, ale u Lyncha wydaje się, że jest ona tylko dodatkiem. Pierwsze skrzypce gra nastrój. I filmy Lyncha chyba w ten sposób należy czytać. Trzeba wyłączyć myślenie i zastanawianie się nad fabułą, ponieważ jednocześnie traci się to co najważniejsze – klimat filmu.

Lynch i Badalamenti są absolutnymi mistrzami w kreowaniu specyficznego nastroju. Świetnym przykładem mogą być „Blue velvet”, „Dzikość serca”, czy „Zagubiona autostrada”. Gdyby filmy te obedrzeć z atmosfery, jaka w nich panuje, to sama fabuła mogłaby się wydać banalną i zwyczajnie głupią.

Nie dla fabuły ogląda się te filmy. Zdecydowanie nie trzeba ich rozumieć. Przecież po obejrzeniu nie musimy pisać rozprawki do szkoły pt. Co zrozumiałeś z obejrzanego filmu? Na Lyncha idzie się, aby oderwać się od rzeczywistości i zatopić się we wszystkich aspektach sztuki filmowej. Bo te filmy są sztuką w najlepszym rozumieniu. W ich postrzeganiu trzeba zdecydowanie odrzucić szkolną formułkę „co autor miał na myśli”. Nie o to chodzi.

[FM_form id="2"]
Myślę
Jak to jest z tą globalną wioską?
Myślę
Choroby cywilizacyjne. Jak ich uniknąć?
Myślę
Dlaczego gospodarka nie może funkcjonować bez państwa? Pierwsza część rozważań.