Myślę

Carpe diem


Dawniej zdarzało mi się popędzać w myślach czas. Chciałam, by jak najszybciej nadeszły wydarzenia z przyszłości. Teraz próbuję to zmienić, uprawiać swoiste carpe diem. Czy są na to jakieś sposoby?

 

Ciesz się chwilą

 

Osobiście przez wiele lat żyłam chwilą, która… ma nadejść. Czekałam na maturę, na skończenie studiów, czekałam na święta Bożego Narodzenia już w listopadzie, aż moje dzieci skończą roczek, czy pójdą do przedszkola… Wpadłam w pułapkę życia dniem jutrzejszym, podczas gdy ten aktualny często stawał się przykrą koniecznością w oczekiwaniu na coś lepszego. Moja wiara w jutro nigdy nie była nasycona, bo gdy wreszcie zdałam maturę czy wyszłam za mąż, pojawiały się nowe plany i oczekiwania, nowe dążenia i po raz kolejny wkładałam energię i emocje w oczekiwanie na coś zamiast – zamiast tego, czym obdarowywała mnie codzienność. Czy zdarzyło Wam się funkcjonować w podobny sposób?

 

Z rozmów z innymi ludźmi dowiedziałam się, że mój przypadek nie jest zupełnie odosobniony. Ale wszyscy, którzy zatracali się w oczekiwaniu, na czele ze mną, nie byli zadowoleni z tego stanu. Bo przecież radość życia widziana wyłącznie w przyszłości poniekąd nie ma szans rozgościć się w naszym życiu na dłużej i zdarza się, że nigdy nie nadchodzi! Zaczęłam więc poszukiwania skutecznych sposobów na wdrożenie w życie planu, którego przewodnią myślą mogłoby być horacjańskie „carpe diem”. Nie od czapy wieki temu ten pisarz i myśliciel wpadł na pomysł, że radość życia jest czymś naprawdę uchwytnym tu i teraz. Czasami po prostu trzeba to zauważyć, innym razem lepiej się przyjrzeć, a jeszcze kiedy indziej naprawdę się naszukać, ale nuty szczęścia są uchwytne i rzeczywiście nas otaczają, czasami subtelnie, czasami tworząc całą symfonię.

 

Z drugiej strony nie lubię uprawiania swoistego coachingu, sztucznego wypracowywania zachowań, by działać jak automat, który włącza się w tryb „radość z życia”. Uważam, że nie tu tkwi źródło prawdziwego zadowolenia. Dla mnie osobiście najważniejsze jest cieszenie się chwilą, bez uporczywego wyglądania w przyszłość, ale może ktoś inny ma problemy innej natury, z zamartwianiem się o bieg wydarzeń albo niedocenianiem siebie samego. Przeszkód w odkrywaniu codziennej radości może być sporo, ale dawka refleksji i nastawienie na zmiany to już spory krok w drodze do sukcesu.

 

Carpe diem – docenić, co się ma

 

Cóż, mówi się, że jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. I to prawda – ale tylko w połowie. Niektórych faktów lub okoliczności nie jesteśmy w stanie zmienić – albo w ogóle (naszego wzrostu czy teściów), albo przynajmniej od razu (np. miejsca zamieszkania czy pracy). Inne jednak naprawdę możemy kształtować wedle swoich oczekiwań! Czasami po prostu nie chce nam się podjąć wysiłku, by doprowadzić do zmian, albo najzwyczajniej w świecie się ich boimy. Wchodząc w nową dziedzinę, ucząc się czegoś czy zmieniając środowisko, spadamy z wypracowanej, bezpiecznej pozycji opartej na doświadczeniu do statusu ucznia – i to bywa dla niektórych nie do zniesienia. Czy jednak lepiej wiecznie narzekać na własną wagę, skoro gotujemy „po polsku i tłusto”, albo denerwować się na obecny samochód, gdy boimy się poprowadzić auto innej marki?…

 

Zmiany w życiu potrafią dać pozytywnego kopa. Jeśli inwestujemy w siebie, korzyść jest podwójna. Musimy zmierzyć się z wyzwaniem odnalezienia się w nowym środowisku, a ponadto zyskujemy – wiedzę, umiejętności czy choćby nowe kontakty. Zwiększa się nasza samoocena, a także atrakcyjność. No i robić coś dla siebie jest po prostu miło i satysfakcjonująco.

 

Pamiętajmy jednak, że wielką satysfakcję może przynieść nam po prostu nauczenie się dostrzegania wartości i znaczenia otaczającego nas świata w wersji „zastanej”. Czasami trzeba sięgnąć po racjonalną argumentację. Przecież chwile, które teraz trwają, już nigdy się nie powtórzą. Mnie w oswojeniu codzienności pomogło m.in. uświadomienie sobie, że choć posiadając płaczliwego niemowlaka, bywa ciężko,  to z drugiej strony ten czas z naprawdę ślicznym, okrągłym bobasem już się nigdy nie powtórzy. Mieszkanie, nieco za małe na nasze potrzeby, nabrało nowego wymiaru po uświadomieniu sobie, jak wspaniale żyć bez kredytu i do tego w centrum miasta. Każdy ma swoje okoliczności, ale jakie by nie były, odkrywanie jasnych stron obecnej sytuacji naprawdę jest możliwe.

 

Po odnalezieniu pozytywów konieczne jest skupianie się na nich. Zarówno w momentach błogich i spokojnych, jak i podczas denerwowania się na otaczające okoliczności. Dobre nastawienie w czasach „pokoju” przełoży się na efektywniejsze i mniej emocjonalne przechodzenie okresów „burzy i naporu” – to naprawdę działa! Zapewne niektórym osobom potrzebna jest terapia szokowa, by zaczęły cieszyć się swoim życiem. To może być oglądnięcie filmu o realiach życia we wioskach afrykańskich czy wolontariat. I nie chodzi o to, by budować swoją samoocenę przez porównywanie się z innymi, pokrzywdzonymi przez los – takie działanie jest i niedojrzałe, i nieetyczne. Mam na myśli raczej obiektywne ustalenie własnej pozycji, a później czerpanie z osobistych zasobów – zarówno dla siebie (jak dobrze, że mogę kupić sobie dobrej jakości buty), jak i dla innych (przecież mogę wesprzeć swoją pracą i czasem jakąś szczytną inicjatywę). Czerpanie radości z życia to z jednej strony dobre samopoczucie we własnym świecie, a z drugiej – dawanie wsparcia innym.

Warto też wprowadzić w życie konkretny plan. Gdy jest nam błogo i dobrze – zdystansujmy się od tego stanu. Popatrzmy na niego niejako z zewnątrz, przemyślmy okoliczności i uczucia. A potem na świeżo wróćmy myślami do centrum wydarzeń. Taka refleksja pomoże nam uświadomić sobie, co naprawdę nas cieszy, a później wracać do tego myślami lub próbować znowu zrealizować. Inną strategią jest ciągłe przypominanie sobie, że naprawdę nie mamy pojęcia, ile czasu będziemy na tym świecie. Czy lepiej tracić ten czas na życie przyszłością albo przyszłością, czy też przeżywać każdy dzień, może nie jakby miał być ostatnim, ale czerpiąc z niego, ile się da? Pomysłów na lepsze postrzeganie życia jest mnóstwo (polecam rady psychologów czy pracę nad motywacją). Ważne jest znalezienie własnych ograniczeń, a potem – pokonywanie ich. Zwłaszcza że idzie wiosna, czas radości i zmian na lepsze. Carpe diem! Powodzenia!

 

[FM_form id="2"]
Myślę
Autosabotaż – nieudana próba ratowania samego siebie
Myślę
Różnice kulturowe – zrozumieć odmienność
Myślę
Seriale – gra o sezon