Doświadczam

Ketchup – nadaje się do wszystkiego?


2015-08-20-barnimages-roman-001-1024x683

Pal licho frytki i inne śmieciuchy. Ketchup.  Gęsta, czerwona papka o słodko-słonym smaku. Znam takich, którzy mogą używać jej do wszystkiego, a nawet sączyć saute niby owocowy musik. Skąd to uwielbienie dla ketchupu.?

Ketchup według Bralczyka

Szokujący, a nawet odstręczający może być dla niektórych fakt, że bazą pierwszej wersji wspomnianego sosu były… ryby. Wprawdzie już starożytni cenili sobie gęste, doprawione sosy, ale to chińczycy popełnili pierwszą „zaprawę do ryb”, której bazą była zupa polinezyjska. Składała się prawdopodobnie z cebuli, sardynek i fasoli (niektóre źródła dodają do tego składu orzeszki arachidowe), oraz sporej ilości ziół. Sardynki, zazwyczaj suszone, są zresztą częstą podstawą sosów i zup w kuchni wschodniej. Profesor Jerzy Bralczyk twierdzi z całą mocą, że malezyjski wyraz ketchup oznacza właśnie sos rybny, choć był także stosowany do opisywania sosów z orzechów lub grzybów.

Słowo „catchup” pojawiło się po raz pierwszy w encyklopedii w roku 1690, tłumaczone jako „sos ze wschodnich Indii”, niedługo potem, bo już w 1711 roku pojawiła się jego współczesna nazwa „ketchup”. Pierwsza receptura przysmaku została opublikowana w wydaniu „Compleat Housewife” („Poradnik Gospodyni Domowej”) w roku 1727. Według niej w skład sosu wchodziły: anchois, ocet, białe wino, imbir, goździki i gałka muszkatołowa, pieprz i skórka z cytryny oraz chrzan. Ani słowa o pomidorach! Dopiero prawie 50 lat później w Nowej Szkocji zaczęto wspominać o tzw. tomato ketchup.

Z biegiem lat i historii, a także podróży międzykontynentalnych, w wieku XVII ketchup zawitał do Anglii, a potem trafił na żyzny amerykański grunt, gdzie niezbywalną sławę zapewnił mu niejaki Henry John Heinz. Tak, tak! Ten sam od tylu lat! Działająca do dziś firma specjalizuje się w wyrobie i sprzedaży tego dodatku. Około 1890 roku sos został niejako zasymilowany i poddany modyfikacjom smakowym tak, aby zadowolić amerykańskie podniebienia. Podczas gdy Anglicy szukali smaku idealnego, dodając do niego grzyby, Amerykanie zrobili to, na co wszyscy czekali ‒ postawili na pomidory.

W Europie ketchup pojawił się już po wojnie, przysyłany wraz z darami zza wielkiej wody. Wtedy też trafił do Polski i stał się dodatkiem numer jeden, dzielnie konkurując z musztardą oraz chrzanem. Wciąż trwają językowe potyczki z tym wyrazem, ale ostateczny werdykt nie zapadł. Czy poprawnie byłoby wymawiać jego nazwę „ z angielska” jako „keczap”, a może swojsko brzmiący „keczup” także jest poprawny?

Co w ketchupie siedzi?

Obecnie podstawowe składniki ketchupu to rzecz jasna pomidory, cukier, sól oraz ocet. Niekiedy dodaje się do niego goździki, cebulę i inne przyprawy. Niekiedy też, chcąc nieco oszczędzić, producenci raczą nas (extra w cenie produktu) wzmacniaczem smaku, zagęstnikami, sztucznymi barwnikami i konserwantami Jednak współczesny szał na zdrową żywność zdecydowanie promuje produkty zdrowe i naturalne, zachęcając do robienia domowych przetworów i weków, w tym właśnie pomidorowego sosu.

Co w nim zdrowego? Otóż likopen, proszę Państwa! Pomidory to jedyne warzywa, które zyskują podczas długotrwałej obróbki termicznej. Im dłużej pomidorowy sos perkoce na gazie, tym więcej ich się wydziela. Co nam dają te naturalnie barwniki? Chronią serce i mają silne działanie antyrakowe. Poza tym pomidory zawierają sporo potasu i innych składników mineralnych. Często spożywane korzystnie wpływają na lepszą kondycję i wygląd skóry. Spowalniają także procesy starzenia się naskórka.

Najważniejszym jednak atutem ketchupu jest jego smak, który faktycznie idealnie komponuje się ze smakiem wielu potraw. Fanatycy jego smaku używają go nawet wymiennie z sosem do pizzy, spaghetti lub jako marynaty do mięsa. Pewien prężnie działający fun club ketchupu z Nowego Yorku promuje swoje działania takim oto hasłem: „nieważne co jesz, ketchup zawsze pasuje idealnie”. Polemizowałabym z dosłownym stosowaniem się do takiego wyzwania, ale coś w tym musi być, skoro ketchup stał się nawet tematem pewnego nieoczywistego wiersza/eseju tak wybitnej postaci jak Sławomir Mrożek.

Sławomir Mrożek
Ketchup

„Przeczytałem w gazecie, że Apokalipsy nie będzie.
Żeby uczcić tę dobrą nowinę, poszedłem do MacDonalda i zamówiłem
hamburgera.
„Jakie to szczęście – myślałem, gdym entuzjastycznie przyprawiał
hamburgera keczupem – że nie będzie trąb anielskich ani gwiazdy
spadającej na ziemię, co by nam tę ziemię spaliła”. Dotychczas
konsumowałem bez entuzjazmu, ponieważ żyłem w oczekiwaniu
katastrofy. Po co właściwie keczup, gdy i tak zmierzamy ku katastrofie?
Ale teraz świat ma przyszłość. Więc dołożyłem sobie jeszcze keczupu, bo
teraz już warto.
Również nazajutrz spożyłem hamburgera z podwójnym keczupem. Ale
trzeciego dnia zauważyłem, że konsumując podwójny keczup po raz
trzeci, nie dotrzymuję kroku swojej epoce. Pierwszego dnia ją
wyprzedzałem, drugiego nadążałem za współczesnością, ale trzeciego
byłem już zapóźniony. Podwójny keczup po raz trzeci – to wstecznictwo.
Aby nie pozostać w tyle, powinien być co najmniej potrójny.
Zjadłem więc potrójny. Trochę mi się odbiło, ale w zasadzie nie czułem się
źle.
Kłopoty z żołądkiem miałem dopiero po keczupie czterokrotnym. Udało
się je zażegnać za pomocą alka seltzer. Po keczupie pięciokrotnym nic
nie pomogło, a po sześciokrotnym na samą myśl o siedmiokrotnym
robiło mi się niedobrze.
Co dalej? Nieubłagany rozwój konsumpcji wymagał keczupu
siedmiokrotnego, później ośmio-, dziewięcio-, dziesięciokrotnego i tak
dalej bez końca, bo teraz, gdy Apokalipsę odwołano, przyszłość nie miała
już kresu. Załóżmy, że przetrzymam keczup nawet dziesięciokrotny. Ale
później?
Podpaliłem MacDonalda, tu chodziło o życie. Pożar nie był wielki, gdzie
mu tam do Apokalipsy, ale lepsze to niż nic.”.

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Warszawa od ciekawej strony
Doświadczam
Dlaczego warto odwiedzić polskie schroniska górskie?
Doświadczam
Instynkt ojcowski