Doświadczam

Samodzielne dziecko


photo-1429095687696-3227bb0aa9a8-5260-616x410

Samodzielne dziecko to duma rodziców. Oczywiście wspólne odkrywanie świata jest wspaniałe, ale naprawdę warto pozwolić nawet maluszkom na pewną samodzielność.

Wolność: kocham i rozumiem

Dorosłość i nasza 100% samodzielność czasami wydają się być zupełnie oderwane od nas jako rodziców. A tymczasem potrzeba wolności, decydowania o sobie, autonomii pojawia się już u maleńkich dzieci. Gdy tylko zaczną się przemieszczać – chcą dotrzeć jak najdalej (nieważne, czy czołgając się, raczkując, czy stawiając chwiejne kroczki); gdy zorientują się, że opiekunom zależy na śnie, jedzeniu czy zachowaniu – niecnie (choć nieraz bardzo uroczo) to wykorzystują, by zamanifestować, że to JA sam zdecyduję, czy chcę, czy nie; gdy wpadną na to, że do nogawki trzeba włożyć nogę – z wielką zawziętością będą to robić, dziko krzycząc „ja siam!” – choćby próby były, delikatnie mówiąc, nieudane. I tak dalej… Z każdym miesiącem pojawia się coraz więcej obszarów spornych. Warto, mimo wszystko, przyjąć to ze spokojem.

Jeśli trudno nam zaakceptować rosnącą potrzebę samodzielności dzieci, może warto trochę powspominać. Wprawdzie powolny szkrab, tak często robiący sobie na własne życzenie krzywdę (wejść na krzesło jakoś się da, ale zejść… zwykle „łatwiej” spaść), bywa irytujący i budzi w nas potrzebę opieki, jednak przecież i my sami mieliśmy w swoim życiu takie okresy buntu i naporu… Może wczesnego dzieciństwa nie pamiętamy, ale zapewne wspomnienia własnego dorastania mogą nam pomóc wejść w perspektywę młodszej istotki. Rosnąca wówczas potrzeba autonomii, podejmowania samodzielnych decyzji i robienia głupstw jest niezłym odzwierciedleniem czasu wczesnego dzieciństwa – choć oczywiście i jeden, i drugi etap różnią się wieloma aspektami. Co więcej, nadchodzący po dorastaniu czas wchodzenia w dorosłe życie to także nic innego jak ciągłe dążenie do wyzwalania się z więzów – zdobywanie wykształcenia, pracy, potem sprawy mieszkaniowe i osobiste – samodzielność w działaniu! Skoro więc i za nami te wszystkie doświadczenia, spróbujmy zrozumieć maluszki (czy to własne, czy w najbliższym otoczeniu) i dać im choć trochę wymarzonej, wyśnionej ze smoczkiem w buzi wolności!

Mądre wsparcie

Wyobraźmy sobie (a zapewne i znamy z otoczenia takie przykłady) dziecko, o które rodzice od pierwszych chwil życia bardzo się bali i nadmiernie troszczyli. Otaczali je czułą opieką, ale jednocześnie ograniczali jego swobodę. Towarzyszyli mu za rączkę przez wszystkie chwile dzieciństwa, mieli nieustannie na oku, dbali o bezpieczeństwo za wszelką cenę i mniej lub bardziej dosłownie przekonywali je, że świat jest niebezpieczny i trzeba uważać, co się robi. Taki maluch wyrasta na bojaźliwego przedszkolaka, strachliwego ucznia i z takim początkiem – często na słabego (a przynajmniej bojącego się porażek) młodego człowieka. Oczywiście to tylko schemat, ale pewne przekonania naprawdę są głęboko zakorzenione we wczesnym dzieciństwie i jeśli nie zdobywamy doświadczeń, nie mamy kiedy przekonać się o swojej sile – nie przeżywamy ani hartujących porażek, ani wzmacniających sukcesów. A potem ciężko nam zmagać się z prawdziwymi problemami.

Na drugim biegunie postawmy malucha, który od początku jest mądrze wspierany przez rodziców. Jako raczkujący bobas może penetrować mieszkanie (pod okiem opiekuna, ale bez ciągłego strachu z jego strony), jako tuptający roczniak może zdobywać nowe bieguny – czy to w domu, czy na spacerze. W kolejnych etapach pozwala się mu jeść samemu zupkę, ubierając go przy tym odpowiednio i zabezpieczając otoczenie; może wybierać, czy chce zieloną bluzkę, czy żółtą; jego buntowanie i płacz z głośnym „nie” przyjmowane są ze zrozumieniem, a przedszkolne decyzje akceptowane (przecież może zjeść jajko zamiast grzanki). Taki maluch już jako kilkulatek ma za sobą różne sukcesy, ale też porażki. W obu sytuacjach może liczyć na wsparcie rodziców, którzy zawsze chętnie mu pomogą, wyznaczają też buntownikowi granice, ale z drugiej strony pozwalają np. na upadki. Hartują charakter dziecka, nie dając mu zadań ponad jego siły. To naprawdę świetny start w coraz dojrzalsze życie. Pewność siebie wyniesiona z domu będzie procentować i później. Jak więc kształtować w sobie takie postawy?

Oddech, spokój i zimna krew

W teorii wszystko wygląda fajnie i sensownie. Ale rodzice i opiekunowie wiedzą, że roczny, dwu- czy trzyletni maluch to jest żywioł! Brak poczucia konsekwencji swoich czynów jest kontuzjogenny. Nie możemy też pozwolić, naturalnie, by dziecko zrobiło sobie krzywdę albo wywróciło dom i nasz świat do góry nogami. Warto zatem wyróżnić kilka obszarów, w których stopniowo będziemy zwiększać dzieciom swobodę. Pierwszym z nich jest, często wywołujące konflikty, jedzenie. Roczne dziecko wprawdzie nie nakarmi się samo, ale może warto pomyśleć, by choć czasami samo mogło „komponować” swój posiłek? Jeśli ma kilka zębów, przecież możemy mu dać do wyboru ugotowane na miękko kawałki warzyw, np. brokułu, marchewki, ziemniaka. Niechże sobie maluch wybierze i w swoim tempie zje sam, to co najbardziej się spodobało! Dwulatek może zadecydować (najlepiej dać dwie opcje do wyboru), czy pije kakao czy soczek. Co więcej, już nawet spokojnie 1,5-roczne dziecko jest w stanie wypić napój ze zwykłego kubka. Brak butelek czy niekapków to wygoda i swoboda dla rodziny poza domem.

Innym obszarem jest oczywiście zabawa. Jeśli zatem przygotujemy odpowiednio pomieszczenie do zabawy (a najlepiej – cały dom), zadbamy o bezpieczeństwo (gniazdka, ostre kąty, brzegi, niebezpieczne rzeczy w zasięgu ręki, szuflady itd.), nasze dziecko naprawdę swobodnie będzie mogło eksplorować przestrzeń. Doświadczając sukcesów (dosięgam klamki!) i porażek (książki są za wysoko), powoli będzie umiało określić się w pionie i poziomie, pozna swoje możliwości na danym etapie. Zabawą też można uczynić np. ubieranie. Dwulatek potrafi poradzić sobie ze spodniami na gumce, trzeba tylko dać mu poćwiczyć! Niech priorytetem nie będzie czas, tylko wspólne odkrywanie możliwości. Pozwólcie maluchom wyrzucić papierek do kosza na śmieci, odnieść kubeczek do kuchni. Dzieciaki naprawdę z radością angażują się w życie rodzinne, chcą sprzątać, by przypodobać się rodzicom i z dumą biją sobie „brawo” po każdym sukcesie. Nasze wsparcie dla tej samodzielności da im nie tylko satysfakcję, ale za dzięki temu za jakiś czas będziemy mieli w domu pomocne przedszkolaki, a potem uczniów. Samodzielne dziecko to więcej swobody… także dla rodziców!

 

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Kuchnia francuska dla każdego
Doświadczam
Czy zdrowe życie faktycznie jest zdrowe?
Doświadczam
Pilates – dobry na wszystko?