Mieszkam

Wielka płyta w budownictwie – nie taki wielki problem, jak go malują?


Są nieodzownym elementem krajobrazu każdego miasta. Z jednej strony szare, brudne i szpecące okolicę, z drugiej – ocieplane i wyróżniające się pastelowymi kolorami. Blokowiska z wielkiej płyty są ostatnio tematem burzliwych dyskusji. Eksperci boją się o ich trwałość, inspektorzy budowlani zapewniają, że bloki postoją jeszcze kilkadziesiąt dobrych lat, a mieszkańcy – wprawdzie skarżą się na panującą w nich ciasnotę, ale widzą też wiele zalet mieszkania w wielkopowierzchniowym budynku.

Relikt PRL-u

 Historia budownictwa przemysłowego, w tym wielkopłytowego, sięga końca lat 50. XX wieku, a dokładnie 1957 roku, kiedy to w warszawskiej dzielnicy Jelonek wybudowano pierwszy blok według tej technologii. Równolegle rozwijało się budownictwo wielkoblokowe, jednak to pierwszy wariant zdominował krajowy rynek nieruchomości na kolejne 30 lat. Dla powojennej Polski, budownictwo rodem z Zachodu (pierwsze bloki z wielkiej płyty wybudowano po I wojnie światowej w Holandii, następnie w Niemczech), okazało się świetnym sposobem na załatanie dziury mieszkaniowej. Budynki wielkopłytowe to, najprościej mówiąc, konstrukcje tworzone z prefabrykowanych ścian nośnych, stropów i fundamentów z betonu i żelbetu, które miały wymiary równe rozmiarom ścian pomieszczenia. Wyróżnikiem tego typu budynków są złącza pomiędzy prefabrykowanymi płytami ściennymi i stropowymi – tworzono je ze stali niskiej jakościowo, co dziś właśnie jest jednym z powodów do obaw dotyczących trwałości budynków.

Dynamiczny rozwój wielkiej płyty przystopowały w 1990 roku nowe wymagania dotyczące sposobów izolacji cieplnej budynków. Ściany zewnętrzne bloków tworzone z żelbetonu nie spełniały zaostrzonych wytycznych. Nie zmienia to jednak faktu, że do dziś bloki z wielkiej płyty są podstawowym elementem zasobów mieszkaniowych w Polsce. Mamy ponad 4 mln budynków określanych mianem reliktów PRL-u na terenie całego kraju, w których mieszka ponad 12 mln osób. Klasycznym przykładem wielkiej płyty jest warszawski Ursynów. Opracowano też kilka systemów budowania – w Warszawie WUF-T (Warszawska Uniwersalna Forma-Typowa) oraz OWT (Oszczędnościowy Wielkopłytowy Typowy), w Poznaniu Rataje i Winogrody, a we Wrocławiu WWP (Wrocławska Wielka Płyta).

blokowisko-222800_1280

Okres przydatności dobiega końca?

 W latach 70. i 80 XX wieku, kiedy to wielka płyta rozwijała się najmocniej, trwałość budynków z prefabrykantów szacowano na 50 lat. Jakby nie patrzeć, ten czas właśnie dobiega końca, stąd rozgorzała dyskusja, czy mieszkańcy peerelowskich bloków mają powody do obaw. Jednak specjaliści uspakajają – ich żywotność może sięgać nawet 100-150 lat.

 Wielka płyta – czas na modernizację

Wątpliwości co do trwałości peerelowskich bloków ponownie z końcem lutego głośno wyraziło Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa, zapowiadając przegląd wielkiej płyty od zewnątrz. Badanie ma przeprowadzić Instytut Techniki Budowlanej razem z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju. Na tej podstawie zostanie postawiona diagnoza o stanie budynków. Program badawczy ma wytypować, a potem opracować skuteczne narzędzia monitoringu i diagnostyki stanu technicznego tego typu konstrukcji. Dotyczyć będą także aspektów użytkowych, które mają poprawić funkcjonalność i komfort mieszkania. Nad Wisłą myślimy co zrobić, a w Niemczech wyburza się całe osiedla z wielkiej płyty – tylko w Saksonii zniknęło 100 tys. lokali. W niektórych landach łączy się dwa mieszkania w jedno lub zmniejsza się liczbę kondygnacji. Szwajcarzy oraz Francuzi wielkopowierzchniowe budynki przekształcają w apartamentowce. W Polsce zrównanie z ziemią wielkiej płyty raczej nie wchodzi w rachubę choćby z tego powodu, że w znacznej mierze są one zlokalizowane w centrum miasta.

Ciasne, ale własne

Dziś posiadanie mieszkania mającego niecałe 50 m kw., na których mieszczą się dwa lub trzy pokoje, niewielka kuchnia oraz łazienka, wydaje się mało atrakcyjne. Jednak w czasach PRL-u było szczytem marzeń. Aktualnie Polacy, zwłaszcza studenci i młode małżeństwa (osoby starsze żyją tam z przyzwyczajenia) decydują się żyć w takich lokalach z kilku względów. Przede wszystkim, kupno mieszkania w wielkiej płycie na rynku wtórnym jest tańsze niż u dewelopera czy w nawet w kamienicy. Również wynajem jest mniejszym obciążeniem dla portfela. Co ważne, budynki są dobrze zlokalizowane i zwykle otacza je mocno rozbudowana infrastruktura (sklepy, szkoły sklepy oraz obiekty usługowo-handlowe). Są też mniej atrakcyjne strony życia w takich warunkach – m.in. bardzo cienkie i nierówne ściany, cieknące kaloryfery, przestarzała stolarka okienna i drzwiowa czy problemy z przearanżowaniem wnętrza (zwykle potrzebne są zgody spółdzielni mieszkaniowej lub administracji wspólnoty). Jednak niekiedy wystarczy mniejszy lub większy remont, aby żyć w ciasnych, ale własnych czterech kątach.

skyscrapers-379121_960_720

Pastelowa rewolucja

Od kilku lat w Polsce na osiedlach z wielkiej płyty obserwujemy tzw. pastelową rewolucję. Polega ona na malowaniu budynków na jaskrawe kolory oraz ocieplaniu styropaniem. Wymianie podlega też nieszczelna, stara stolarka okienna. Takie zmiany są możliwe dzięki temu, że spółdzielnie mieszkaniowe skorzystały z możliwości wzięcia kredytu termomodernizacyjnego dofinansowywanego z budżetu państwa. Zabiegi modernizacyjne oraz obecne możliwości technologiczne mogą jeszcze pomóc wydłużyć żywotność wielkopłytowych blokowisk, ale nie będzie to trwać w nieskończoność. Tym bardziej, że nie da się przewidzieć tego, przez jaki jeszcze okres Polacy będą chcieli jeszcze żyć w tego typu konstrukcjach.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Mieszkam
Pokój dziecięcy – pole do popisu dla kreatywnych rodziców
Mieszkam
Cywilizowanie reklamy
Mieszkam
Warzywniak do góry nogami