Doświadczam

Śladem najpiękniejszych polskich murali


W dekadenckich młodopolskich czasach, tropem artystów, ówcześni mieszczanie odkrywali na nowo polską wieś. Choć nie każdy, jak Wyspiański, szukał żony „chłopki”, to dużą popularnością cieszyły się weekendowe wypady na łono natury. A jak krakowska bohema odnalazłaby się w dzisiejszych czasach renesansu miast? Żyjemy przecież w czasach techno, murali i wycieczek śladem industrialnych rubieży.

Jedno jest pewne – krakowscy artyści na pewno doceniliby obecność sztuki, która coraz śmielej sięga… no, może nie tyle pod strzechy, co na ceglane, dobrze ocieplone ściany nowoczesnego budownictwa. Ta gości dzisiaj już nie tylko na papierze czy deskach teatrów, nie sposób jej też zamknąć w okowach blejtramu. Żyjemy wśród sztuki, a we współczesnej tkance miejskiej widać to naprawdę wyraźnie. Ostatnio szczególną estymą cieszą się murale. Trudno powiedzieć, kiedy rozpoczęła się ta moda, ale na pewno przełomowym momentem było spopularyzowanie twórczości Banksy’ego, znanego brytyjskiego twórcy graffiti, którego dzieła często niosą nie tylko walor estetyczny, ale i głębsze przesłanie. Nimb tajemniczości, który wytworzył wokół siebie, nie odkrywając nigdy swojej prawdziwej tożsamości, a także niespodziewane pojawianie się jego murali na miejskich budynkach sprawiły, że ludzie oszaleli na jego punkcie. Koniunktura na Banksy’ego wzrosła do tego stopnia, że właściciele nieruchomości wprost marzą, by to ich budynek został przez niego obsmarowany, ponieważ jego wartość niechybnie by się wtedy zwiększyła.

W Polsce za to toczy się zażarta walka między miastami, które z nich wiedzie prym w ilości udekorowanych ścian. Choć sama rywalizacja zaczęła się niedawno, sam mural polski ma historię dłuższą, niż by się mogło wydać. Gościł on w polskich miastach już w czasach PRL-u. Naścienne socrealistyczne malowidła bądź budowały etos przodownika pracy, bądź reklamowały znane, oczywiście rodzime marki, jak Pewex, Baltona czy PZU. Nie powinno więc dziwić, że mocno zindustrializowana Łódź już od dawna miała wiele murali, a dziś jest określana mianem stolicy polskiego street artu. W dużej mierze do tego sukcesu przyczyniła się wyjątkowa Fundacja Urban Forms założona w stolicy województwa łódzkiego. Instytucja, organizując liczne wystawy czy festiwale, wspiera street art jako taki i szczególnie koncentruje swoje działania w Łodzi. „Przez ostatnie cztery lata udało nam się w Łodzi stworzyć trzydzieści ogromnych prac bezpośrednio na elewacjach budynków w centrum miasta. Przyjeżdżali do nas artyści z różnych stron świata, a także czołówka wielkoformatowych malarzy z Polski. Dzięki ich pracom postawiłbym dziś Łódź w pierwszej trójce, jeśli chodzi o sztukę w przestrzeni miejskiej – mówi w rozmowie dla Polskiego Radia Michał Bieżyński, pracownik Fundacji Urban Forms.

 

Muralami stoi także Białystok. Uliczna sztuka stała się tak popularna, że parają się nią nawet osadzeni w więzieniu. Siedmiu penitencjariuszy współtworzyło dzieło, które nazwali „Orzeł wolności”. Choć tuzy światowego street artu nie prześcigały się w jego komentowaniu, z całą pewnością jest to świadectwo wielkiej popularności sztuki ulicznej.

Polskie murale docenił także Google, który w ramach GoogleCultural Institute uruchomił nowe wystawy znad Wisły, zestawiając je z dziełami artystów ulicznych największego formatu. Z kolei prestiżowy francuski magazyn Graffiti Art Magazine zaliczył łódzki Festiwal Urban Forms do pięciu najważniejszych streetartowych wydarzeń na świecie.

A jak Kraków stoi pod względem murali? Choć liczebnością nie deklasuje wielu graczy, z pewnością kilka dzieł w stolicy małopolski zasługuje na wyróżnienie.

Powyższe dzieło adaptuje elementy technologiczne budynku, tworząc zabawną futurystyczną scenkę. Oszpecona wcześniej ściana przy ulicy Zwierzynieckiej zyskała podwójnie.

A poniżej zdecydowanie mój ulubiony ze wszystkich murali. Ulubiony, bo prawdziwy. W końcu sztuka uliczna może być także po prostu zabawna:).

Powstała także oddolna inicjatywa pod nazwą „101 Murali dla Krakowa”. Choć do wspomnianej liczby brakuje jeszcze kilkudziesięciu malowideł, to już teraz do sukcesów akcji można zaliczyć mural w zagłębieniu Ronda Mogilskiego – charakterystyczne akwarele autorstwa Olafa Ciruta.

Twórcy polskiej sztuki plakatowej mówili, że „ściana z plakatem jest galerią ulicy”. Jeśli tak, to budynek z muralem jest płótnem miasta. A także sposobem na szarość, wątpliwą estetykę i po prostu nudę. Życzę Krakowowi jak najwięcej budynków z piętnem street artu.

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Czy tego samego sylwestra można świętować dwukrotnie?
Doświadczam
Kulinarni celebryci
Doświadczam
Pierwsza gwiazdka Michelina w Polsce