Żyję

Stanisława Celińska: Darzę ludzi ogromną życzliwością, bo wiem jak trudne jest życie


Kiedy podpisuje się pod swoimi felietonami Wasza Stasia, kiedy śpiewa dla nas z całego serca otoczona scenie wspaniałymi muzykami, od razu czujemy, że jest „nasza” – pełna empatii, ciepła, życiowej mądrości i szacunku dla swojej publiczności – Stanisława Celińska.  Jeżeli w Waszym mieście zagości „Atramentowa” – warto zrobić sobie przyjemność, jaką jest obcowanie ze wzruszającymi, ale i zabawnymi piosenkami w tak wyjątkowym wykonaniu! Zachęcam do przeczytania rozmowy o Atramentowej, najnowszym filmie z udziałem Pani Stanisławy i o tym, co ważne jest w życiu.

celinska

Pani Stanisławo, czy czuje Pani ogrom sympatii płynącej od publiczności w trakcie Pani koncertów – od momentu wejścia na scenę do ostatniego bisu?

Tak, moja publiczność jest szczególna i to prawda, że czuję  z jej strony ogromną życzliwość. To jest zawsze dla osoby występującej ogromny zastrzyk emocjonalny i pewna podstawa, dzięki której wieczór z publicznością może mieć wyjątkowy charakter.

Od samego początku nawiązuje Pani niebywały kontakt z publicznością i kiedy Pani mówi o sobie Ja jestem waszą Stasią, ja w to wierzę –  Pani jest nasza.

Darzę ludzi ogromną życzliwością, bo wiem jak trudne jest życie, że tej życzliwości, miłości, optymizmu i dobrej energii jest na co dzień za mało; a ponieważ życie atakuje nas na różne sposoby ze wszystkich  stron –  im więcej dobra sobie nawzajem przekażemy, tym lepiej dla drugiego człowieka i dla mnie też, oczywiście.

Zdradziła Pani kiedyś, że muzyka była Pani pierwszym powołaniem, tylko nie udało się go w odpowiednim czasie zrealizować…

Wymyśliłam sobie kiedyś zawód aktorski, bardzo mnie wówczas interesowało, żeby być kimś innym – może dlatego, że chciałam uciec od swoich kompleksów jako dziewczynka, potem jako nastolatka i  może dlatego, kiedy już wybrałam ten zawód, piosenka musiała być na drugim miejscu, albo trzecim nawet. Niedawno uświadomiłam sobie jednak, że już od dawna się zapowiadało, że poświęcę się piosence w większym stopniu niż do tej pory.

Kiedy muzyka zwyciężyła w Pani życiu i przesunęła się na miejsce pierwsze?

Zdecydowało o tym niezwykłe powodzenie płyty Atramentowa. Nie mogę też nie zauważać wzruszenia ludzi przychodzących do mnie po koncercie – jest to dla mnie niezwykłe, nadzwyczajne doświadczenie,  i wiem, że warto się temu poświęcić w następnych latach.

O tym, by była Pani pieśniarką zamarzył kiedyś Maciej Muraszko…

Ja go bardzo chętnie słucham. To jest muzyk z bardzo dobrym gustem, który wie, co chce usłyszeć. Okazało się, że nasza współpraca i wzajemne ustępstwa zaowocowały czymś, co słuchacze docenili. To dla nas bardzo ważne. Także dobrze jest mieć obok siebie takie oko patrzące i ucho słyszące, kogoś, kto wie o co mu chodzi i posiada pewien wzorzec w sobie. Ja do tego wzorca staram się dążyć, sprostać jego i swoim oczekiwaniom, bo wiem, że wtedy to będzie dobre.

To wspaniałe, że Maciej Muraszko pojawił się na Pani drodze… Jakie spotkania w trakcie sześciu lat rodzenia się płyty były równie znaczące?

Najpierw powstała płyta Agnieszki Osieckiej nagrana podczas koncertu, którą nagrałam z Krystyną Tkacz. To płyta Nie jesteś sama. Muzyczny spektakl wyreżyserował Artur Barciś, który również wystąpił z nami na scenie. W tym czasie powstała też płyta Nowa Warszawa, miałam sporo premier w teatrze. Także zajęć wokół było dużo, ale cały czas byłam w stałym kontakcie z Maciejem, dzięki czemu rodziły się nowe utwory.

W swoje występy wkłada Pani sporo serca i prywatnych emocji, dlatego, kiedy mówi Pani, że korzysta trochę z aktorstwa, to trudno w to uwierzyć…

To jest takie aktorstwo ukryte, które pomaga mi wydobyć pewne emocje, ale nie ma nic wspólnego z szarżą i tak zwaną czysto aktorską piosenką, w której czasem więcej jest min niż głosu; mnie głównie chodzi o to, by śpiewać prosto, tak jak wymagają tego proste teksty moich piosenek.

Porównanie do Cesarii Evory traktuje Pani jako komplement? Może łączy Was właśnie serce, którym pisana i śpiewana jest muzyka?

Myślę, że tak.  To jest ciepło, miłość, serce do muzyki i ludzi, dla których śpiewam. Myślę, że Cesaria czuła to samo. Zresztą zanim zaczęłam śpiewać na poważnie, w tym również utwory latynizujące, to sama zachwycałam się Cesarią Evorą, dlatego porównanie do niej jest dla mnie bardzo  przyjemne.

Czerpie Pani przyjemność również z obcowania na scenie ze swoimi muzykami, których otacza Pani również spora sympatią. To widać.

Oni są po prostu znakomici i oddani temu koncertowi, cieszą się kiedy grają ten koncert i to faktycznie się czuje. Ja ich bardzo cenię, wiem jacy są wspaniali, dlatego chcę żeby ludzie zapamiętali  sobie tych nadzwyczajnych muzyków.  Mój koncert to nie jest występ divy z akompaniamentem w tle – to jest wspólna zespołowa praca – inaczej te koncerty nie miałyby takiej siły rażenia.

Obdarowuje Pani swoją publiczność ogromną dawką optymizmu, ale bywa, że publiczność, słuchając Pani piosenek,  sięga w po chusteczki…

Po koncercie podchodzą do mnie  ludzie po autografy, chcąc chwilę porozmawiać i często słyszę, że ktoś przeżył moje piosenki bardzo emocjonalnie. Ja się z tego cieszę, bo wzruszenie słuchaczy jest dla mnie najważniejszą nagrodą. Sama wiem, że kiedy oglądam bądź słucham czegoś bardzo dobrego, wzruszającego i czasem się popłaczę – to wiem, że to jest właściwa reakcja. Dlatego, kiedy ludzie mówią mi, że się wzruszyli, jestem bardzo szczęśliwa…

Świat nie jest wyłącznie czarno-biały i każdemu z nas pewnie się czasem zdarza – jak w Pani piosence – że świat nas trochę  straszy…  Nawiązując do Pani doświadczenia – nie chciałabym, aby pytanie zabrzmiało zbyt patetycznie – jak żyć?

Żyć prosto, przede wszystkim znać proste zasady. Ja jestem osobą wierzącą i wierzę w to, że cała tajemnica życia i szczęście życia zawarte są w dziesięciu przykazaniach. Jeżeli człowiek ich przestrzega, rzeczywiście może być szczęśliwy.

Pozwoli Pani, że zapytam przy okazji o najnowszy film z Pani udziałem. Wszystko gra to musical czy film z piosenkami?

To film, w którym piosenki pełnią bardzo ważną, szczególna rolę. Trochę przypomina mi Parasolki z Szelburga. Do filmu Wszystko gra wybrano piękne, polskie piosenki z różnych lat, ale odpowiadające fabule – różne wydarzenia w filmie tak naprawdę dopełniają właśnie w tych piosenkach.

Bohaterkami filmu są trzy kobiety i Warszawa. Czy losy ukazane w tym obrazie są bliskie Pani osobiście?

Tak, bardzo. Warszawa to miasto rodzinne moje i moich przodków. Trochę jak przez mglę pamiętam Warszawę zburzoną, bo urodziłam się po wojnie. Wszystko gra to losy trzech kobiet. Ja sama dosyć długo mieszkałam z mamą i babcią w mieszkaniu – co prawda, to nie był dom, bo ten został spalony, ale potem zostałam właścicielką części kamienicy na Mokotowie i jestem przekonana, że gdyby próbowano mi ją odebrać, to byłaby to dla mnie tragedia. Bo jest to stary, przedwojenny dom ze swoją historią – może nie jest tak luksusowy  i nowoczesny, ale przeze mnie ukochany.

Wszystko gra to film o najważniejszych relacjach w życiu – czy wzruszający również dla Pani?

Tak, te trzy kobiety nie są na początku filmu ze sobą blisko, oddaliły się od siebie przez lata i każda ma jakąś swoją tajemnicę. Dopiero realna możliwość utraty domu zbliża je do siebie. Każda z nich przeżywa jakąś swoją historię i kiedy te historie się zbiegają – we trójkę, wspólnie śpiewają pieśń, w której się jednoczą. Potem, obcość, która narosła przez lata, powoli się kończy, lody topnieją i myślę, że pojawia się miejsce na przyjaźń.

Nie pierwszy raz była Pani mamą Kingi Preiss?

Tak,  grałam jej mamę, kiedy grała Joannę Dark. Jej mamą byłam też w serialu Bez tajemnic.

Twierdzi Pani, że przeżywa teraz najpiękniejszy okres w życiu – mogę poprosić o próbę  jakiegoś przesłania do kobiet  – jak doprowadzić do takiej równowagi, harmonii w dowolnym momencie naszego życia?

Kobieta musi się przede wszystkim chronić i nie zapominać o sobie samej. Powinna każdego dnia znaleźć dla siebie czas, jakąś chwilę wyłącznie dla siebie, chociażby pół godzinki, kiedy jest sama ze sobą i może odpocząć, przeżyć coś wartościowego – narysować, jak Michał Anioł, jedna kreskę. Każdego dnia jedna kreska. Co może być tą kreską?   Obejrzany film, posłuchanie muzyki, rozmowa z przyjaciółką – coś, co pozwoli jej się rozwijać, poczuć się dobrze samej ze sobą. Kobieta powinna też – to jest bardzo ważne – mieć w domu własny kąt. To nie musi być pokój. Wiem z doświadczenia, że często w domu mąż i dzieci mają swoje pokoje, a mama urzęduje zazwyczaj w kuchni albo ma wspólną sypialnię.  Warto taki kącik dla siebie znaleźć, który będzie tylko i wyłącznie jej.

Można też wiele cennych rad znaleźć w Pani piosenkach.

Dziękuję bardzo i życzę wszystkiego dobrego.

[FM_form id="2"]
Żyję
Modern Talking i inni – fenomen italo i euro disco
Żyję
Niech sieją ferment
Żyję
Zostać offline za życia?