Korzystam

Anatol Karoń – artysta jednej zapałki


Fot. Sławomir Ostrowski

Fot. Sławomir Ostrowski

Słyszeliście o Anatolu Karoniu? Jeśli tak, to świetnie. A jeśli go nie kojarzycie, to być może dlatego, że lwia część jego twórczości ma wyjątkowo niewielkie rozmiary. Oto twórca, który daje drugie życie niepozornym… zapałkom.

Kilka słów o samym artyście

Najwięcej informacji biograficznych i dotyczących twórczości znajduje się na stronie Karonia http://anatolkaron.pl/. Z niej dowiadujemy się między innymi, że Anatol Karoń jest wszechstronnym artystą: maluje, rzeźbi, projektuje, niejeden performance za nim. Był też nauczycielem, a nawet suflerem teatralnym.

Ten uzdolniony człowiek jest jednak znany przede wszystkim z tego, że rzeźbi w zapałkach. Jego dzieła gościły na bardzo wielu wystawach, ja sama podziwiałam je w Rabce-Zdroju w Muzeum Rekordów i Osobliwości. Pierwszą moją reakcją było spore zaskoczenie. Podobnie jak inni oglądający wcześniej nie myślałam, że zapałka może przybrać tyle form.

Z korespondencji elektronicznej wiem ponadto, że bohater artykułu to człowiek bardzo sympatyczny, skromny i otwarty. Chętnie zgodził się odpowiedzieć na moje pytania, co więcej – zrobił to z sobie właściwym humorem i urokiem.

Mała forma – duża treść

Zapałka to materiał osobliwy, ignorowany zwykle nie tylko przez twórców, ale nawet przez zwykłych ludzi. Jak jednak mówi Anatol Karoń, „zapałka z punktu widzenia rzeźbiarskiego wydaje się niczym. (…) Wydaje się, że to jest właściwie taki atom, którego nie można podzielić”. Tak opowiadał w reportażu o swojej twórczości stworzonym przez Superstację:

Wiele osób pyta go, jak zaczęła się ta przygoda z rzeźbieniem w zapałkach. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” (31 grudnia 1999 – 02 stycznia 2000) artysta powiedział:

W 1984 roku nie można było dostać żadnych materiałów plastycznych. A zapałek było tyle, ile dusza zapragnie. To było jak natręctwo. Chcąc nie chcąc, maltretowałem zapałki zębami.

Ile osób wtedy narzekało na brak towarów na spółkach sklepowych? Jak jednak widać – można było ten deficyt zamienić na coś bardzo wartościowego. Można wręcz powiedzieć, że warunki PRL-u wymusiły na Anatolu Karoniu sięganie po to, co było. Na całe szczęście: były zapałki!

Powstały z nich setki (a może i więcej) unikalnych rzeźb. Tworzą one cykle–wystawy. Co ważne, Anatol Karoń często tworzy rzeźby, które są wynikiem inspiracji poezją (np. wystawa „Poezje” związana z twórczością Marty Klubowicz) czy rzeźbą bądź malarstwem (np. cykl „Ucho van Gogha”).

Anatol Karoń (Fot. Sławomir Ostrowski)

Anatol Karoń (Fot. Sławomir Ostrowski)

Więcej zdjęć Sławomira Ostrowskiego znajdziecie na stronie Fotocasty.pl.

Maleńka rzeźba i jej nazwa to przewrotna gra erudycyjna. Różni odbiorcy różnie odczytają (lub nie) skojarzenia i powiązania, które artysta subtelnie przywołuje. Niewielka forma ma w sobie spory potencjał, powstaje pewne napięcie na linii twórca–odbiorca.

Minimalizm formy Karoń przyrównuje niejednokrotnie do haiku, które jest krótką formą poetycką. Zwróćmy jednak uwagę, jak wiele wyobraźni, koncepcji i pracy mieści się w tych wszystkich maleńkich rzeźbach. To zasługa wyłącznie ich twórcy.

A może by coś innego?

Wiedziona ciekawością (ile zapałek trzeba obdłubać, żeby się znudziły?), zapytałam Anatola Karonia, czy myślał kiedyś nad wykorzystaniem w swojej pracy innych (maleńkich) materiałów niż zapałki. Odpowiedział nieco przewrotnie:

Kiedyś myślałem, żeby je [rzeźby] zrobić ze złota. Myślałem też, żeby spróbować zrobić je w znacznie większej skali, wysokości kilku metrów, np. odlane z betonu. Ale jak do tej pory pozostaję przy zapałkach.

Kolejne moje pytanie dotyczyło główki zapałki – czy jej kolor ma znaczenie?

Czasem tak, jak na przykład w rzeźbie pt. „Ojciec niebieski”. Rzeźbę „Pielgrzym – Jan Paweł II” zrobiłem z kolei z żółtym łebkiem. Anioły robię najczęściej z niebieskimi łebkami (chyba że jest to „Pijany anioł”). Ale czasem sama główka jest niepotrzebna, wtedy nieważne, jakiego jest koloru.

Zwróćmy uwagę na tytuły. Tworzą one integralną jedność z samym dziełem. Co więcej, często są aluzją – do innego artefaktu, do znanych osób, do zjawisk znanych w świecie kultury i na co dzień. Anatol Karoń pisze także wiersze, które korespondują tematycznie z konkretnymi rzeźbami. Tworzy piękną całość, pełniejszy przekaz artystycznego zamysłu.

Innym razem tematyka jest banalna, zapałka ilustruje zwykłą czynność (np. „Dwa piwa proszę”) lub metaforę (np. „Smutek”). Rzeźby mogą wprawiać w zadumę, dziwić, rozweselać. Na pewno jednak zaskakują.

Dystans do materiału twórczego, dystans do świata

Jak już pisałam, twórcy nie można odmówić poczucia humoru, a jego twórczości nawet pewnej groteskowości. Zapytałam go o to:

– Czy abstrakcja i groteska są Panu bliskie?

– Tworząc każde dzieło plastyczne, na pewnym etapie myśli się o nim jako o abstrakcyjnym układzie form. Zasady kompozycji w równym stopniu odnoszą się do abstrakcji, jak i do najbardziej przedstawieniowego obrazu. A groteska jest jedną z form wypowiedzi, czasem bardzo przydatną, a czasem nie. Zależy, co się chce powiedzieć.

– Rzeźby z zapałek powinniśmy traktować serio czy z dystansem? (Prawie jak słynne szkolne pytanie: „Co artysta miał na myśli?”).

– O ile wiem, nie istnieją konkretne wytyczne, jak powinniśmy traktować rzeźby z jednej zapałki: poważnie czy nie. Nie wiem nawet, czy w ogóle powinniśmy je traktować. Myślę, że – jak to często podkreślają politycy – żyjemy w wolnym kraju i jeśli ktoś ma przemożną potrzebę traktowania, niechajże traktuje je sobie do woli, choćby w kółko na okrągło, na serio czy też z dystansem. Mój pies, na przykład, potraktował jedną rzeźbę bardzo poważnie, bo po prostu ją zjadł. A rzeźba nosiła tytuł „Piórko w dupkę i kukuryku”. Jeśli chodzi o słynne pytanie „Co artysta miał na myśli?”, myślę, że to bardzo dobre pytanie. Sam je sobie często zadaję, myśląc o tej rzeźbie.

Piurko w dupkę i kukuryku - Anatol Karoń

Piurko w dupkę i kukuryku – Anatol Karoń

A tak na poważnie, myślę, że sztuka nie powinna zwalniać odbiorcy z myślenia. Ja bym to pytanie odwrócił. Mnie, jako odbiorcę, od tego, co autor miał na myśli, bardziej interesuje to, co pod wpływem tego dzieje się w mojej głowie. Ja, odbierając sztukę, lubię ją sam trochę współtworzyć. Dzieło, w którym wszystko jest jasne i nie ma się nad czym zastanawiać, staje się dla mnie nieinteresujące.

Zapałki rozpalają więc wyobraźnię Anatola Karonia, on sam chciałby, by rozpalały ludzi – pobudzając ich do myślenia, kojarzenia, kreatywności. W rzeźbach artysty zawarta jest pewna prowokacja – można na nią odpowiedzieć uśmiechem, zgryźliwym komentarzem, własnymi próbami – co tam komu w duszy gra. Przypuszczam, że twórca się nie obrazi.

Wróćmy na ziemię

Zapytałam też Anatola Karonia o sprawy bardziej przyziemne. Jest osobą publiczną, czasami występuje w mediach.

– Czy bywa Pan rozpoznawany na ulicy?

– Czasem, po emisji jakiegoś programu telewizyjnego, w którym występowałem.

– Czy Pańskie prace można gdzieś kupić, zamówić?

– Oczywiście. Sprzedałem do tej pory kilkaset tych rzeźb. Często też robię rzeźby na zamówienie. Potrzebuję wtedy tematu i około tygodnia czasu. Czasem są to bardzo ciekawe zamówienia. Kiedyś jakiś pan chciał, żebym zrobił mu karalucha. Bardzo spodobał mi się temat i zrobiłem całą serię rzeźb z cyku „Intymne życie karaluchów”.

Po ostatniej wypowiedzi artysty zamarzyła mi się… własna rzeźba z zapałki, wykonana przez pana Anatola. Najpierw jednak muszę wymyślić temat. A czy i Wy chcielibyście mieć zapałkę w nowej odsłonie, wprost spod ręki (a raczej zęba i paznokcia) Anatola Karonia? Co myślicie o takim tworzywie i wymiarze sztuki? Czy to dla Was w ogóle sztuka, czy raczej żart, próba nawiązania dialogu z odbiorcą?

Related Post

Podobał Ci się artykuł?

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywać co jakiś czas informacje o nowych artykułach.

email marketing powered by FreshMail
Korzystam
Memy internetowe – czym są i jak się rozwijają?
Korzystam
Jak wybrać konto osobiste?
Korzystam
Fast food – klasyka i nowości