Warning: session_start(): Cannot send session cookie - headers already sent by (output started at /SERWISY/figeneration/index.php:3) in /SERWISY/figeneration/wp-content/plugins/freshmail_for_wordpress/src/Plugin/Newsletter/Freshmail.php on line 15

Warning: session_start(): Cannot send session cache limiter - headers already sent (output started at /SERWISY/figeneration/index.php:3) in /SERWISY/figeneration/wp-content/plugins/freshmail_for_wordpress/src/Plugin/Newsletter/Freshmail.php on line 15
Jak (nie) stać się gwiazdą internetu mimo woli? – FiGeneration
Doświadczam

Jak (nie) stać się gwiazdą internetu mimo woli?


Gracjan Roztocki (gracjan.pinger.pl)

Gracjan Roztocki (gracjan.pinger.pl)

Andy Warhol przewidywał, że w przyszłości każdy człowiek będzie miał swoje piętnaście minut sławy. Chociaż dzisiaj mówi się raczej, że w internecie każdy będzie znany 15 osobom, to jednak niektórzy rzeczywiście zyskują powszechną sławę. Nie zawsze jednak tego chcąc. Co takiego robią, że mimowolnie przykuwają uwagę milionów internautów? Jakie czynniki decydują o tym, że ktoś niechcący zostaje gwiazdą sieci?

Internetowa sława pana X

Scenariusz wydaje się dość prosty. Iksiński robi coś niezbyt mądrego, zabawnego, a przy tym w jakiś sposób żenującego lub niepokojącego. Rzecz zostaje zarejestrowana przez kamerę i umieszczona w serwisie YouTube . Jakiś czas później wideo osiąga miliony odsłon, a o Iksińskim rozmawiają wszyscy, od gimnazjalistów na lekcyjnych przerwach, przez sprzedawców w sklepach, po policjantów na patrolach i księgowych w pracy. Nie tylko rozmawiają, ale często w oparciu o oryginalne nagranie tworzą własne filmy, piosenki, animacje, nawet gry, a niektóre wyrażenia stają się wreszcie częścią codziennego języka, jak choćby klasyczne już „Jestem hardkorem”. W całym zawirowaniu Iksiński ma dwa wyjścia, albo wyemigrować na odległą planetę, albo zacząć zarabiać pieniądze na koszulkach ze swoim wizerunkiem.

Dlaczego X a nie Y?

Trudno jednak nie zadać sobie pytania, dlaczego cały kraj czy wręcz cały świat ogląda akurat wyczyny Iksińskiego, skoro w każdej minucie na YouTube trafia blisko 50 godzin mniej i bardziej interesujących czy zabawnych materiałów. To pytanie często pojawia się w komentarzach: „Nie rozumiem popularności tego gościa” czy „Właściwie co w tym zabawnego?” Być może w tych tysiącach godzin nagrań których nigdy nie obejrzycie są lepsze perełki, nagrania i ludzie którzy na zawsze pozostaną znani garstce nielicznych.

[su_youtube url=”http://youtube.com/v/KMOyXv66nh0″]http://youtube.com/v/M7FIvfx5J10[/su_youtube]

Tastemakerzy i… element zaskoczenia

Kevin Allocca będący menedżerem ds. trendów w YouTube zwraca uwagę na trzy czynniki decydujące o popularności danego wideo, a tym samym tworzące gwiazdę. Tastemakerzy, czyli kreatorzy gustów, stanowią czynnik ludzki. Poza nimi ważne jest jeszcze kreatywne uczestnictwo internautów oraz… element zaskoczenia. Ten ostatni czynnik zdaje się mówić wprost, internet jest tworem nieprzewidywalnym, wszak taka kapryśna jest cała społeczność internautów. Dowód?

Filmik zwykle miesiącami tkwi sobie na serwerach dostępny na kliknięcie myszką nie zauważany przez nikogo, kurzy się i nudzi całymi dniami kompletnie pomijany. Aż pewnego dnia jego los nieoczekiwanie się odmienia. Dlaczego? W tym palce maczać mają właśnie tastemakerzy, jak choćby Jimmy Kimmel. Udostępniają film na którymś z kanałów społecznościowych, a ponieważ podążają za nimi tysiące internautów, którzy z kolei przesyłają je swoim znajomym, filmik szybko trafia na ekrany milionów odbiorców. I w tym miejscu moje naiwne wyobrażenie o internecie jako cudownym tworze, w którym sami decydujemy co dostrzegamy, upadło na twarz. Może internet nie ma producenta, dyrektora programowego, ale czyż nie podobną rolę pełni w takim razie taki tastemaker? Eh…

Pozostaje jednak pytanie, dlaczego tak radośnie udostępniamy filmiki z chłopcem udającym postać ze Star Wars, kobietą której piersi widział facet od odkurzacza, mężczyzną który bardzo chciałby być prezydentem, „żeby nie było niczego”, czy chłopcem/mężczyzną (?) tarzającym się nago w błocie i śpiewającym piosenki na poziomie przedszkolaka?

Psychologowie społeczni próbujący rozgryźć viralowy fenomen zwrócili uwagę na jeden czynnik wspólny dla wszystkich filmików, które przebojem zdobywają internet. Tym czynnikiem są silne emocje, które wywołuje on w osobie oglądającej. Może to być ogromne rozbawienie, wielkie zażenowanie czy nawet wściekłość, rodzaj uczucia jest nieważny, istotne jest tylko to, aby było na
tyle silne, by internauta bez zastanowienia udostępnił znalezisko swoim znajomym.

Psychologowie powiązali ten fakt, z opisanym już dawno zjawiskiem zarażenia emocjonalnego. Pisał o nim już Karol Darwin, a od strony psychologicznej zajął się nim w latach 30tych C.G. Jung. Stwierdzali oni (co później zostało potwierdzone w licznych badaniach), że stany afektywne mogą się przenosić między ludźmi. Znacie ten stan, gdy natykacie się na osobę w emocjonalnym dołku i po chwili sami zaczynacie odczuwać przygnębienie? Albo spotykacie kogoś podekscytowanego i jego nastrój wam się udziela. To właśnie jest emocjonalne zarażenie. I tak w internecie udostępniając komuś film, który was rozbawił, działacie w służbie tego rozbawienia zarażając nim kolejne osoby. Powiecie zapewne, „thank you, captain obvious!” Cóż, tym właśnie zajmują się psychologowie, badają rzeczy powszechnie oczywiste.

[su_youtube url=”http://youtube.com/v/OQSNhk5ICTI”]http://youtube.com/v/M7FIvfx5J10[/su_youtube]

W punkcie wyjścia

Wraca jednak pytanie, co takiego zrobiły te mimowolne internetowe gwiazdy, że stały się nagle tak bardzo znane. Kim w ogóle są takie osoby? Trudno generalizować, realnie ich nie znając. Jednak można stwierdzić, że choć zwykle nie są to osoby bardzo wyjątkowe, to wiele z nich zdaje się wyróżniać brakiem zahamowań, poczucia wstydu, a może po prostu niewiarygodnie wręcz olbrzymim dystansem do własnej osoby (mym osobistym faworytem w tej kategorii jest zdecydowanie Gary Brolsma). Czasami pojawiają się wręcz wątpliwości co do stanu zdrowia psychicznego danej osoby, a co najmniej zachowania zdolności do samokrytycyzmu. W mojej głowie sygnalizowane jest to zwykle wytwornym pytaniem „On to robi/mówi na serio czy tylko dla jaj?”

Śmiem jednocześnie twierdzić, że udział owych „gwiazd” jest w całym fenomenie mocno ograniczony. Ot, zachowały się w dziwny/niemądry/zabawny sposób i pozwoliły to udokumentować w postaci nagrania wideo. Następnie wrzuciły do sieci aby podzielić się z najbliższymi lub nie zadbały o bezpieczeństwo pliku, który wbrew ich woli wylądował na YouTube. Tu kończy się ich udział a rozpoczyna działanie wielkiej nieokiełznanej machiny, której niektóre elementy funkcjonowania opisałam powyżej. W ruch wprawiony zostaje Internet, współczesny bóg, którego wielbimy i lękamy się zarazem. Posiada on bowiem nad nami ogromną władzę, oto może w jednej chwili wypchnąć nas w niebiosa uwielbienia albo strącić w otchłań haterskiego potępienia. A tam czeka nas już tylko płacz i… wylogowanie.

Related Post

Podobał Ci się artykuł?

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywać co jakiś czas informacje o nowych artykułach.

email marketing powered by FreshMail
Doświadczam
Odzyskane dziedzictwo. Tradycyjne europejskie sztuki walki
Doświadczam
Trzy stolice w jeden weekend. Co warto zobaczyć w Wiedniu, Budapeszcie i Bratysławie?
Doświadczam
Muzyka – jak na nas wpływa?