Warning: session_start(): Cannot send session cookie - headers already sent by (output started at /SERWISY/figeneration/index.php:3) in /SERWISY/figeneration/wp-content/plugins/freshmail_for_wordpress/src/Plugin/Newsletter/Freshmail.php on line 15

Warning: session_start(): Cannot send session cache limiter - headers already sent (output started at /SERWISY/figeneration/index.php:3) in /SERWISY/figeneration/wp-content/plugins/freshmail_for_wordpress/src/Plugin/Newsletter/Freshmail.php on line 15
Pożycz auto od sąsiada… przez Internet – FiGeneration
Doświadczam

Pożycz auto od sąsiada… przez Internet


  • 0
Fot. Flickr/mugley/Lic. CC by-sa

Fot. Flickr/mugley/Lic. CC by-sa

Tradycyjne wypożyczalnie samochodów mają niebezpiecznego konkurenta: serwisy internetowe, w których użytkownicy wynajmują auta sobie nawzajem. Samochodowe peer-to-peer wygrywa, bo jest rozwiązaniem tańszym i wygodniejszym.

W Internecie da się kupić czy wypożyczyć praktycznie wszystko. Dużo dóbr można też mieć za darmo, pod warunkiem że daje się coś w zamian innym użytkownikom. I nie chodzi tu wcale o książki czy ubrania, ale rzeczy, którymi nie dzielimy się tak po prostu – jak klucze do własnego mieszkania (couchsurfing). A skoro już dajemy obcym ludziom, za których ręczą inni obcy ludzie z Internetu, klucze do domu, to dlaczego nie wypożyczyć też auta? Zwłaszcza, że można przy okazji dorobić.

Jak działa taka wypożyczalnia?

Na genialny pomysł wpadli oczywiście Amerykanie: naród, który kocha swoje auta, ale nie na tyle, by nie pogardzić okazją do zarobienia paru groszy. Nic dziwnego, że w zeszłym roku speców od nowych technologii zachwycił malutki wówczas serwis internetowy GetAround, w którym użytkownicy wystawiają swoje samochody do wypożyczenia.

Klientami mogą zostać osoby mieszkające w pobliżu albo turyści, którzy akurat przebywają w okolicy. Idyllicznie wyglądająca witryna zachęca do obdarzenia się nawzajem zaufaniem. A ponieważ zaufanie jest dobre, a kontrola jeszcze lepsza, właściciele pojazdów instalują specjalne urządzenia, za pomocą których można sprawdzić przez Internet aktualną lokalizację pojazdu i czas wynajmu.

Transakcja dzięki temu przebiega bezpiecznie i żadna ze stron nie ma powodów do obaw. W cenę wypożyczenia wliczone jest ubezpieczenie od kradzieży, komunikacyjne, a także pakiet assistance. Naprawdę nie ma się czego bać.

GetAround nie jest wypożyczalnią darmową, ale zdecydowanie tańszą od tradycyjnych firm wynajmujących samochody. Cenę najmu auta na godzinę ustala sam właściciel według własnego widzimisię.

Jeżeli więc potrzebujemy pojazdu tylko po to, by skoczyć na zakupy do najbliższego Wal-Martu, spokojnie możemy wziąć gruchota sąsiadki za 5 dolarów na godzinę. Jeżeli zaś mamy ochotę na przykład sprawdzić, ile jest w stanie wyciągnąć elektryczny samochód sportowy Tesla Roadster, wydamy nawet 50-75 dolarów za godzinną przejażdżkę. Jest w czym wybierać.

Jak to działa? Właściciele aut zakładają profile, w których ustalają, ile sobie życzą za wypożyczenie. Mogą zaznaczyć, komu chcą wypożyczać auto (można wypożyczać tylko „wartościowym” kierowcom) i na jaki czas. Wszystko jest klarowne i opiera się na wewnętrznym systemie recenzji i ocen. I wynajmujący, i klient dzięki temu wiedzą, kto jest po drugiej stronie.

Żeby przeprowadzić transakcję, wystarczy mieć telefon komórkowy. Serwis ma nawet specjalną aplikację na iPhone’a, który jest najpopularniejszym smartfonem w USA. Brak Internetu w komórce? Nie szkodzi. Za auto można zapłacić również SMS-em.

Moda na samochodowe peer-to-peer

Twórcy GetAround twierdzą, że jeździmy swoimi samochodami tylko przez 8% czasu (to i tak sporo – Amerykanie spędzają w autach naprawdę dużo czasu), a przez pozostałą część dnia stoją one bezużytecznie. Dlatego warto pomóc innym dotrzeć tam, gdzie chcą. Brzmi to dość idealistycznie i – co tu dużo mówić – niezbyt prawdziwie.

Ale faktem jest, że GetAround to świetny pomysł, który właścicielom samochodów pozwala trochę zarobić, a osób będących w potrzebie nie zmusza do korzystania z komunikacji miejskiej. (Autobus? Fuj! Amerykanie w małych miasteczkach uważają, że autobusy są co najwyżej dla dzieci w wieku szkolnym). Odpadają też drogie taksówki czy „prawdziwe wypożyczalnie”, które wymagają znacznie więcej formalności, a cenowo wypadają zazwyczaj mniej korzystnie.

W Polsce taki pomysł pewnie by się nie sprawdził, bo po pierwsze kultura samochodowa nie jest nam (jeszcze?) tak bliska jak naszym braciom zza oceanu, po drugie – nie mamy zwyczaju obdarzać obcych zbyt dużym zaufaniem. Ale w Stanach Zjednoczonych GetAround to prawdziwy hit. W zeszłym roku serwis zdobył nagrodę TechCrunch Disrupt Award, pokonując ponad 30 start-upów.

A potem zaczął się boom. Samochodowe peer-to-peer stało się w USA modne. Na podobnej zasadzie co GetAround działa Zipcar, który twierdzi, że jego użytkownicy wypożyczający swoje auta innym zarabiają w ten sposób średnio 500 dolarów miesięcznie. Właściciele serwisu RelayRides mówią z kolei, że na wynajmowaniu samochodu sąsiadom można wyciągnąć nawet 7 tys. dolarów rocznie.

Całkiem niezłe kieszonkowe, które wpływa na konto, mimo że w zasadzie nic nie robimy. Nic dziwnego, że Ameryka zwariowała na punkcie tego typu serwisów. Powoli też zaczynają one wchodzić na Stary Kontynent. Auto od sąsiada można już wypożyczyć przez Internet we Francji, Wielkiej Brytanii czy Niemczech.

A może rower? Albo mieszkanie?

Na tej samej zasadzie co GetAround działają serwisy oferujące wynajem rowerów. Co zrozumiałe, są one bardziej popularne w Europie niż USA. Niektóre z nich istniały, jeszcze zanim Amerykanie wpadli na to, żeby wypożyczać swoje auta za pieniądze. Rowerzyści są zdecydowanie mniej chciwi – na stronie Byke można znaleźć porządnego górala za niecałe 5 dolarów na dzień. To mniej niż przez ostatnie lata życzyło sobie za wypożyczenie roweru na dzień królewskie miasto Kraków.

Może to kryzys, może innowacyjność, może jedno i drugie – w każdym razie w ostatnich latach jak grzyby po deszczu wyrastają serwisy, w których osoby mające różne rzeczy mogą się nimi podzielić i trochę na tym zarobić. Internauci dzielą się więc, czym tylko mogą – domami w serwisie AirBnB, pieniędzmi w serwisie Zopa, umiejętnościami w Skillshare.

Tworzą się lokalne, a czasem i międzynarodowe społeczności, skupione wokół wspólnego celu. Polakom coraz częściej zdarza się z tych dobrodziejstw korzystać, ale jeszcze nie tworzymy własnych tego typu start-upów – w każdym razie nie takich, o których byłoby głośno.

Related Post

Podobał Ci się artykuł?

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywać co jakiś czas informacje o nowych artykułach.

email marketing powered by FreshMail
Doświadczam
Filozofia off-road: więcej błota!
Doświadczam
Do lasu z lornetką
Doświadczam
Wielkanoc inaczej