Przyszłość miejskiego transportu


Filmy SF często raczą nas obrazem miast przyszłości, w których zamiast typowego ruchu ulicznego widzimy roje pojazdów przemierzających wielopoziomowe powietrzne trasy. Choć fantastyczna wizja na razie jest bardzo odległa, to znane nam poruszanie się po miastach samochodami wydaje się skazane na powolne zapomnienie. Na co możemy liczyć w zamian?

Samochody elektryczne – pełzająca rewolucja

Scenariusz najmniej rewolucyjny, ale za to z powodzeniem wdrażany od wielu lat to zastąpienie pojazdów spalinowych odpowiednikami zasilanymi prądem lub innymi rozwiązaniami, neutralnymi dla powietrza w centrum miasta, jak np. pojazdy pneumatyczne. Poza elektrycznymi wersjami już istniejących modeli producenci prezentują również coraz ciekawsze modele koncepcyjne, jak m.in. będący coraz bliżej realizacji projekt Hiriko.

Niemal wszystkie pojazdy tego typu mają kilka wspólnych cech: zrywają z jakże lubianym przez wielu z nas kolosem na kołach, zastępując go możliwie małym jeździdełkiem, które wszędzie się wciśnie, nie wymaga wiele miejsca do parkowania i ma w sobie dokładnie tyle miejsca, by przewieźć kierowcę, pasażera i niewielki bagaż.

Potęga żyroskopów

Nawet niewielkie samochody elektryczne mają jednak pewną istotną wadę: w stosunku do swoich możliwości transportowych zajmują zazwyczaj nieproporcjonalnie dużo miejsca. Próbą rozwiązania tego problemu są pojazdy zrywające z liczącym już ponad wiek dyktatem czterech kółek. Jak się okazuje, dzięki nowoczesnym technologiom można – nie rezygnując z wygody samochodu – pozbyć się jego niepotrzebnej zazwyczaj części, służącej do wożenia powietrza i skutecznego zapychania miejskich ulic.

Ciekawą propozycją dwukołowego miejskiego pojazdu jest m.in. C1 firmy Lit Motors. Choć ta maszyna z pozoru przypomina obudowany motocykl, to w praktyce jest niewywrotnym, stabilizowanym żyroskopowo pojazdem, łączącym mobilność jednośladów z wygodą i bezpieczeństwem czterech kółek. C1 jest w stanie utrzymać równowagę nawet przy gwałtownym, bocznym uderzeniu, a bezpieczeństwo pasażerów zwiększają m.in. poduszki powietrzne.

Oszczędność miejsca po japońsku

Od wariacji na temat znanych nam współcześnie pojazdów znacznie ciekawsze są koncepcje, które nie sprowadzają się jedynie do ekologii i niewielkich rozmiarów pojazdu. Przykładem takiego podejścia są prototypy opracowane dzięki współpracy japońskich firm Kowa i Tmsuk, specjalizujących się w pojazdach elektrycznych i robotyce.

Propozycja Japończyków to jednoosobowe, trójkołowe pojazdy o nazwie Kobot, dzięki którym w centrach miast można byłoby zrezygnować z samochodów. Choć użyteczność prototypów zmniejsza brak dachu, godna uwagi jest inna właściwość trójkołowców. Gdy nie są używane, można zaparkować je, wsuwając w siebie fragmenty pojazdu. Pozwala to na znaczną oszczędność miejsca.

Automatyczny transport zbiorowy

Choć wiele projektów pojazdów przyszłości wydaje się bardzo obiecujących, to w gruncie rzeczy nie rozwiązują podstawowego problemu – zatłoczenia ulic. Aby zmierzyć się z tym wyzwaniem, konieczny jest jeszcze sprawniej działający transport zbiorowy. Nieortodoksyjną próbą zmierzenia się z tym wyzwaniem jest m.in. funkcjonująca od lat w Dortmundzie kolej H-Bahnnadziemna linia kolejowa, przenosząca transport ponad głowy mieszkańców i przechodniów. Pomysły budowy kolei tego typu pojawiły się – na razie bez wymiernego efektu – również w kilku polskich miastach.

Doraźną próbą ograniczenia emisji zanieczyszczeń są m.in. produkowane również w Polsce elektryczne autobusy. Przykładem, który wykracza poza ulepszanie powszechnie stosowanych rozwiązań, jest system transportowy wdrożony w ubiegłym roku na londyńskim lotnisku Heathrow. Pasażerowie są tam przewożeni w automatycznych, elektrycznych kapsułach, a ich udział sprowadza się do wybrania na ekranie dotykowym celu podróży i zajęcia miejsca w pojeździe.

Koleje przyszłości

W przypadku nieco dalszych dystansów idealnym środkiem transportu wydają się koleje dużych prędkości. Poza dalekodystansowymi, szybkimi pociągami, jak choćby znany z Europy TGV, obiecującym, choć wyjątkowo drogim pomysłem są koleje magnetyczne. Obecnie na świecie istnieją dwie komercyjne linie takich kolei: jedna wozi pasażerów w Szanghaju, a druga obsługuje japońską aglomerację Nagoi.

Istnieją jednak znacznie ciekawsze koncepcje niż tylko dalsze zwiększanie szybkości pociągów. Jedną z nich jest likwidacja typowych dworców kolejowych, zajmujących zazwyczaj znaczną powierzchnię w centrach miast. Pociągi dalekobieżne w ogóle nie zatrzymywałyby się w miastach – pasażerowie przesiadaliby się do nich podczas jazdy, dowożeni znacznie mniejszymi składami, niewymagającymi tak rozbudowanej infrastruktury.

Precz ze schematami!

Poza pomysłami, które na razie nie mogą być wdrożone z uwagi na barierę technologiczną lub koszty, powstają również koncepcje mocno oderwane od rzeczywistości. Jedną z nich jest projekt Hexapod, czyli maszyna przypominająca skrzyżowanie samochodu z mechanicznym pająkiem. Pozwala ona na przemieszczanie się ponad ruchem ulicznym.

Jeszcze bardziej oderwana od ziemi wydaje się koncepcja dość mocno nawiązująca do maszyn pokazanych m.in. w „Avatarze”. Pomysłodawca, Alex Jantschke, zakłada, że w nieodległej przyszłości to właśnie latające odpowiedniki Mini Coopera staną się następcami samochodów. Na drugim biegunie transportowej rewolucji stoi inny projektant, Peter Treadway, który na Kickstarterze zebrał fundusze na rozpoczęcie produkcji samojezdnych butów.

No cóż, papier i Internet przyjmą wszystko, jednak nie bez powodu kończę ten krótki przegląd pomysłami, które wydają się na razie niemożliwe do praktycznego zastosowania. Sto lat temu Henry Ford, nawiązując do genezy swojego sukcesu, stwierdził:

“Gdybym na początku swojej kariery przedsiębiorcy zapytał klientów, czego chcą, wszyscy byliby zgodni: chcemy szybszych koni. Więc ich nie pytałem.

Może zatem w tych najdziwniejszych pomysłach jest więcej sensu, niż się nam teraz wydaje?

Pisz z nami