Warning: session_start(): Cannot send session cookie - headers already sent by (output started at /SERWISY/figeneration/index.php:3) in /SERWISY/figeneration/wp-content/plugins/freshmail_for_wordpress/src/Plugin/Newsletter/Freshmail.php on line 15

Warning: session_start(): Cannot send session cache limiter - headers already sent (output started at /SERWISY/figeneration/index.php:3) in /SERWISY/figeneration/wp-content/plugins/freshmail_for_wordpress/src/Plugin/Newsletter/Freshmail.php on line 15
Slow life czy korpostyle – co wybrać, by potem nie żałować? – FiGeneration
Pracuję

Slow life czy korpostyle – co wybrać, by potem nie żałować?


Współcześni trzydziesto-, czterdziestolatkowie żyjący w miastach (nie tylko tych wielkich, ale nawet i tych średnich czy mniejszych) coraz częściej stają przed alternatywą: praca dla życia czy życie dla pracy. W erze wyścigu o lepsze stanowisko i zarobki niektórzy potrafią wyhamować, a jeszcze inni zupełnie zmienić kierunek. Jak nie zgubić siebie, budując karierę, rodzinę? Czy warto zwolnić tempo?

Era dużej konkurencji

Od kilkunastu lat Polska przeżywa prawdziwy boom na wyższe wykształcenie. Widać to zarówno w metropoliach, jak i w zupełnie małych miastach. Jak grzyby po deszczu wyrosły różnorodne wyższe szkoły dające za określoną sumę piękny papier z upragnionymi skrótami „lic.” czy „mgr”. Oczywiście liczące się od lat wyższe uczelnie także nie narzekają na brak kandydatów. W XXI wieku chyba nie wypada nie mieć „zrobionych” studiów czy choćby szkoły policealnej czy jakichś kursów. Takie okoliczności niejako przyzwyczaiły ludzi rozpoczynających karierę do nieustannej rywalizacji…

Skoro studia to obecnie pewne minimum, należy postarać się bardziej. I tak wpadamy w wir dokształcania, szkoleń, konferencji, nauki języków, programowania, rachunkowości… i można by jeszcze długo wymieniać. Oprócz tego rozkręcamy swoją karierę już na studiach, łapiemy „fuchy”, zlecenia, marząc o swoim fotelu i biureczku najchętniej w jakiejś eleganckiej korporacji. Rzecz jasna – jesteśmy w wieku najlepszym na „dorabianie się” i zakładanie rodziny. Do zawodowego wyścigu szczurów dochodzą więc dodatkowe umowy, prace na boku i oczywiście zwykle związek i budowanie fundamentu nowej rodziny. W tym szalonym tempie mija jakiejś dziesięć lat i… niektórzy łapią się za głowę. Dlaczego?

tumblr_o1c4scjzBA1ted1sho1_1280

Czy znacie przygarbionych 30-latków? Zmęczonych i niewyspanych z przepracowania młodych ojców? Matki, które z lękiem i obawą wracają jak najszybciej na rynek pracy, wycofując się z zaangażowanego macierzyństwa? Pary w pięknych apartamentach ugięte pod odpowiedzialnością kredytu i hipoteki na trzydzieści lat? Albo dziarskich korpowyjadaczy, którzy po 21.00 padają z nóg po całym dniu pracy i robienia dobrego wrażenia?

Ja znam mnóstwo takich osób. Ludzi, dla których czas studiów zakończył drastycznie okres młodości, czerpania z życia, pasji i przygód. Nastał etap dorabiania się, stawiania „mieć” ponad „być”. I nawet jeśli niektórzy wpadli w ten wir, chcąc sobie po prostu zapewnić lepszą przyszłość – po dziesięciu czy kilkunastu latach często są wypaleni i zniechęceni.

summer-office-student-work-large

Trend powrotu do źródeł

Z drugiej strony wielu ludzi w moim wieku zaczyna przystawać na dłużej w tym szalonym wyścigu. Równolegle z ideą życia dla pracy pojawiają się pomysły pewnego typu powrotu do źródeł. Coraz więcej słyszy się o slow life, ucieczce z miasta, bliskości w wychowywaniu dzieci (zamiast dyscypliny lub bezstresowego wychowania – cielesna bliskość z rodzicami, traktowanie dzieci jak partnerów, zaangażowane ojcostwo…), wegetarianizmie, dietach dla zdrowia, kursach jogi… Dla niektórych aspekty związane ze zwolnieniem tempa są odskocznią od codzienności, dla innych – stają się nowym stylem życia.

persons-731514_960_720

Jak ustawić swoje priorytety, pogodzić pracę, rodzinę i własną przestrzeń życiową? Czy da się znaleźć złoty środek? Na te pytania zapewne lepiej odpowiedziałby ktoś w sędziwym wieku, znający wszystkie odcienie życia. Dziś jednak możemy zastanowić się nad tym wspólnie. Nie mogę narzucać mojego punktu widzenia, ale mogę się nim podzielić – zwłaszcza że nadbudowany jest osobistym doświadczeniem.

Zasady do własnej adaptacji

Jak żyć i nie zwariować? Polecam Waszej uwadze kilka poniższych zasad, które lepiej lub gorzej próbuję sam realizować.

1. Ustal priorytety.

I to jest kluczowe zadanie. Jeśli Twoim celem jest duży dom poza miastem (i jesteś tego pewien) – nie rozdrabniaj się, daj z siebie 100% – ale pamiętaj, że młodości i zdrowia nie przywrócisz. Jeśli wolisz żyć w myśl zasady „carpe diem” – nie pakuj się do pracy w korporacji, bo będziesz nieszczęśliwy.

2. Ustal krąg najbliższych osób.

Czasu nie kupisz, nie namnożysz. Budowanie relacji wymaga czasu i zaangażowania. Przemyśl, na których osobach zależy Ci najbardziej i inwestuj w kilka konkretnych relacji. Od wieków wiadomo, że lepiej mieć kilku sprawdzonych przyjaciół niż tłumek obojętnych znajomych.

3. Miej przestrzeń dla siebie.

Nie musi być rygorystycznie wyznaczona. Nie chodzi o to, że w każdy czwartek od 18.00 do 22.00 nie ma Cię dla świata i basta. By żyć w harmonii ze sobą, musisz być elastyczny. Większe obciążenie powinno nieść za sobą więcej czasu na robienie czegoś tylko dla siebie – i na odwrót.

4. Odżywiaj się świadomie.

Dla jednych będzie to przejście na jakiś typ diety, dla innych uważne czytanie etykiet w sklepie, dla jeszcze innych – ograniczenie wizyt w McDonald’s. Ważne, żebyś pamiętał, że to, co jemy, naprawdę wpływa na nasze zdrowie, samopoczucie i odporność.

5. Pracuj i odpoczywaj w dobrych proporcjach.

Proste? Niby tak, ale to zadanie uważam za najtrudniejsze z listy.

6. Ucz się afirmacji i pozytywnego myślenia.

Trening możesz zacząć w każdej minucie. To niezłe wyzwanie dla choleryków (takich jak ja). Co dobrego może wynikać z danej sytuacji? Czego się mogę nauczyć? Po prostu – więcej światła, mniej cienia.

7. Próbuj nowych rzeczy.

Jeśli okaże się, że warto – wpisz je na stałe w swoje życie!

8. Wybierz jakość, nie ilość.

Przykład z mojego życia – lepsze dwie godziny zabawy z dziećmi niż cały dzień pracy obok nich, ale przy komputerze. Na ile się da – unikaj „rozdwajania” się, bo niestety męczy podwójnie, a efekty zwykle podwójne nie są.

dad-909510_960_720

Co dodałbyś do swojej osobistej listy? Naprawdę trudno jednoznacznie wybrać – jak w tytule – slow life lub korpostyle. Niestety częściej stajemy przed wyborami, które zmuszają nas do bycia elastycznym, dostosowania się do sytuacji. Osobiście uważam, że co się da – trzeba dostosować do siebie i swoich potrzeb, wtedy człowiek czuje się spełniony i wolny. Jednocześnie jednak życie w szalonym społeczeństwie narzuca nam pewne zasady, przed którymi trudno uciec. Warto jednak mieć przycisk bezpieczeństwa i gdy poczujemy, że kołowrotek nas wciąga – nie bać się uciec na jakiś czas. Otoczyć się książkami, przyrodą, pasją – samemu lub w gronie bliskich.

Related Post

Podobał Ci się artykuł?

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywać co jakiś czas informacje o nowych artykułach.

email marketing powered by FreshMail
Pracuję
Ryan Gosling – aktor doceniony
Myślę
Jak natura ludzka wpływa na decyzje inwestora, czyli rzecz o finansach behawioralnych
Pracuję
Biznes w Sieci nie tylko dla facetów. Jak dziewczyny zdobywają Internet?