Warning: session_start(): Cannot send session cookie - headers already sent by (output started at /SERWISY/figeneration/index.php:3) in /SERWISY/figeneration/wp-content/plugins/freshmail_for_wordpress/src/Plugin/Newsletter/Freshmail.php on line 15

Warning: session_start(): Cannot send session cache limiter - headers already sent (output started at /SERWISY/figeneration/index.php:3) in /SERWISY/figeneration/wp-content/plugins/freshmail_for_wordpress/src/Plugin/Newsletter/Freshmail.php on line 15
Gry, które chcą być czymś więcej – FiGeneration
Korzystam

Gry, które chcą być czymś więcej


Jak często gry komputerowe poruszają, wzruszają, skłaniają do refleksji? Okazuje się, że coraz częściej. Zwłaszcza gdy pozbawimy je kilku typowych dla gier elementów.

O tym, że gry komputerowe i konsolowe są przeróżne, wiedzą nawet ci, którzy nie spędzają z nimi regularnie dużo czasu. Tak jak telewizja raczy nas czasem reality show w stylu „Warsaw Shore”, a czasem wybitnymi dziełami kinematografii, tak i w przypadku gier twórcy mają różne motywacje, pracując nad swoimi dziełami.

Gry sztuką przyszłości

A że to zabawa interaktywna, to i możliwości jest więcej: niektórym grom bliżej do sportowej rywalizacji, bo chodzi tylko o to, żeby pokonać przeciwnika (czy to z pomocą zręczności, czy taktyki, a czasem obu po trochu). Przy niektórych wzruszamy się dzięki opowiedzianej historii albo podziwiamy piękno zaprojektowanego przez artystów świata.

Powstają też takie formy, które na pierwszy rzut oka działają jak gry: uruchamiamy je na komputerze lub konsoli, wchodzimy w jakieś interakcje ze światem, sterujemy jakimiś postaciami. A jednak nie ma w nich żadnych punktów, żadnych zadań, żadnych typowych wyzwań. Służą wyłącznie refleksji. To takie gry… obdarte z gier.

Znany polski dziennikarz Olaf Szewczyk od dawna promuje dla takich tytułów określenie „interaktywne wideo” i jest ono, moim zdaniem, wyjątkowo trafne. Mamy interakcję? Mamy. Obraz? Jest. Wszystko się zgadza. Wielu pasjonatów gier, spędzających całe dnie na serwerach Battlefielda, trochę się z takich gier podśmiewa, ale nie przeszkodzi nam to przecież przyjrzeć się im nieco bliżej. Często zamiast na rozrywkę i liczbę sprzedanych egzemplarzy takie tytuły bardziej stawiają na poruszenie odbiorcy. Czyli jednak sztuka?

Tropem Czerwonego Kapturka

Chyba pierwszym tytułem tego rodzaju, który mnie do siebie przekonał, było The Path. Na pierwszy rzut oka – trochę przygodówka, trochę horror. Wcielamy się w kolejne dziewczynki błądzące po lesie. Oczywiste nawiązania do Czerwonego Kapturka wyłapujemy bardzo szybko, by odkryć, że to opowieść o przemijaniu, a zamiast rozwiązywania zagadek mamy skłanianie graczy do refleksji. Całości towarzyszy niesamowita muzyka skomponowana przez Jarboe, byłą wokalistkę zespołu Swans.

Autorzy The Path, Tale of Tales, mają na koncie podobne eksperymenty. Najnowszy, Luxuria Superbia, to metaforyczna opowieść o… erotycznej satysfakcji. Jedna ze starszych, Fatale – surrealistyczna produkcja luźno oparta na biblijnym motywie Salome, nawiązująca do sztuki Oscara Wilde’a. Sami przyznacie, że nie brzmi to wszystko jak typowi reprezentanci gier? Nie za bardzo te opisy pasują do FIFY, Call of Duty czy Grand Theft Auto…

Jedna z najbardziej poruszających produkcji Tale of Tales nazywa się The Graveyard. O ile przeważnie w grach wcielamy się w zabijaków, komandosów albo chociaż superbohaterów, tak tutaj przejmujemy kontrolę nad… staruszką. Wędrujemy w samotności po cmentarzu, całość utrzymana jest w czarno-białych barwach. Twórcy próbują skierować naszą uwagę na nieco inne tory niż „dotrzyj do kolejnego checkpointu”. The Graveyard to opowieść o przemijaniu, choć oczywiście interpretację każdy może mieć własną – jak to ze sztuką. Zresztą przemijanie to częsty motyw gier, które chcą być czymś więcej. Podobnie było w przypadku The Journey na PlayStation 3, któremu udało się zdobyć całkiem dużą popularność, a w którym jako stary wędrowiec dumaliśmy nad tajemnicą dawnej cywilizacji.

Mnóstwo interpretacji

O niektórych grach mówi się nawet, że są interaktywną poezją. Taka właśnie krąży opinia o Dear Eshter. Zresztą jej historia jest niezwykle ciekawa, bo ta „gra” powstała jako modyfikacja do Half Life 2, czyli strzelaniny science fiction… Strzelanie do obcych niekoniecznie kojarzy się wam z wielkimi wierszami? Twórcy wykorzystali tylko technologię stojącą za tamtym (swoją drogą bardzo dobrym – to klasyka gatunku) tytułem i przerobili wszystko po swojemu, nadając doświadczeniu zupełnie nowy wymiar.

W Dear Eshter na świat patrzymy oczami bohatera, ale żadnego strzelania czy tradycyjnych wyzwań tu nie uświadczymy. Ba, nie wiemy nawet, kim dokładnie jesteśmy, bo nie pada nasze imię. Słyszymy za to jak tajemniczy narrator czyta listy napisane do kobiety imieniem Eshter… Ich autorem był umierający żołnierz. Czy wcielamy się w jego ducha? To tylko jedna z możliwych interpretacji. Podobnie jak większość z przywołanych do tej pory tytułów, autorzy nie podają wszystkiego na tacy.

Często wspominam o tym, że do tego całego interaktywnego wideo zaliczane są poza zwyczajnymi także takie gry, które przełamują schematy, różnią się od setek tradycyjnych tytułów. Warto więc wspomnieć o grze, która… z gier się jawnie wręcz naśmiewa. To The Stanley Parable, niby przygodówka, w której mamy do rozwiązania zagadkę pewnego pracownika biurowego i tego, czemu wszyscy dookoła zniknęli. Ale… jedna z możliwości pozwala na zamknięcie biura i olanie sprawy. A jedno z przypisanych w systemie dystrybucji elektronicznej Steam grze osiągnięć wymaga, by nie uruchamiać jej przez pięć lat. Podobno The Stanley Parable powstało, by uświadomić nam, jak wielkimi niewolnikami schematów jesteśmy i trzeba przyznać, że pokazuje to w świetny i dowcipny sposób. Każdy, kto krytykował The Path za zbyt mało typowych wyzwań, powinien w nią zagrać.

Gra w odkrywanie siebie

Ostatni tytuł, o którym od niedawna głośno, to Gone Home. Czy to historia inwazji obcych? A może autorzy opisują wielki międzynarodowy konflikt? Nie? To może chociaż jest to rozpisana na dziesiątki lat przygoda asasyna? Otóż wyobraźcie sobie, że to obyczajowa historia o młodej dziewczynie. Obyczajowa. O-by-cza-jo-wa. Słyszeliście kiedyś w ogóle o obyczajowych grach? No właśnie…

Pewna nastolatka wraca z wakacji i łazi po pustym domu – tak ktoś złośliwy może opisać akcję, ale to właśnie to chodzenie, wyłapywanie smaczków, odnajdywanie książek, które czytali domownicy czy napisanych przez nich notatek pozwala stworzyć sobie w wyobraźni obraz tych ludzi… wcale nie w celu rozwiązania jakiejś wielkiej zagadki. Robimy to raczej po to, by móc odnieść się do własnych doświadczeń. Nie da się wygrać w tradycyjnym dla tego słowa znaczeniu znaczeniu. Sporo tu czytania, co oczywiście może dziwić, bo odpalanie gry, żeby poczytać, nie wszystkim wyda się logiczne. Ale po pierwszych wirtualnych lekturach można zadać sobie pytanie: czy chciałbym poznać najbardziej intymne sekrety mojej własnej rodziny? Przegrzebać bezkarnie ich najbardziej prywatne rzeczy? Wszystkie? A może… już to kiedyś zrobiłem?

Jak widzicie, perełek jest dużo, wystarczy tylko poszukać. Obecnie czekam na Everybody’s Gone to the Rapture, nowe dzieło twórców Dear Eshter, którego akcja miała rozgrywać się w dniu końca świata. Skojarzenia z filmem Melancholia są jak najbardziej na miejscu. Może warto postawić je koło siebie na półce?

 

Related Post

Podobał Ci się artykuł?

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywać co jakiś czas informacje o nowych artykułach.

email marketing powered by FreshMail
Korzystam
Sherlock Holmes – książka, film, serial. Trzy wcielenia słynnego detektywa
Korzystam
Książki paragrafowe, gry książkowe, paragrafki. Rpg dla tych, którzy nie mają przyjaciół?
Korzystam
„American Hustle” – sensacja w rytmie disco