Warning: session_start(): Cannot send session cookie - headers already sent by (output started at /SERWISY/figeneration/index.php:3) in /SERWISY/figeneration/wp-content/plugins/freshmail_for_wordpress/src/Plugin/Newsletter/Freshmail.php on line 15

Warning: session_start(): Cannot send session cache limiter - headers already sent (output started at /SERWISY/figeneration/index.php:3) in /SERWISY/figeneration/wp-content/plugins/freshmail_for_wordpress/src/Plugin/Newsletter/Freshmail.php on line 15
Zostać offline za życia? – FiGeneration
Żyję

Zostać offline za życia?


(Flickr/keiya/by CC)

(Flickr/keiya/by CC)

Świadomie i z premedytacją, będąc przy zdrowych zmysłach, bez żadnego zewnętrznego przymusu decydują się odłączyć od sieci. Jak wygląda ich życie bez internetu? Czy muszą dzwonić do znajomych, żeby pożyczyć drukowaną wersję Wikipedii? A tak w ogóle to kto i w jakim celu chciałby popełnić takie wirtualne samobójstwo? I najważniejsze, czy należy iść w ich ślady?

Rok bez sieci

Wraz z wybiciem północy i nastaniem 1 dnia maja 2012 roku Paul Miller, 26 – letni pisarz i dziennikarz piszący o technologiach, odłączył kabel internetowy od swojego komputera oraz wymienił smartfona na telefon pozbawiony dostępu do sieci. Decydując się przez 365 dni pozostać odcięty od sieci, chciał sprawdzić „co internet z nim zrobił”. Po upływie roku opisał swoje doświadczenia. Jak myślicie, co się zmieniło w jego życiu? Czy zaczął więcej czytać? Czy jego życie osobiste nabrało lepszych barw? Czy schudł? Stał się fajniejszym bratem? Czy był szczęśliwszy? Bardziej pracowity? Czy jego szef zaczął narzekać, że Paul zbyt dużo pisze? Tak, tak i jeszcze raz tak. Z jednym zastrzeżeniem. Efekt ten trwał przez kilka miesięcy a potem… zniknął. „Pod koniec 2012, nauczyłem się jak dokonywać złych wyborów bez internetu. Porzuciłem swoje pozytywne offlinowe nawyki i odkryłem nowe offlinowe grzechy.” – pisze w artykule dla TheVerge – „Zamiast przekuwać znudzenie i brak stymulacji zamieniając je na naukę i kreatywność, skłoniłem się ku pasywnej konsumpcji i społecznemu wycofaniu”.

Uzależnienie i zmęczenie

Offlining, czyli wylogowywanie się z internetu, jest odpowiedzią na jeden z ogromnych społecznych problemów: podobno wszyscy jesteśmy uzależnieni od sieci. Najbardziej uzależnieni narzekają na zbyt wiele godzin spędzanych przed ekranem, brak czasu dla bliskich, poświęcanie energii na wędrowanie przez setki niewiele znaczących kawałków informacji kosztem głębszych bardziej rozbudowanych treści (książek, dłuższych artykułów, itp.) . W końcu mówią: „Dość! Chcę być w kontakcie z ludźmi a nie z tabletem. Chcę czytać zamiast przeglądać i żyć zamiast surfować!”.

Potakująco kiwam głową myśląc, że też bywam zmęczona tym cyfrowo-informacyjnym szumem i wielokrotnie odczuwam potrzebę oderwania się od przeglądarki. Ale żeby zaraz się odłączać na wieki!? Cóż, różnie to bywa z długością „odłączenia”, jednak warto przyjrzeć się wynikom badań. Z tych prowadzonych w Stanach Zjednoczonych wynika, że sukcesywnie wzrasta liczba osób przestających korzystać z internetu z powodu „braku zainteresowania”. Ponadto coraz więcej osób twierdzi, że lepiej im bez sieci. Dawniej częstszym powodem odcięcia od sieci był brak możliwości korzystania z niej (np. utrata komputera, zbyt wysokie rachunki, przeprowadzka), a co za tym idzie wylogowanie było dotkliwe. Ex-internauci mówili wówczas, że bez internetu coś tracili, czuli się pozostawieni przez przyjaciół i pragnęli jak najszybciej podłączyć się z powrotem. Dzisiaj mówią, że im dobrze, a odsetek tych którzy chcą ponownie podłączyć się do sieci spadł z 60 % w 2009 roku do 37% w 2013.

(Flickr/keiya/by CC)

(Flickr/keiya/by CC)

Polaków problemy z internetami

Kilka lat temu na moją skrzynkę Gmail dotarł list od znajomego chwalącego się, że zostanie ojcem. Mojej radości z jego szczęścia towarzyszył wówczas dreszcz grozy, gdyż obok treści maila wyświetliła się reklama… testów na ojcostwo. Zaczęłam w popłochu przeglądać przypadkowe maile odkrywając koszmarną prawdę, reklamy były dostosowane do treści wiadomości. Ktoś czytał moje listy! Oczywiście po pewnym czasie otrzeźwiałam i dotarło do mnie, że „czytał” je program a nie człowiek. Google też otrzeźwiał i przestał w tak niecny sposób dobierać dla mnie reklamy. A jednak nieufność pozostała i nie dziwi mnie gdy słyszę, że najczęstszym problemem Polaków (37% badanych wg 4P Reasearch Mix) związanym z internetem jest strach o poufność informacji.

Dla ponad 30% badanych problem stanowi też konieczność ciągłego reagowania w sieci (na maile, zaproszenia, itp.) oraz poczucie zalewu informacyjnego. Nieco mniejszymi kłopotami są: bycie stale dostępnym dla przełożonych i kontrahentów, nadmiar kontaktów w sieci oraz poczucie że aktywność poza siecią jest ograniczana przez życie on-line. Oto zasadnicze powody dla których Polacy coraz częściej odłączają się od sieci.

Okno na świat czy bańka mydlana?

Kolejnym kłopotem o którym powoli zaczyna się mówić jest zjawisko „filter bubble”, o którym pisał Eli Pariser w książce pod tym samym tytułem. Wiecie, że wyniki wyszukiwarki są spersonalizowane i dopasowane do użytkownika? Im częściej klikamy w jakieś informacje, tym częściej będą się one pojawiały w wynikach wyszukiwań. Oczywiście jest to w pewnej mierze wygodne. Jednak jak przestrzega Pariser algorytmy doprowadzają do sytuacji, w której nie mamy szans otrzymać informacji podważającej nasze przekonania i przez to zmuszającej do myślenia.

Wyobraźcie sobie, dwie osoby wstukują do wyszukiwarki hasło „Egipt”. Jednej z nich wyświetla się seria wyników dotyczących turystyki, biletów lotniczych, miejsc do zwiedzenia, pięknych zdjęć z piramidami. Tymczasem druga ogląda na pierwszej stronie informacje dotyczące sytuacji politycznej, Bractwa Muzułmańskiego i ataków bombowych w Kairze. Dwa zupełnie różne wirtualne światy. Okazuje się, że internet, który miał być oknem na świat, jest raczej mydlaną bańką, naszym małym ciasnym światkiem w którym tkwimy nieświadomi, iż poza nim są całe przestworza o których istnieniu nie mamy pojęcia. Może więc rzeczywiście lepiej się odłączyć i pójść porozmawiać z ludźmi?

[su_youtube url=”http://youtube.com/v/B8ofWFx525s”]http://youtube.com/v/M7FIvfx5J10[/su_youtube]

Cokolwiek byleby w realu

Niewiele jest osób, które na dłuższy czas świadomie i bez przymusu przechodzą w stan długotrwałej abstynencji internetowej. Znacznie więcej jest takich, którzy decydują się na zwariowany pomysł jednego dnia bez podłączenia do sieci (nawet telefonicznej!) lub zupełnie już szalony weekend poza zasięgiem. We wspomnianych badaniach 4P Research Mix aż 46% respondentów zwierzała się z marzeń o wakacjach z dala od telefonu i internetu. A jakie osoby podejmują takie decyzje?

Barbara Frątczak-Rudnicka twierdzi, że trend wylogowywania się wynika ze zmiany jaka nastąpiła w konsumentach po ostatniej recesji gospodarczej. Jej zdaniem nastąpiło przewartościowanie stylów życia, po którym na znaczeniu zyskały rodzina, relacje międzyludzkie i dom. Taki postrecesyjny konsument jest pragmatyczny, oszczędny i potrafi się ograniczać. Jest osobą odpowiedzialną za siebie i innych ludzi, otoczenie oraz przyrodę. Ceni sobie uczciwość, prostotę i zwykłe codzienne przyjemności. Jest osobą stawiającą na trend „slow life”, który ma być równoznaczny z „real life”. Jak śpiewa pewien muzyk „cokolwiek, byleby w realu”.

„Zafunduj sobie Dzień Ojca Offline”

Wylogowanie jest trudne, a utrzymanie „abstynencji” jeszcze trudniejsze. Jednak z pomocą przychodzą nam rozmaite… a jakże, strony internetowe i aplikacje. Na przykład na stronie offlining.com można dołączyć do ponad 11 tysięcy osób które podjęły postanowienie ograniczenia funkcjonowania online. Taka oficjalna obietnica ma podobno pomóc dotrzymać postanowienia. Mark DiMassimo & Eric Yaverbaum, którzy założyli tę stronę piszą, jak dostrzegli problem: „Pewnego dnia podnieśliśmy wzrok [znad ekranu] Wszędzie dookoła, wszystkie głowy we wszystkich centrach handlowych, na lotniskach i stacjach kolejowych wydawały się pochylone ku czci urządzeń. Życie stało się wielo-ekranowe, wielozadaniowe, zmiażdżone, ot beznadziejny konkurs na ograniczenie uwagi.” W dalszej części zachęcają: „Dołącz do nas. Spróbuj podjąć offliningowe postanowienie. Zrób sobie Dzień Ojca Offline. Rozważ przyłączenie się do cotygodniowego Offline Sabbath. Wydaje nam się, że będziesz zadowolony, że to zrobiłeś i jesteśmy całkiem pewni że znajdą się inni którzy też będą z tego zadowoleni”.

Pozostaje pytanie czy to konieczne? Odłączanie się od czasu do czasu jest potrzebne dla higieny umysłu, o tym jestem przekonana. Wyłączam laptopa w piątek po południu i nie zaglądam do sieci aż do poniedziałku. Taki detoks sprawia, że lepiej mi się myśli, oddycha, odpoczywa. Dwa tygodnie urlopu bez zaglądania na skrzynkę mailową bez wątpienia przynoszą przypływ poczucia wolności, choć w miarę upływu czasu narasta niepokój o to, co znajdę gdy ją już otworzę. A rezygnacja na dłużej? Niestety, nie wydaje mi się możliwa. Ale też trudno mi wyobrazić sobie, aby była potrzebna. Kojarzy mi się z dietą Dukana, która stawiając na białka każe wykluczać z jadłospisu węglowodany. Przecież zdrowy jadłospis powinien obejmować jedno i drugie. Zacytują Marka DiMassimo: „Czy uważam, że jakiś idealny i pełny akt offliningu będzie możliwy w przyszłości? Nie, ani możliwy, ani konieczny, ani nawet idealny. Lecz ograniczenia, rytuały, przerwy i wszystko, co pomaga w świadomym kierowaniu uwagi ku ważnym w życiu rzeczom i ludziom, będzie nadal niezbędne”. Ciekawa jestem co o tym myślicie wy, nasi postrecesyjni czytelnicy? Czy któregoś dnia znikniecie i będziemy musieli wydawać dla was drukowaną wersję Fi?

Related Post

Podobał Ci się artykuł?

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywać co jakiś czas informacje o nowych artykułach.

email marketing powered by FreshMail
Żyję
Nowy pomysł na siebie…
Żyję
Latający dysk podbija świat. Polacy też grają w ultimate!
Żyję
Polska i Kraków okiem roztańczonej Gruzinki [wywiad]